niedziela, 26 czerwca 2016

Rozdział 4: I uwierz mi Mike, jestem coraz bliżej.

Po rozmowie w tym dziwnym miejscu, zaprowadzili nas do laboratorium. Tam dosłownie wypalili na naszych rękach kod kreskowy, czego w umowie nie było... Dostaliśmy tam też unikatową, srebrną biżuterię, którą dostawał każdy agent. Jeszcze tego samego dnia wywieźli nas do Los Angeles,byśmy się zaaklimatyzowali w nowym otoczeniu. Na razie mieszkaliśmy w hotelu, lecz czekaliśmy na transfer, by w końcu przenieśli nas do nowego domu. Mieliśmy udawać rodzeństwo. Ironia prawda? Przynajmniej w tej kwestii nie muszę kłamać. To czego się dowiedzieliśmy, to to, że musimy znaleźć pendrive'a, który zawierał tajne dane, oczywiście nie powiedzieli nam jakie.
Gdy dotarliśmy do "domu", byłam po prostu zmęczona. Widać było, że agenci specjalni naprawdę się o nas troszczą. Dostaliśmy apartament z widokiem na panoramę miasta. Cały nasz dom nie był taki wielki jak ten salon. Nie poszłam do swojego pokoju, ponieważ byłam tak padnięta, że usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor na pierwszym przypadkowym kanale, a tam pojawiło się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.
-Mike, chodź szybko tutaj! - zawołałam.
-Jeju Alex, rusz dupę i ty chodź, wiem, że jesteś leniwa, ale no bez przesady.
-MIKE SZYBKO CHODŹ TUTAJ-wykrzyknęłam.
Po moim tonie głosu wywnioskował, że chyba naprawdę coś musiało się stać i przyszedł tu z prędkością wiatru.
-Alex? Co się stało?!
Nie musiałam nic więcej mówić. Spojrzał na telewizor i już wiedział o co chodzi. Na wielkim ekranie znajdowały się nasze twarze, a speakerka właśnie mówiła, że zaginęliśmy. Opisywała nasz wygląd, kiedy ostatnio nas widziano i w co byliśmy ostatnio ubrani. Następnie pojawił się John.
-John... - szepnęłam, a w oczach stanęły mi łzy.
Nie wiem co mam o tym myśleć. Wyszli z domu. Potem już ich nie zobaczyłem. Nie wiem co się z nimi dzieje, nie mam z nimi żadnego kontaktu, nie wiem nawet czy żyją.-w tej chwili nasz brat po prostu się rozpłakał-Proszę... Jeżeli ich widzieliście, zadzwońcie na policję... To są jedyne osoby, które mi zostały...
Po słowach mojego brata rozpłakałam się jak bóbr. Nie dałam rady psychicznie. Michael podszedł do mnie i mnie przytulił. Nie pamiętam co się dalej stało, ale jak otworzyłam oczy byłam u siebie w pokoju.
__________________
Nie wiedziałem co się dzieje, Zastałem pusty dom. Żadnej kartki. Nic. Czułem pustkę w sobie jakby razem z nimi odeszła cząstka mnie. Od razu zgłosiłem to na policję, kazali czekać. Jednak nie musiałem czekać 48h, zareagowali zupełnie inaczej, szybciej. Przesłuchania, telewizja, szok... I mama, która nie wiedziała co się dzieje, lecz pierwszy raz widziałem ją na trzeźwo. Szczęście w nieszczęściu. To był najgorszy dzień mojego życia.
__________________
Dwa dni po dotarciu do hotelu wreszcie przetransportowali nas do Los Angeles. Słońce, plaża, palmy, żyć nie umierać. Jednak to nie była wycieczka marzeń. Bez mamy, bez Johna... Umowa to umowa. Muszę znaleźć jakis sposób na skontaktowanie się z bratem. Tu, sama nie mogłam nic zrobić. Mike jak zwykle spał. Sami nic nie zdziałamy. Wstałam z łóżka, ubrałam krótkie spodenki i bluzeczkę na ramiączka, wzięłam torebkę z książką, założyłam słuchawki i wyszłam z domu. Przenieśli nas to wielorodzinnej rezydencji jakkolwiek by to brzmiało. Dom był łady, z lokajem. Jak hotel, ale z mieszkańcami stałymi. Wychodziłam, pożegnałam się z Fredem i wyszłam. Nagle poczułam wstrząs i upadłam.
-O matko...- wyjąkałam.
