wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 1: kiedy myślisz, że jest wszystko w porządku... ale jednak nie.

Tego dnia wstałam wyjątkowo rano, bo już o 5. Całą noc dręczyły mnie jakieś koszmary. To zdecydowanie nie była dobra noc. Mimo tego, że wstałam sama, bez pomocy budzika nie czułam się dobrze psychicznie. Poszłam od razu pod prysznic, stwierdziłam, że to mi dobrze zrobi. Przez całą poranną toaletę miałam złe przeczucia, jednak przeszło mi to gdy poszłam do kuchni zjeść moje ulubione płatki czekoladowe z mlekiem. Jem je na sniadanie, na obiad, a także nawet na kolację. Nigdy mi się nie znudzą, poprawiają mi humor na cały dzień. Po śniadaniu standardowo poszłam się ubrać. Nie mam za dużo ubrań, dlatego włożyłam to co standardowo zakładam prawie codziennie: przetarte ze starości jeansy i siwą dosyć wyblakłą koszulkę. Miałam jeszcze dosyć czasu przed szkołą, dlatego spakowalam się i zaczęłam czytać książkę. Gdy musiałam już wychodzić weszłam jeszcze do kuchni by się czegoś napić.
- O Michael wstales juz?-zobaczylam, że brat siedzi przy stole i pije kawę.
-A nie widać?- odpowiedział. Ostatnio zrobił się bardzo nerwowy.
-Hej co się dzieje? Od kilku dni zachowujesz się jak małe dziecko.
-Odczep się.- nigdy taki nie był, nie wiedziałam o co mu chodzi. Napiłam sie wody i wyszlam do szkoły.
Jest styczeń, lecz u nas na florydzie jest wiecznie ciepło. Dzisiaj był piękny dzień. Nie był to dla mnie dobry dzień już od samego rana. Weszłam do szkoły i jak zawsze usiadłam sama pod salą. Założyłam słuchawki na uszy i czekałam do rozpoczęcia lekcji. Ten moment zawsze był moim ulubionym bo mogłam siedzieć i słuchac muzyki i nie przejmowałam się tym co mówią o mnie inni bo zwyczajnie tego nie słyszałam, odpływałam..
Najgorsze są lekcje. Wtedy każdy może mi dogryźć nawet gdy jest nauczyciel. "O widzę że masz modne spodnie! A nie... to tylko te co mialaś 5 lat temu ale przetarły ci się ze starości...". Tak wiem, nie miałam kasy na nowe ubrania, ale nie narzekałam. Nie kręcił mnie świat elegancji i przesadnego dbania o siebie. Na 4 lekcyjnej przyszedł do naszej sali dyrektor.
-Dzień dobry - powiedział i poszedł szybko do nauczycielki, by coś jej szepnąć do ucha. Kilka osób odburknęło coś w stylu "dobryyy" ale nikt się tym nie przejął, że głowa szkoły weszła do nas do klasy.
-Alex? - zapytała nauczycielka- Idź teraz z panem dyrektorem, Lekcje uzupełnisz potem.
Ja? To mnie wołali? Byłam w szoku. Oczywiście w klasie pojawiły się docinki typu "uuuuu" itd. Nic nie mówiąc posłusznie wyszłam.
-Jak się miewasz Alex? - zapytał dyrektor w drodze do gabinetu.
-Dobrze nie narzekam,- odpowiedziałam.
-Cieszę się.- nikt już sie nie odezwał dopóki nie weszlismy do sekretariatu. -Pani Weber proszę nikogo nie wpuszczać i z nikim mnie nie łączyć nawet jeżeli byłoby to bardzo pilne.
-Oczywiście panie dyrektorze. - odpowiedziała sekretarka. Weszłam do gabinetu dyrektora, który był dosyć fajny jak na gabinety starszych ludzi. Nie był on stary był urządzony w bardziej nowoczesnym stylu co mi się bardzo podobało.
-Alex, Alex, Alex...- zaczął- jestem wręcz uradowany, że się dobrze miewasz, a jak tam twoi bracia?
-Raczej dobrze. - całkowicie nie wiedziałam o co chodzi.
-Dobrze powiadasz? A więc powiesz mi może dlaczego twój brat Michael od 3 tygodni nie chodzi do szkoły? -wmurowało mnie. Ale jak to?
-Słucham?- zapytałam zdziwiona. - Jak to nie chodzi? Codziennie rano się z nim widuję i mowi, że ma na 9, a kilka razy nawet szedł ze mną do szkoły, to nie jest możliwe żeby go tutaj nie było.
-A widziałaś go na przerwach? - zapytał.
-No nie, ale..
-Nie ma ale, Alex. - przerwał mi- Twój brat nie chodzi prawie od miesiąca do szkoły, a ja nie znam przyczyny. Grozi mu nie klasyfikacja i zagrożenie z niektórych przedmiotów. Jest koniec półrocza. Dzwoniłem do twojej matki ale nie odbierała telefonów zresztą jak zawsze. Na wywiadówce nie pokazała się ani razu. Jeżeli to się nie zmieni będę zmuszony wysłać delegację do twojego domu.
-Nie, nie! - wykrzyknęłam. Tak moja mama to alkoholiczka, ale nikt o tym nie wiedział. Gdyby wiedzieli już dawno bylibyśmy w sierocińcu. - Ja pogadam z bratem. Wyjaśnię tą całą sytuację, może Pan być pewien i się nie martwić. Nie zawiodę.
-Mam nadzieję Alex. Jesteś dobra dziewczyna, masz bardzo dobre oceny w porownaniu do przeciętnych uczniów. Nie rozczaruj mnie. - Zakończył, a ja pokiwałam głową. - Dobrze, nie masz już co wracać na lekcje, i tak cię trochę zestresowałem. Możesz wrócić już do domu.
-Dziękuję panie dyrektorze. Do widzenia.
-Do widzenia Alex. - odpowiedział.
Wyszłam z gabinetu trochę zamyślona. Nie miałam pojęcia że mój brat tak sobie odpuszcza. John już nie chodzi do szkoły, ale myślałam zawsze, że daje dobry przykład nam obojgu. Cóż, Michael chyba jednak poszedł inną drogą. Gdy weszłam do domu, rzuciłam plecak w przedpokoju i poszłam zobaczyc czy mama śpi w swoim pokoju. Spała, a koło niej było kilka butelek po piwie i jedna po wódce. <Jak zawsze> pomyślałam,  a z mojego gardła wydobył się głośny dźwięk:
-MICHAEL! MICHAEL ZEJDŹ SZYBKO NA DÓŁ!!!!



_______________________________
O ja najgorszy jest początek. Tak już po 1 rozdziale miałam chwile zwątpienia, ale nie poddaję się. Rozdziały będą krótkie. Na pewno ten jest krótki bo mega ciężko mi się go pisalo, ale już jestem w połowie drugiego i chyba jest lepiej. Nie chce zdradzać Wam wszystkiego od razu.
Dziękuję za komentarze pod prologiem.
2 rozdział pojawi się, gdy tu znajdzie się 5 komentarzy!
Dziękuję Wam bardzo <3
Do zobaczenia :*

sobota, 2 stycznia 2016

Opowiadanie Confident//PROLOG

Cześć!
A więc tak, wróciłam na bloga! Przychodzę z nowym opowiadaniem. Nie wiem co tu Wam napisać bo w zasadzie dawno mnie tu nie było i chciałabym to naprawić...
Zagłosujcie w sądzie co do wyglądu bloga ;) Będzie mi miło.
Czytasz? ----> Komentujesz! Rozdział 1 pojawi się jak będzie 4 komentarze :)
_________________________________________________________________
Każdy ma w rodzinie jakiś problem. Tak jest, było i będzie. Ja też należę do tej społeczności, której nie jest łatwo w życiu. Mam na imię Alex. Mam 17 lat. Mam dwóch braci Michaela i Johna. Kocham ich nad życie, są ode mnie starsi i to oni wskazywali mi drogę przez całe moje dzieciństwo. Dzięki nim oprócz tego, że wiem co w życiu jest dobre, a co złe wiem też, jak naprawiać samochody bądź nie mam problemów z naprawianiem kranów. Umiem zrobić praktycznie wszystko co leży w zakresie robót typowych dla panów. Jak trzeba coś zespawać to też dam radę. Niestety, w kwestii gotowania jesteem typową amebą. Ale co się dziwić. Mam matkę alkoholiczkę. Tata zmarł jak miałam 2 lata. Jestem pół sierotą, ale od 15 lat czuję się jakbym była sierotą, bo to właśnie wtedy mama zaczęła pić, po śmierci taty. Nie mam znajomych. Nie mam kasy na nic. Ale to chyba logiczne skoro moja mama wydaje wszystko na alkohol. Moi bracia teraz zarabiają, alee w przeszłości mieli kilka występków więc zarówno oni jak i ja- podobno ze względów bezpieczeństwa jesteśmy cały czas pod opieką kuratora. Ja nigdy nie miałam problemów z prawem. Jestem dość zadziorna. Po trupach do celu. To moje motto. Nigdy nie liczę na innych zawsze za siebie. Wiem, że moja mama mnie niee wychowała, ale zarówno za nią jak i za moich kochanych braci oddałabym życie. Jestem bardzo pewna siebie. Bardzo. I nie, nie daję sobą pomiatać, lecz czasem to boli, kiedy jestes wytykany palcami. Lecz czasem jest taki dzień, kiedy przyjdę do domu po szkole, usiądę na łóżku i płaczę.


sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 16

*oczami Scarlett*
- Dziękuję Justin. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy... -staliśmy już na drugi dzień w holu. Za 5 minut tata miał iść do pracy. Byłam z niego dumna. Wiedziałam, że teraz to już na pewno zostanę z nim...
- Nie ma sprawy. Wie Pan, że dla mnie Pana córka jest najważniejsza... Chcę być blisko niej. A tylko w taki sposób mogę to jej zapewnić. Oczywiście robię to też dla Pana.
- Dziękuję Justin. Jeszcze raz dziękuję.
W tej chwili wszedł na hol Scooter.
- Witam Was. Cześć Justin.
- Dzień dobry.
- Um... Pan Rayan Smith? - zwrócił się do taty.
- Tak to ja.
- Zapraszam do środka. Powiem Panu co ma Pan robić.
- Powodzenia - szepnęłam i uśmiechnęłam się do taty.
- No... to... mamy troszkę czasu dla siebie -powiedział wolno justin poodchodząc do mnie coraz bliżej.
- No mamy, mamy.... - powiedziałam i dalam mu lekkiego całusa w usta. - To co? idziemy na gofry?
- O niczym nie marzyłem tak dawno jak o gofrach! Mniam! - wybuchneliśmy śmiechem. Wziął mnie za rękę i ruszylismy do drzwi wyjsciowych.
Po srodze rozmawialiśmy co zrobić z Jamesem. Jutro mamy spotkanie. NIe będą to bujki, ani nic takiego. Po prostu w prosty sposób pokażemy, że nie jestem do wzięcia. A swoją drogą gofry były pyszne!

<następnego dnia, spotkanie z Jamesem>
Justin podwiózł mnie do restauracji, w której miałam się spotkać z Jamesem.
- Gotowy? Za 10 minut wchodzisz. Trzymaj się słodki. - powiedziałam i włożyłam moje okulary przeciwsłoneczne. Żwawym krokiem podązyłam do lokalu. Byłam ubrana w zwiewną, letnią sukienkę. Oczywiście buty na koturnie, kapelusz na głowę i torebka.Weszłam do środka. Na początku myślałam, że Jamesa jeszcze nie ma. Ale po chwili odwrócił się do mnie atrakcyjny chłopak. Wcale nie ubrany już w sweterek i w te obciachowe skarpetki. Pomachał mi na powitanie. Taa.. To musiał być on. Podeszłam i usiadłam na przeciwko.
- Cześć Scarlett. - przywitał się.
- Cześć James... Nie poznałam Cię.
- Wiesz, na co dzień nie noszę tych obciachowych ubrań które szykuje mi mama.
- Co? Mama szykuje Ci ubrania? - zaśmiałam się.
- Noo... - on też nie szczędził uśmiechu. Szczerze to on był mega przystojny, jednak dla mnie nie był Justinem. To oczywiste jest.  - Tak więc Scarlett... Nie chcę żebyś sobie pomyślała, że jestem jakiś opętany i chcę, żebyś była moją dziewczyną bo tak nie jest. Mam śliczną dziewczynę, której nic nie brakuje. Kocham ją ponad wszystko i nie chcę tej szansy zmarnować przez moją matkę. Nic do Ciebie nie mam, ale nawet jeśli Ty masz coś do mnie, chciałbym, abysmy zostali przyjaciółmi.
- Czekaj... Czyli to Twoja matka na siłę....?
Skinął tylko głową.
- Moja matka ma to samo. chyba się zmówiły. Ja też mam chłopaka i nie chcę być z kimś innym. Przepraszam Cię, że oceniłam Cię po wyglądzie, ale teraz wydajesz mi się wrażliwy, wierny i opiekuńczy. - spojrzałam na zegarek.-A tak właściwie to poznasz mojego chłopaka za równą minutę.
W tej chwili drzwi do lokalu otworzyły się i wszedł przez nie Justin. Od razu do nas podszedł.
- Cześć mała. - powiedział i mnie pocałował w usta.  Z niechęcia oderwałam się od niego.
- Just, już nie musisz. Wszystko wyjaśnione. Poznajcie się. James- Justin. Justin- James.
- Cześć stary - powiedział Juju. - Ale jak to wyjaśnione?
- To nasze matki uknuły spisek a tak na prawdę to ja mam dziewczynę, a Scarlett ma chłopaka i chyba zostaniemy przyjaciółmi.
Justin popatrzył się na nas zszokowany. Po chwili powiedział.
- Stary! To chodź na oranżadę! Piwa nie proponuję, bo prowadzę!
wszyscy jak na rozkaz wyszlismy z eleganckiej restauracji i poszliśmy do nadzwyczajnej budki. Wypilismy oranżady i zaczęliśmy się sprzymieżać z dotychczasowym wrogiem.

<miesiąc później - rozprawa sądowa>
Obudziłam się wczesnym rankiem. To był ten dzień. Wstałam z łóżka, poszłam się odświeżyć i zjadłam śniadanie. Po śniadaniu ubrałam się w moją ulubioną czarną sukienkę. Założyłam też do tego malinowy żakiet i malinowe buty na obcasie. Zeszłam na dół.
- Dzisiaj rozprawa. - powiedziała mama. - Wiesz, że będzie James?
- I co w związku z tym? Wiesz, że będzie Justin?
W mamie aż się zagotowało. Zaczęła na mnie wrzeszczeć kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam go i przyłożyłam do ucha.
- Scarl, jestem z twoim tatą i Kennym przed Twoim domem. Czekamy. - to Justin. Rozłączyłam się i włożyłam mojego iPhona to torebki.
- Yyy... taa. To ja lece. Do zobaczenia. - Bez zważania na krzyki mamy wyszłam z domu, trzaskając drzwiami i ruszyłam do samochodu. Usiadłam z tyłu koło Justina.
- Cześć wszystkim - powiedziałam  i dałam buziaka Juju.
- Hej Scarl. - odpowiedzieli.
- Scarlett, jak samopoczucie? - spytał tata.
- Jakoś się trzymam. Wierzę, że będzie dobrze, bo mam was.
Cały ten czas siedzielismy w ciszy. Nie wiem czy po prostu mi nie uwierzyli czy inaczej. Kiedy dojechaliśmy do sądu zostało 30 minut do rozpoczęcia rozprawy. Poszliśmy więc pod salę w której miała się toczyć rozprawa. Siedział już tam James. Przywitaliśmy się z nim i w celu złagodnienia napięcia zaczęlismy rozmawiać o byle czym. Pięć minut przed rozprawą pojawiła się mama. Spojrzała tylko na tatę, a tata na nią, lecz żadne z nich nic nie powiedziało.  Nagle wyszła pewna pani na korytarz i wezwała nas na salę. Złapałam Justina mocno za rękę i weszliśmy na salę.
Po dwóch godzinach rozprawa zakończyła się. Wyszłam z sali uśmiechnięta od ucha do ucha! Tak! wygralismy!
- Tato tak się cieszę! - krzyknęłam i rzuciłam się tacie na szyję.
- Ja też się cieszę! Było trudno, ale dzięki Jamesowi wygraliśmy!
W tej chwili z sali wyszedł James.
- James? Skąd ty wiedziałes takie brutalne szczegóły o mojej mamie?
- Scarl, może nie wiedziałas, ale twoja mama często u nas bywała. Wiele razy opowiadała to mojej, ale obie myślały, że ja tego nie słyszę. Dzisiaj się obie przekonały. - odparł.
- Dziękuję ci. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- No dobra a teraz jedziemy wszyscy na lody! - powiedział Justin łapiąc mnie za rękę i w tym samym momencie odciągając od Jamesa. Wszyscy wyszliśmy na świeże powietrze.
- Justin, ty zazdrośniku... - powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Ja?
-No przecież wiem, że zrobiłes to specjalnie.
- No ale co? - na jego twarzy tez pojawił się delikatny uśmiech. W odpowiedzi tylko pocałowałam go mocno w usta, a on od razu odwzajemnił pocałunek.
- Hej wy! Wsiadacie do samochodu, czy mamy jechać na lody bez was?
- No ale to przecież Justim miał kupować, bez niego nie pojedziecie! - odpowiedziałam.
- I właśnie o to chodzi. - powiedział Kenny i wepchnął nas do samochodu. Wszyscy udalismy się do ulubionej kawiarenki mojego taty i tam spędziliśmy cały wieczór.

<tydzień później>
Leżałam sobie na moim łóżku w moim nowym pokoju. Tata kupił dom, niedaleko Justina także byliśmy praktycznie cały czas w kontakcie. Czytałam sobie moją jedną z ulubionych książek. Wtem usłyszałam ciche walenie do szyby. wyszłam szybko na balkon  i spojrzałam w dół. Stał tam Justin z koszykiem piknikowym.
- Witam panno Smith. Przybywam w pokojowych zamiarach. - powiedział.
- Zapraszam pana Biebera do siebie. - odpowiedziałam i odebrałam od niego koszyk, po czym sam szybko wspiął się do mojego pokoju. Przywitał mnie buziakiem, słodkim i soczystym.
- Przyniosłem dla pani ulubione nasze przysmaki. Pizza, pomarańcze, truskawki, soczek brzoskwiniowy, lody waniliowe a na deser dwa bilety do Australii. Jedziemy pozwiedzać kangury.
- Haha Justin ty jak zwykle masz dobry humor!
- Scarlett, ale ja mówię poważnie. Jest już po rozprawie, mieszkamy kolo siebie, połowa trasy koncertowej za mną... czas chyba odpocząć. Za tydzień mamy lot. A bilety są tu. - powiedział i podał mi niebieską kopertę. Otworzyłam i nie mogłam uwierzyć moim oczom.
-Matko Justin! Ty mówiłeś naprawdę!
- Jak najbardziej kochanie. - powiedział i zaczął mnie całować po szyi.
- Justin... Ale tata...
- Nie przejmuj się. nie zauważyłaś, że ostatnio strasznie często widujemy go z moją mamą? Dadzą sobie radę...
- No tak... W sumie fakt. No to za tydzień mamy podróż swojego życia! coś jak podróż poslubna - powiedziałam i zaśmiałam się.
- Poślubna może nie, ale po narzeczeńska czemu nie.
- Justin, co masz na myśli?
- To. - powiedział uklęknął przede mną i wyjął granatowe pudełeczko. - Scarlett... wyjdziesz za mnie?
Byłam w szoku. Zaczęłam płakać.
- Tak Justin! Tak! - powiedziałam i padliśmy sobie w ramiona.

_____________________
THE END!
Przepraszam, że aż tak długo nie pisałam, ale szczerze mówiąc mam strasznie dużo nauki. Po za tym, ten rozdział jest ostatni, więc straaaasznie trudny! No i już myślę nad nowym opowiadaniem także tego ;p
Przepraszam jeszcze raz i mam nadzieję, że będziecie chcieli czytać kolejne :)
Do zobaczenia!
@izka__

niedziela, 30 grudnia 2012

Liebster Award

Właśnie zostałam nominowana do Liebster Award! Wooo ho! :) Bardzo, ale to bardzo się cieszę i z całego serducha dziękuję Wiktorii,  z tego bloga ! ♥
A oto pytania na które muszę odpowiedzieć :

1.Jak masz na imię?
Mam na imię Wiktoria.
2.Ile masz lat?
Mam 14 lat.
3.Ulubiony kolor?
Obecnie mam dużo ulubionych kolorów, jednak myślę, że z pośród nich najbardziej wielbię niebieski, zielony i fioletowy!
4. Należysz do jakiegoś fandomu?
Należę do Beliebers, Directioners, Swifties oraz jestem Potterhead.
5.Co dostałaś pod choinkę?
Uhuhu :) Dostałam tradycyjnie czekoladowego Mikołaja ;) A oprócz tego zegarek ścienny, zapachowe mydełko, zegarek na rękę, 2 książki, perfumy, ręcznie robionego aniołka i 'Igrzyska Śmierci' na DVD ;)
6.Do której klasy chodzisz?
Chodzę do 2 gimnazjum.
7.Ile masz wzrostu?
Około 168.
8.Masz rodzeństwo?
Niestety nie :(
9.Ulubiona piosenka?
Hmm.. Z tym będzie problem, ponieważ mam dużo ulubionych piosenek. Myślę, że do tych co mi sprawiają radość należą na pewno:
- Little Mix: 'DNA' ; 'Wings'
- Justin Bieber: 'As long as you love me'
- Taylor Swift: 'I knew you were trouble'
- One Direction: 'Kiss you'
- The Veronicas: 'Untouched'
- David Guetta i Usher: 'Witout you'
- Nicki Minaj: 'Starships'
- Miranda Cosgrove: 'About you now'
- McFly: 'Love is easy'
- Mrozu: '1000 metrów nad ziemia'
- The Wanted: 'I found you'
- J. Lo 'Dance again'
- Flo Rida 'Whistle'
- Natasha Bedingfield 'Pocketful of sunshine'
- Britney Spears: 'I wanna go'
- Kesha: 'Blow' i 'Die young'
- Jay-Z i Alicia Keys "New York' (tak, wiem to nie jest oryginalny tytuł)
Tak więc dużo tego i jest ich o wiele wiele więcej ;)
10.Jaki masz kolor włosów ?
Myślę, że jest to brązowy ;)
11.Ulubiony zespół?
One Direction, Little Mix, The Veronicas.. 

Teraz blogi, które ja nominuję do tego wyróżnienia:
1.  http://back-into-my-arms.blogspot.com/
2.  http://born-to-be-some-body.blog.onet.pl/
3. http://thinkin-about-you-justin.blog.onet.pl/
4. http://jestemalice.blogspot.com/
5. http://never-let-you-goo1.blogspot.com/
6. http://polishselenators.blogspot.com/
7. http://spixworth.blogspot.com/
8. http://bucherwelt.blogspot.com/
9. http://mary-katefashion.blogspot.com/
10. http://maryannfashionn.blogspot.com/
11. http://lonelyladyrauhl2.blogspot.com/

Posiadacze tych blogów wymienionych wyżej mają odpowiedzieć na pytania:
1. Jak masz na imię? 
2. Ile masz lat?
3. Jaki jest Twój ulubiony film?
4. Od jak dawna blogujesz?
5. Jaki masz model telefonu?
6. Kto jest twoim idolem/idolką?
7. Należysz do jakiegoś fandomu?
8. Co według Ciebie jest najważniejszą rzeczą potrzebną do spełnienia siebie jako dobrego człowieka?
9. Masz ulubioną książkę?
10. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
11. Czym się kierujesz w życiu?

To chyba na tyle :) Kolejny rozdział pojawi się wkrótce!
xoxo ♥

sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 15

Wstałam wyspana i wypoczęta. Spojrzałam na zegarek. 7.30. wstałam wykonałam poranną toaletę, ubrałam się i zeszłam na dół. Nikogo nie było w domu. Dobrze się składa nie zamierzałam z nikim gadać. Ani z mamą, ani z Lucasem. Zjadłam śniadanie i miałam iść na górę jak zadzwonił mi telefon.
- Halo?
- Cześć Scarlett
- Tata!
- No część... Jak tam kochanie? Jak się trzymasz z mamą?
- Jakoś... Dzisiaj idę na cały dzień do parku.. Nie zamierzam siedzieć w domu.
- Scarl, dobrze, że się nie załamałaś. Idź, rozerwiesz się.
- Tato?
- Tak słońce?
- A może przyszedłbyś do mnie? Dzisiaj koło 9? Zjemy razem śniadanie...
- Dobry pomysł. Zresztą i tak nie mam nic do roboty.
- Ale w sensie...?
- Powiem ci na miejscu. Do zobaczenia za godzinę!
I się rozłączył. Nie rozumiałam tego zdania... Może dlatego, że nie spałam za dobrze, a może dlatego, że większości nie kumam, ale wydaje mi się, że to coś niedobrego... Poszłam na górę wzięłam torebkę i zapakowałam w nia najważniejsze rzeczy. Telefon, klucze, portfel, koc, książkę, słuchawki, gazetę i okulary przeciwsłoneczne. No i oczywiście sweterek, w razie czego, chociaż  zapowiadała się ładna pogoda. Wyszłam z domu i powlekłam się chodnikiem do parku. Pod moim ulubionym drzewkiem rozłożyłam koc, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać.
*Oczami Justina*
Punktualnie o 8.00 byłem w parku. Usiadłem na jednej z ławek i założyłem okulary przeciwsłoneczne, aby mnie nikt nie rozpoznał. Wiedziałem, że Scarlett lubi tu przychodzić i wiedziałem, że ma ulubione drzewko, ale nie wiedziałem które. Czekałem. Obserwowałem każdego, kto przechadzał się w parku. Nagle ujrzałem ją. moje serce zaczęło bić 1000  razy szybciej. Ale czy to na pewno ona? Nie byłem pewny. Zacząłem obserwować tą dziewczynę. Wyjęła koc, usiadła... Wyjęła książkę... 'Zabić drozda'. Chwila... To ona! ciągle mi mówiła, że kocha tą książkę. Wstałem z ławki i wolnym krokiem ruszyłem w jej stronę. Stanąłem przy kocu. Nie poruszyła się. Chrząknąłem.
- Przepraszam, nie wie Pani gdzie jest najbliższa lodziarnia? Chciałem kupić mojej dziewczynie ulubione waniliowe lody...
*Oczami Scarlett*
Matko jedyna... Co mnie obchodzi, że jakiś tam chłopak chce kupić lody swojej dziewczynie... Waniliowe do tego. Stanęły mi łzy w oczach. Przypomniał mi się Justin. I nagle jakbym usłyszała jego głos, taki oryginalny... Otrząsnęłam się i odwróciłam głowę. W tym czasie tajemniczy chłopak zdjął swoje okulary.
- Juuuuuuuuuuuuuustiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiin!!!!!!!!!!!!
Nie wierzyłam własnym oczom! Mój Justin! Rzuciłam mu się na szyję. Z wrażenia zapomniałam, że nie jestem tu sama, ale nie przejmowałam się tym. Tuliłam go do siebie jak długo się dało a on odwzajemniał moje uczucie.
- Mała jak ja cię dawno nie widziałem!
- Justin ale co ty tutaj robisz?
- Mówiłem ci, że Paryż to już zakończony rozdział. Wróciłem do USA i chciałem się z tobą spotkać.
 Mam dla ciebie prezent. - wyjął z kieszeni pudełeczko, bardzo ładnie zapakowane. Otworzyłam i zaparło mi  dech w piersiach. Była tam piękna srebrna bransoletka. Wziął ją i od razu zapiął mi ją na dłoni. 
- Just jest piękna, ale ja dla ciebie nie mam żadnego prezentu.
- Wiem, że nie masz. Nie chcę. Zresztą nie miałaś pojęcia, że przyjadę. - przestał mówić i mocno mnie pocałował. Nie mogłam się mu oprzeć. Jego ciepłe, malinowe usta... Wreszcie sobie coś uświadomiłam. Oderwałam się od Justina i spojrzałam na zegarek. 8.50. Spojrzał się na mnie pytająco. 
-Justin chciałbyś poznać mojego tatę? - powiedziałam i wyrwałam się z jego objęć aby popatrzeć się na jego zaskoczony wyraz twarzy. 
- Scarlett! - usłyszałam zza pleców.
- Już nie masz wyjścia - powiedziałam cicho i pięknie się uśmiechnęłam do Justina. Ten tylko odwzajemnił mój uśmiech.
-Tata!
-Dzień dobry panu.
-Ym.. tato to jest mój bliski kolega...
-Czyli chłopak? - Przerwał mi w pół zdania.
-Tak. Tak tato, to jest mój chłopak.
-Witaj chłopcze. Rayan Smith. A ty to pewnie Justin. Justin Bieber o ile się nie mylę. Moja córka ciebie wychwala chłopcze..
-Tato.... - powiedziałam z zaciśniętymi zębami i dałam tacie sójkę w bok.
-Tak to ja... Ale, że Scarlett mnie tak wychwala to nie wiedziałem - uśmiechnął się spoglądając na mnie i objął mnie ramieniem.
-Dzieciaki jesteście głodni? Niedaleko znam dobrą knajpkę, w której serwują pyszne śniadania. Na mój koszt.
- No dobrze. - powiedziałam. Szybko spakowaliśmy to co wzięłam i ruszyliśmy w drogę. Uwielbiałam takie spacery, na których można było wypocząć i zrelaksować się przy akompaniamencie ptaków i szumu wiatru. Wreszcie doszliśmy do knajpy. Nazywała się 'Everyday good food'. Dobry tytuł. Zajęliśmy stolik na dworze.   Przyszedł kelner, zamówiliśmy to co mieliśmy zamówić i zaczęliśmy rozmawiać.
-Tato opowiadaj co u ciebie.
-U mnie dobrze. Ale widzę, że u was bardzo dobrze - powiedział i posłał nam szeroki uśmiech.
*Oczami taty Scarlett*
-Jasne, że dobrze. Justin koncertuje i właśnie wrócił z Paryża. Kupił mi przepiękny prezent... - mój tok myślenia urwał się w połowie wypowiedzi córki. Cieszyłem się z jej szczęścia. Ale za
razem byłem smutny, że to szczęście ma tak krótko trwać. Nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Wiem, że prawda i tak wyjdzie nie długo na jaw, chociaż to jeszcze nie jest przesądzone. Nie chcę jej psuć tego szczęścia, które przeżywa z tym chłopakiem. To dobry dzieciak idealny dla mojej córki. Jeśli go kocha ja nie widzę w tym związku przeciwności. Wiem jednak że mojej żonie się to nie spodoba.
-Panie Smith?
-Yyyy... Tak Justin? Przepraszam was...
-Tato źle się czujesz?
- Nie, nie ja tylko... Mam wam coś do powiedzenia... Chodzi o to, że...
-O właśnie przyszły moje naleśniki! - powiedziała Scarlett. Odebraliśmy swój posiłek i wróciliśmy do rozmowy.
- No więc chodzi o to, że straciłem pracę. Obawiam się, że przy rozprawie będzie to na korzyść matki. Wiem, że ty Scarl nie chcesz z nią zostać, a Justin by się jej nie spodobał, nie ze względu na to kim jest ale ze względu na wygląd. Jak patrzę na was, nie wyobrażam sobie, gdy nie jesteście razem.
*Oczami Scarlett*
Byłam w szoku.
- ... nie jesteście razem.
- Ja też mam wam coś do powiedzenia. - powiedziałam te słowa z ogromną gulą w gardle. - mamie Just na pewno by się nie spodobał... - opowiedziałam im całą historię z James'em.
- Kochanie dlaczego mi nie powiedziałaś o tym wcześniej? - odezwał się Justin.
- Przepraszam, to zdarzyło się dopiero wczoraj ja o tym zapomniałam...
-Dobra. Nie ważne. Trzeba coś z tym zrobić- powiedział. - Panie Smith niech się pan nie martwi. Porozmawiam z moim menagerem. Myślę, że znalazłaby się dla pana praca. Mam też dobrego adwokata po całej sprawie kiedy chcieli mnie wrobić w dziecko. Na mój koszt.
- Ale Justin tak nie można... - odezwał się Rayan.
- Proszę pana, Scarlett jest dla mnie również ważna jak dla pana. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Niech pan mi pozwoli coś dla niej zrobić.
-Dziękuję Justin. Kiedy już zarobię oddam ci wszystko.
- Niech będzie, że odda mi pan połowę tej sumy. Tak więc dzisiaj zadzwonię do nich, a potem wszystko panu przekażę. Chwileczkę... - powiedział i spojrzał na zegarek, a potem wyjął swój telefon. - Jest już po 9 Scooter już zaczął pracę zadzwonię do niego teraz. - wykręcił numer i przyłożył telefon do ucha.
-Scooter?
- Cześć Justin.
- Mam pewną propozycję. Szukałeś niedawno asystenta czyż nie?
- Tak... Masz coś na myśli?
-Chyba znalazłem kogoś odpowiedniego - powiedział Justin i posłał nam szczery uśmiech.
_______________________________________________________
Witam kochani po długiej przerwie!
Od razu należą się Wam przeprosiny! PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM. Wiem, że nie byłam tu aż od sierpnia, ale jak przyjechałam z Poznania to miałam na głowie tylko szkołę. Dużo osób do mnie pisało z pytaniem czy skończyłam pisać, czy wrócę... Było to miłe i za to Wam dziękuję :) Dziękuję tez za te 25 (!) komentarzy :)
Na powitanie krótki, ale chyba tematyczny rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i że będziecie tu nadal wpadać :)
Miłego czytania, Scarlett :D

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział 14

Chciałabym, abyście po przeczytaniu rozdziału przeczytali moją opinię pod kreską :) Miłego czytania! :D
____________________________________________________________
Nienawidziłam go za to. Za to co zrobił. Egoista! Nigdy nie pomyślałabym, że mi to zrobi. A jednak. Sąd dokładnego wyroku jeszcze nie wydał. Za miesiąc kolejna rozprawa. Przez ten miesiąc mieszkam u matki. Cholerny Lucas! Nie sądziłam, że nie znam swojego brata. On za 3 tygodnie ma osiemnastkę i będzie sobie mieszkał gdzie chce, a ja? No tak, po co mam mieszkać z ojcem. Nie będę się odzywać do mojego 'brata'. Od razu po rozprawie wbiegłam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Napisałam sms do Justina : 'Super, jestem miesiąc uziemiona u matki. W sierpniu będzie kolejna rozprawa. Życz mi powodzenia. Kocham Cię. ♥'. Po chwili dostałam odpowiedź. "Kochanie, nie martw się już niedługo. Zobaczysz! Też Cię kocham :**". Nie zrozumiałam tego co napisał. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać książkę.

Tydzień później
Nadal nie odzywam się do Lucasa. Tkwię w tym cholernym pokoju. Cały czas gadam z Justinem i z Alyssą. Al dzisiaj wraca. Przynajmniej tyle. Już się nie mogę doczekać! Ale po tym co zrobiłam, wątpię żeby mama wpuściła ją do domu. W sumie, mama wymyśliła jakieś spotkanie u jej przyjaciółki. Musze na to iśc. Jakbym w domu nie mogła zostać. No tak.... Zostanę w domu to ucieknę. Jestem tutaj więziona, a do rozprawy nic nie mogę zrobić. Ma syna w moim wieku. Ble, ble, ble. Nie chcę tam iść. Ale nie mam wyboru. Mieliśmy być u niech na 19. Tak jak przewidywałam, byłyśmy tam wcześniej. Mama zadzwoniła do drzwi. Otworzył nam jakiś starszy mężczyzna.
- Ooo! To pewnie pani Smith! Zapraszam do salonu! Córka już tam czeka.  - weszliśmy do salonu w którym czekała jakaś facetka i chłopak. Przystojny był. Miał w sobie to coś. Ale z Justinem się nie równał. Po za tym był w swetrze w serek, na którym miał motylki. Zamurowało mnie całkowicie.
- Scarlett?  - czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Tak?
- Odpowiedz na pytanie.
- Yyy... Tak dziękuję.  - odpowiedziałam z nadzieją. może to była prawidłowa odpowiedź na pytanie. Jestem nienormalna.
- Słucham? Scarlett dobrze się czujesz?
- Nie za bardzo... Ja... Ja wyjdę na zewnątrz. Przepraszam.
- Ja z nią wyjdę. - powiedział ten chłopak i wyszedł za mną. Gdy byliśmy na dworze zapytał - To była ściema nie?
- Błyskotliwy jesteś.
- Hahah, dzięki.
- Wybacz to nie był komplement - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Po chwili odwróciłam głowę i wróciłam do podstawowej miny.
- Jestem James.
- Scarlett.
- Miło mi cię poznać.
- Taak mi ciebie też. - spojrzałam się na niego. - Ładny sweterek.
- Przestań. Moja matka kazała mi go założyć. Nienawidzę go. Twoja mama też jest taka... hmm... upierdliwa?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Słyszałem co się stało... O tej całej sprawie.
- Nie chcę o tym gadać. - powiedziałam wkurzona. Wstałam i weszłam do domu. Dziwnie się czułam w jeansach i koszuli w tak... bogatym domu. Nie dało się tego opisać. Przez cały ten pobyt siedziałam tam jak na szpilkach. Zadawano mi mnóstwo pytań, na które odpowiadała mama zanim zdążyłam coś powiedzieć. Super, teraz uznają mnie za niemowę albo jakąś głupią. Siedziałam na kanapie, zajmując się sobą. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać z Alyssą. Oczywiście dyskretnie. Poczułam czyjś wzrok na sobie. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak James się na mnie patrzy. Uniosłam brew, jakbym chciała się go zapytać 'Jakiś problem?" On tylko się do mnie uśmiechnął. Nie odwzajemniłam tego. Wróciłam do swoich spraw, jednak czułam że co chwilę na mnie zerka. Wytrzymałam te katusze. Nareszcie miałyśmy się zbierać. Pożegnałam się z panią Lloyd. Do Jamesa nie zamierzałam podchodzić.
- Scarlett? - zaczął.
- Co?
- Mówi się słucham! - poprawiła mnie mama.
- Do zobaczenia - wyszczerzył się w uśmiechu. Ja mu posłałam sztuczny uśmiech.
- O niczym tak nie marzę jak spotkać się z gościem w sweterku w motylki. - mruknęłam pod nosem i wyszłam. Gdy byłyśmy w samochodzie mama zaczęła swoje filozofie.
- Nie podobało mi się to jak się tam zachowywałaś.
- Mhmm... - mruknęłam od niechcenia.
- Spotkasz się jeszcze raz z Jamesem i naprawisz wasze stosunki.
- Cooo? Ja nie będę z nim nic naprawiać! I nie mam zamiaru się z nim spotkać!
- Nie krzycz na mnie - powiedziała spokojnie. - Jak wyszliście umówiliśmy was już.
- Jak mogłaś mi coś takiego zrobić?!
- Powiedziałam nie podnoś na mnie głosu! To dla twojego dobra!
- Ty masz gdzieś moje dobro! Nic o mnie nie wiesz. Nie wiesz, że ja go nie lubię. Nie wiesz nic o moich przyjaciołach. Sama sobie pójdziesz na to spotkanie!
- Zamknij się!
- Słucham? - całkowicie mnie zamurowało. - Nie odzywaj się do mnie! Zobaczysz będę mieszkała z ojcem!
- O nie moja damo! Nie będziesz... - nie słuchałam jej dalej. Włożyłam słuchawki w uszy i utonęłam w muzyce. Przez całą drogę się nie odzywałam. Gdy dojechaliśmy do domu swoim zwyczajem pobiegłam szybko do swojego pokoju. Usiadłam na moim ulubionym, obracanym krześle. Nie było to krzesło takie do biurka ale bardziej do wypoczynku. Ale to nie ważne. Spoglądałam się na nasze zdjęcie. Chciałabym być z nim. Teraz. Chciałabym, żeby on mnie przytulił. Nagle zadzwonił do mnie telefon.
- Hej mała. Wiesz co, siedzę i patrzę na nasze zdjęcie i sobie uświadomiłem, że bardzo za tobą tęsknię.
- Justin nie wiem jak się to nazywa, ale zanim zadzwoniłeś też o tobie myślałam. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Telepatia kochanie, telepatia - zaśmiał się. - Jak ci minął dzień?
- Masakrycznie. Jakieś spotkanie z kimś tam... Ale jutro odreaguję. Idę na cały dzień do parku. Nie będę siedzieć bezczynnie w domu.Wezmę sobie książkę, MP4 i cały dzień sppędzę na trawce, na kocyku w parku.
- W twoim ulubionym parku?
- No a w jakim ciołku? - zaśmiałam się - wiesz że nigdzie indziej nie chodzę.
- A no wiem, wiem.
- Justin, idę spać. Zmęczona jestem. Przepraszam, ale...
- Idź kochanie, rozumiem Cię. Ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Dobranoc. Kocham cię.
- Ja ciebie też Justin. Paa.
Odłożyłam telefon i poszłam wziąć prysznic. Gdy wróciłam do pokoju zastałam w nim Alyssę.
- Al?! - prawie krzyknęłam. Przytuliłam ją jak najmocniej mogłam. - Wróciłaś!
- No - powiedziała wyszczerzając zęby.
- Ale jak tu weszłaś? Wiesz przecież co się dzieje u mnie w domu.
- Wiesz jaka ja jestem - uśmiechnęła się chytrze - Nie ważne. Cieszę się, że już jestem w domu.
- Ja też się ogromnie cieszę, że wróciłaś. Ale powiedz... Jak to było z Mattem?
- W sumie to... To jak wy pojechaliście ja wyszłam na zakupy. Zostawiłam go w domu samego. Myślałam, że mnie kochał... Tak naprawdę we Francji był już dzień po tym jak my przyjechaliśmy. Znalazł sobie inną. Jak wróciłam obściskiwali się na kanapie w salonie bo jak to powiedzieli to "nie mogli bez siebie wytrzymać". Taka cała historia...
- Al.... - powiedziałam i przytuliłam mocno dziewczynę. - A jak Mike?
- Bardzo przeżył rozstanie z Lisą. Powiedzmy, że ona chciała  na początku się tylko zabawić, zapomnieć o byłym. Z czasem się w nim bujnęła, ale wiedziała, że nigdy nie będą mogli być razem ze względu na kilometry, dlatego powiedziała mu to stanowczo. Znowu się załamał...
- Scarlett! Dlaczego ty jeszcze nie śpisz? I z kim ty tam gadasz?!
- Al idź! Szybko! Idzie tu! - wyskoczyła szybko przez okno a ja zgasiłam światło i weszłam do łóżka. Zamknęłam oczy i udawałam, że śpię. Nie wiem kiedy usnęłam. Mama chyba była jeszcze w pokoju.
(oczami Justina)
 - Justin, idę spać. Zmęczona jestem. Przepraszam, ale...
- Idź kochanie, rozumiem Cię. Ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Dobranoc. Kocham cię.
- Ja ciebie też Justin. Paa.
Dla mnie ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Ostatni wywiad w paryskim radiu, podróż z Francji do USA, zmiana czasu, przywitanie się z dalszą rodziną, przyjaciółmi i jeszcze przez cały dzień niańczenie Jazzy i Jaxo. Nie żebym miał coś przeciwko, ale czasami te dzieciaki doprowadzają mnie do szału. Wiem, że Scarl nic nie wie o moim powrocie. Mama chciała napisać, ale uprzedziłem wszystkich, żeby tego nie robili. Ze względu na sytuację rodzinną Scarlett, to bardzo dobrze się składa, że jutro idzie do tego parku. Już nie mogę doczekać się jej miny. Codziennie słucham naszej piosenki i patrzę na to zdjęcie. Chciałbym już ją mieć tutaj, przy sobie, ale musi to zaczekać do jutra.
___________________________________________________________
Dobra. Wiem, że krótki. Wiem, że za mało opisane, ale nie umiem jakoś tego pogodzić. Lubię jak wszystko dzieje się po kolei i jest ułożone xd Wiem, że to głupie ale taki mam charakter xD Przepraszam z góry za błędy i ogólnie za rozdział. Chciałabym, żebyście pisali w komentarzach naprawdę co myślicie o rozdziałach :)) Pod rozdziałem 13 był komentarz o tym, że za bardzo słodzę. Zgadzam się. Ale robię teraz wszystko co w mojej mocy, bym nie przesadzała. Dlatego też myślę już nad nowym opowiadaniem i chciałabym, abyście zagłosowali w ankiecie, czy chcecie opowiadanie, czy nie. I czy wgl mi się opłaca pisać xD I napiszcie przy okazji w komentarzu czy nadal chcecie z Justinem, czy z kimś innym albo coś :)
Następny rozdział będzie za 18 komentarzy :D Dacie radę! :D
Dziękuję za komentarze w poprzedniej notce, za wszystkie opinię na temat bloga i za wszystkie wejścia. Dziękuję i obiecuję że się poprawię :D
Całusy! :*
@viktoriaa_m

sobota, 4 sierpnia 2012

Rozdział 13

Lot był wyczerpujący. Kiedy stanęłam na lądzie czułam się dobrze, lecz nie na tyle, by wracać autobusem. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała niemal natychmiast. Całą drogę milczałam, mimo, że kierowca próbował mnie zagadywać.
- Coś marnie panienka wygląda. - stwierdził.
- Niestety.
- Jak ma panienka na imię?
- Scarlett.
- Miło mi panienkę poznać. Jestem Kyle.
- Mi pana też.
- Daj spokój Scarlett, mówmy sobie po imieniu! Co cię gryzie tam od środka?  - wiem, co myślicie. Pedofil, zboczeniec albo coś w tym stylu. muszę was zdziwić. Kyle, to porządny facet w podeszłym wieku, który dorabia sobie na taksówce. Znałam go z opowieści innych, lecz nie miałam przyjemności go poznać, aż do dzisiaj.
- Od czego tu by zacząć... Okłamałam własną matkę, wyjechałam do Paryża za zgodą taty, poznałam miłość własnego życia. Ojciec postawił się po latach matce, ściągnęli mnie z wakacji, toczy się sprawa rozwodowa. Nie wiem u kogo zamieszkam z moim bratem. Jeśli u matki nigdy nie spotkam mojego chłopaka, a jeśli u ojca to będzie okey. Tyle że matka ma większe szanse na wygranie procesu. to tak w skrócie.
- Nie za ciekawie Scarlett. Widzę, że jesteś rozbita, ale nie przejmuj się. Wszystko się ułoży. - poszperał w kieszeni i wyjął wizytówkę. - Masz. Gdybyś potrzebowała dobrej rady, albo chociaż taxi to dzwoń. Do usług. - powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech i podziękowałam. Gdy dojechaliśmy na miejsce wysiadłam z samochodu i dałam przez szybę pieniądze Kaylowi.
- O nie panienko. Nie przyjmę tych pieniędzy.
- Proszę pana...
- Kyle jestem. Nie i koniec.
- To może złotówkę na szczęście. -  nie czekając na odpowiedź podałam mu pieniążka. Podziękowałam i pożegnałam się z kierowcą.
Stałam przed swoim domem, kiedy przyszedł mi sms. "Dojechałaś już do domu? Strasznie za tobą tęsknię. Justin". Odpisałam szybko na sms'a i wolno poszłam w stronę domu. Zanim zdążyłam otworzyć drzwi, zrobiła za mnie moja mama.
- No tak. Wraca córka marnotrawna. Do domu w  tej chwili! I nie słyszę żadnych tłumaczeń! Szlaban!
- Już nie długo.
- Co takiego?
- Chcę zamieszkać z tatą.
- Nie. Nie pozwolę na to. Ty i Lucas zostajecie u mnie. Koniec kropka!
- Nie zabronisz nam...
- Owszem zabronię! Nie będziesz mi tu rządziła! - zaczęła dalej nawijać, lecz ja już jej nie słuchałam. Rzuciłam bagaż do mojego pokoju i pobiegłam do Lucasa.
-Lucas! - rzuciłam się mu na szyję.
- Cześć Scarlett. Zobaczysz wydostaniemy się stąd. Nie ma innej możliwości. - powiedział i uściskał mnie mocno.
- Ale jeśli nie?
- Ja mam osiemnastkę za 3 tygodnie więc ze mną nie problem, ale ty masz za rok więc, więc będzie trudno. No ale opowiadaj jak było w Paryżu.
- Myślę, że doskonale wiesz jak było. - spojrzałam na gazetę leżącą obok. Na okładce byłam ja i Justin.
- Tak wiem... Tak tylko chciałem się spytać.
- No a jak było tutaj? Co robiłeś?
- No więc jak jeszcze mama tak bardzo nie zwariowała, prawie cały czas siedziałem u taty. Myśleliśmy cały czas nad tym co zrobić by z nim zamieszkać. Nasze szanse są równie duże co i mamy. Tyle że matka się dowiedziała i było jedno wielkie zamieszanie. Młoda?
- No?
- Weź się połóż co? Nie za fajnie wyglądasz.
- Dobra idę. I dzięki za komplement. - spojrzałam się na niego i powlekłam się do drzwi.
- Będzie dobrze.
- A kiedy właściwie jest ta sprawa? - spytałam.
- Jutro...  - powiedział niepewnie. wyszłam za drzwi i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam rozpakowywać torby. Pierwsze co wyjęłam to było zdjęcie... Rozejrzałam się po pokoju. Na przeciwko łóżka, na ścianie był wielki napis 'Believe in your dreams'. Zeszłam szybko po schodach, do komórki pod schodami. wyjęłam gwoździk i wzięłam młotek. Pobiegłam szybko na górę i zajęłam się przywieszaniem obrazu. Po skończeniu 'pracy' oceniłam efekt. Ozdobiłam ścianę również innymi napisami i poprzyklejałam zdjęcia z Paryża. Uśmiechnęłam się na ten widok. Wróciłam do rozpakowywania torby. Pomyślałam, że to co się stało w Paryżu było najwspanialsze co mi się przytrafiło i nigdy nie będę tego żałować. Dlatego jeśli ktoś o tym wspomnie nie będę płakać. Wiem, że Justin by nie chciał. Rozpakowałam się i rzuciłam się na moje wielkie łóżko. Nie wiem kiedy zasnęłam, ale śniło mi się coś miłego.
***
Obudził mnie jak zawsze mój budzik. Wyłączyłam go i zamierzałam dalej iść spać, lecz zadzwonił mój telefon. Zaspana spojrzałam na wyświetlacz. Justin.
- Haloo?
- Oj mała obudziłem cię?
- Tak ale uwielbiam słuchać twojego głosu o poranku. - powiedziałam uśmiechając się.
- Hahaha, ja twojego też. Jak tam mała?
- A jak ma być? Dzisiaj jest sprawa...
- Tęsknię za tobą wiesz?
- Ja za tobą też, to oczywiste! Jak ci idą koncerty? - spytałam.
- W przyszłym tygodniu wracam do USA.
- Już? Super! Tak się cieszę, że ci dobrze idzie! - niemal wykrzyknęłam.
- A ja mam nadzieję, że ci dobrze pójdzie na sprawie.
- Wiesz, że na pewno! Kocham Cię Justin.
- Ja Ciebie też mała.
- Justin...?
- Noo?
- Muszę iść... Lucas zrobił naleśniki...
- Kim kochanie jest Lucas?
- Hahahaha, Justin! Lucas to mój brat! Mówiłam ci!
- A tak tak... No to leć mała! Smacznego. Kocham Cię!
- Ja ciebie też Just! Paaa.
Skończyłam rozmawiać i zeszłam do kuchni.
- Gdzie mama?
- Wyszła. Jogging - powiedział i przewrócił oczami.
- To dobrze... - wzięłam naleśnika i usiadłam przy stole. Gdy zjadłam poszłam się ubrać i wziąć prysznic. Następnie rozkoszowałam się chwilami spokoju gdy z salonu doszedł krzyk.
- Scarlett, Lucas do mnie natychmiast! - powlokłam się na dół, po czym usiadłam na kanapie. 2 minuty potem przyszedł mój brat.
- Co jest? - spytał. Matka zaczęła o dziwo spokojnie.
- Dzisiaj jest rozprawa. Wiecie, że będziecie wzywani na salę, dlatego chcę was uświadomić co macie mówić. Macie powiedzieć, że ze mną jest wam najlepiej jak z nikim innym...
- Chyba my wiemy co mamy mówić, a na pewno nie to.
- Słucham? - spytała się z niedowierzeniem.
- Mamo, ja... Ja może bym i tak powiedziała, gdyby było tak jak dawniej. Gdybyś tak dużo nie pracowała, zajęła się nami. Gdybyś wiedziała choć troszkę o nas, ale praca całkiem zajęła ci głowę. Przez nią rozwiodłaś się z tatą i przez nią teraz o nas walczyć... Jaa... ja chyba będę za tym byśmy mieszkali u taty...
- Ja też. Scarlett ma rację.
- Praca mi nic nie zrobiła! Jestem taka jak zawsze, a wy macie powiedzieć to co wam karzę!
- Tak? To ciekawe dlaczego babcia z dziadkiem się do ciebie nie odzywa..- powiedziałam i wstałam z kanapy. Założyłam jeansową kurtkę i trampki. Byłam już przy wyjściu gdy usłyszałam głos mamy.
- Scarlett! Wracaj tu! - nie posłuchałam. Wyszłam. Wyszłam na spacer i siedziałam w parku do tej pory dopóki nie zbliżała się godzina rozprawy. Nie wiem co Lucas zrobi, ale ja wiem jedno. Ja chcę mieszkać z tatą.
***
Rozprawa ciągnęła się niemiłosiernie. Czekaliśmy z Lucasem przed salą sądową. Wreszcie wywołali brata. Poszedł bez słowa, lecz wiem, że był zdenerwowany. Myślałam że to będzie trwać wieki. Wreszcie mnie wywołali. Wzięłam głęboki oddech i weszłam chwiejnym krokiem na salę. Podeszłam we wskazane miejsce.
- Proszę podejść do barierki i proszę się przedstawić. - powiedziała sędzia.
- Nazywam się Scarlett Smith, mieszkam w Bakersfield i tam chodzę do liceum. Mam 17 lat.
- Jak mam rozumieć jesteś spokrewniona z oboma stronami postępowania?
- Tak.
- Pouczam cię, aby twoje zeznania były zgodne z prawdą, inaczej grozi ci odpowiedzialność karna rozumiesz?
- Tak wysoki sądzie.
- A więc co wiesz o rozwodzie twoich rodziców?
- Wysoki sądzie wiem tyle, że rozwiedli się podczas mojego pobytu w Paryżu. Byłam tam na wakacjach, kiedy to się stało, jednak myślę, że tata planował to od dawna. Mama często chodziła zapracowana. Kiedyś była inna. Interesowała się mną i bratem, chodziła z nami na zakupy a jak byliśmy mali to się z nami bawiła. Odkąd mama dostała drugi etat tata zaczął nas wychowywać. Dla mamy liczyła się tylko nauka i nic więcej. Często mieliśmy zakazy, nie mogliśmy wychodzić do przyjaciół. Powodem było to, że nie siedzieliśmy przy książkach 24 godziny na dobę. Mama chciała żebyśmy oboje poszli na studia prawnicze, chociaż my mamy inne pasje. Tata długo tego nie wytrzymał i złożył pozew.
- Dobrze. Tyle wystarczy w tej sprawie. Jeszcze mam do ciebie jedno pytanie. A właściwie dwa. Skoro mówisz tak o swojej mamie kto cię puścił na wakacje do Europy?
- Tata. Mama od tego czasu się w ogóle ze mną nie kontaktowała.
- I jeszcze jedno. Z kim chciałabyś zamieszkać? - myślałam długo. Zawahałam się przez chwilę po czym odzyskałam głos.
- Najbardziej... Najbardziej bym chciała zamieszkać z obojgiem rodziców. Żeby było tak jak dawniej. Ale jeśli mama nie chce się zmienić to jasne że z tatą. Z tatą jest inaczej. - zerknęłam na tatę a on posłał mi uśmiech w stylu 'było dobrze'.
- Możesz usiąść - usiadłam na miejsce -Wysoki sąd zamyka rozprawę. Wynik zostanie ogłoszony po naradzie.
Czekaliśmy na sali na sąd. Wszyscy. Matka posyłała mi wściekłe spojrzenia. Lucas miał grobową minę. Nie wiem co mówił, ale się dowiem. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie.
- Proszę wstać sąd idzie. -  'Nareszcie' pomyślałam. Lecz jeszcze bardziej zaczęłam się denerwować. Nie wiedziałam co będzie dalej.

_____________________
Trzynastka za nami! Moim zdaniem najgorszy rozdział ale dobra xD To tyle co do rozdziału. Wszystkim ogólnie bardzo dziękuję za aż 19 (!) komentarzy pod dwunastym : ) Wiem, że niektórzy tego rozdziału nie mogli się doczekać a więc przepraszam że tak długo to trwało xD
Następny rozdział będzie jak będzie tutaj... 17 komentarzy :D Daliście radę wcześniej to i teraz dacie! ♥ Wierzę w Was :D
Dzięki za wejścia i za komentarze :D Trzymajcie się!
@viktoriaa_m