-Jeju! Najmocniej przepraszam! Przepraszam! Nic Ci nie jest? - mówił do mnie jakiś głos, ale pod słońce nawet nie widziałam jego twarzy. Tajemniczy nieznajomy zaczął pomagać mi wstawać.
-Chyba żyję... -odpowiedziałam i dałam sobie pomóc. Ujrzałam jego twarz, lecz ciemne wielkie okulary zakrywały jego buzię.
-Daj się zaprosić na kawę w zamian za szkody, które Ci wyrządziłem.
-Nie trzeba.- odpowiedziałam.
-Wiem, że nie trzeba, ale ja chcę. - odpowiedział chłopak.- Przy okazji mam na imię Justin.
Dopiero teraz spojrzałam na jego twarz. To był on. TEN chłopak, TEN gwiazdor, TEN osobnik, któremu miałam zabrać tajemniczy nośnik danych z jeszcze bardziej tajemniczą treścią.
-Dobrze, a więc pójdźmy na kawę. -nagle zmieniłam zdanie. Starałam się ukryć moje tajemnicze znamię, bałam się pytań.
-Ciszy mnie to.- odpowiedział i uroczo się uśmiechnął. -Znam taką kawiarenkę na rogu tej ulicy. Przejdziemy się?
Potaknęłam głową i poszliśmy w stronę kawiarni. Widać, że mój nowy znajomy na serio znał tę kawiarnię, ponieważ kiwnął głową do kelnera na przywitanie, uśmiechnął się, a kelner zaprowadził nas do stolika. Był to stolik w kącie jak najdalej oddalony od witryny sklepu i okien. Można było zauważyć, że Justin ceni sobie prywatność.
-Dwie Frappuccino poprosimy i dwa razy sernik.- powiedział do tego samego kelnera. On tylko kiwnął głową i odszedł. - No więc, jak masz na imię?
-Jestem Alex -powiedziałam i posłałam mu najmilszy uśmiech jaki mogłam mu posłać. Chcąc nie chcąc musiałam się do niego zbliżyć.
-Piękne imię Alex. - Odpowiedział.- Ja jestem Justin, ale chyba już zdążyłaś się zorientować.
-Tak, jakoś tak wyszło.
Rozmowa na początku w ogóle się nie kleiła. Jednak potem okazało się, że mamy wspólne zainteresowania. Bieber okazał się być bardzo wrażliwym chłopakiem, kochającym literaturę i muzykę klasyczną. Cenił sobie rodzinę jak nic innego na świecie i uważał, że "jego ludzie" zasługują na większy szacunek niż on, ponieważ to oni mają cięższą pracę. W każdym razie, zgodziłam się na kolejne spotkanie. Justin odprowadził mnie pod drzwi pokoju.
-Dziękuję za kawę. To znaczy za te pięć kaw. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Nie ma sprawy. Do zobaczenia jutro.- powiedział i uśmiechnął się szarmancko.
Otworzyłam drzwi i weszłam do naszego nowego mieszkania. Zobaczyłam Michaela siedzącego na podłodze przed sofą i gającego na Play Station.
-Czy ty nic nie robiłeś przez cały dzień? - zapytałam brata.
-Nie. Zabijam smutki w butelce coli. -odparł.- Tęsknię za Johnem.
-Wiem, ja też, ale mógłbyś ruszyć dupę i zacząć robić wszystko, by się zbliżyć do upragnionej wolności.
-Ciekawe jak...A ty co dzisiaj robiłaś?
-Ja właśnie się zbliżałam. I uwierz mi Mike, jestem coraz bliżej. -powiedziałam i poszłam zobaczyć co jest w naszej lodówce.

____________________
Witam wszystkich.
Ten rozdział jest krótki, ponieważ jest po długiej przerwie. Mam wakacje, zaczynam dodawać rozdziały regularnie. Przepraszam Was za wszystkie niedogodności. Widzimy się w następnym.
Jeżeli czytasz, proszę skomentuj :)

1 komentarz:

  1. Hej! Chciałabym zaprosić Cię serdecznie do siebie na moje opowiadanie o Justinie. Już jest 1 rozdział!
    OPIS: Cassie zmuszona jest przeprowadzić się wraz z rodzicami oraz rodzeństwem do Los Angeles, a wtedy wszystko się zmieni...
    Opowiadanie znajdziesz na:
    > BLOGU: http://jb-be-yourself.blogspot.com
    > WATTPADZIE: https://www.wattpad.com/story/87513216-jb-be-yourself
    Zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń