Cześć! Dziękuję za wszystkie komentarze i pozytywne słowa!
Zapraszam do komentowania. Następny rozdział, gdy pod postem będzie 12 komentarzy. Dacie radę? Dacie!
Chcesz być na bieżąco z rozdziałami? Daj mi znać!
Miłego czytania!
____________________________________________________________
Stałam jak wmurowana.
-Ja właśnie... - wyjąkałam.
-Ona właśnie wychodziła.- powiedział spokojnie Michael i się uśmiechnął.
-Nikt stąd teraz nie wyjdzie. Przykro mi. -powiedział jeden z tych ogromnych i dziwnych facetów.
-Witam Was kochani.-odezwał się pozorny "klient"-Proszę za mną. Przejdziemy do pomieszczenia.
Spojrzałam na brata a on dyskretnie pokiwał mi głową w odmowie. Czyli nie było nawet mowy o ucieczce. Za dużo kamer. Już nas widzieli. Wpadliśmy. Moją głowę przeszywało milion myśli. Po nas. Poprawczak. Szkoła. Mama! JOHN! To był najgorszy moment w moim życiu. Nie miałam pojęcia co się dzieje, ale byłam dziwnie spokojna. Wolnym krokiem i bardzo kulturalnie jak na damę i dżentelmenów przystało weszliśmy do małego pomieszczenia. Było ono dosyć małe, lecz nie klaustrofobiczne. Eleganckie, nawet bardzo. Służące zapewne do spotkań ludzi, którzy chcieli zobaczyć się po kryjomu, z dala od ludzi. Pomieszczenie wydawało mi się przytulne i czułam się tam tak... bezpiecznie. Ale to były tylko pozory...
-Usiądźcie. I lepiej bądźcie posłuszni. Tu wpuszczamy tylko kulturalnych ludzi.-powiedział nasz klient- Nazywam się Mark Hudson. I to ja chciałem kupić od Was narkotyki, ale jak widzicie chyba Wam coś nie wyszło.
-Przepraszam, ale pan nas z kimś pomylił. - powiedział Michael.
Mark nagle przestał się uśmiechać.
-Doprawdy? Mieliśmy załatwić to kulturalnie, ale jak nie chcecie. - odparł. - Rob, Jack, przeszukać ich.
-Słucham?! Co pan sobie wyobraża?! Ma pan zezwolenie?! - nie dałam rady siedzieć cicho i wykrzyknęłam na całe gardło. Ten podniósł się jak oparzony.
-Agent 538 Mark Hudson!-pokazał swoją odznakę.-To mojemu synowi chcieliście sprzedać narkotyki! W porę sprawdziłem mu telefon! WSZYSTKIE WIADOMOŚCI, KTÓRE PISAŁEŚ Z MOIM SYNEM PISAŁEŚ ZE MNĄ! CHCIAŁEŚ SPRZEDAĆ TO GÓWNO MOJEMU SYNKOWI?! - nie panował już nad sobą. Złapał chwilę oddechu. - Z całej tej sytuacji jest dobre to, że znalazłem najbardziej poszukiwanego dilera narkotyków w mojej karierze.
Co? Szybko odwróciłam głowę, w stronę brata. Co on nawywijał.... Najbardziej poszukiwany diler? Do cholery jasnej to nie jest mój brat!
-... a ty dziewczynko-kontynuował agent-znalazłaś się tu prawdopodobnie przypadkiem. - podszedł do mnie bardzo blisko i jedną ręką brutalnie objął mi twarz. Michael miał zamiar zareagować ale nasze ręce z tyłu trzymane przez pozostałych, uniemożliwiały mu zrobienie czegokolwiek. -Ale wiedz, że jeżeli znajdziemy przy tobie choćby ślad jakiegoś białego proszku.... To pójdziesz do poprawczaka razem z twoim bratem o ile się nie mylę.
-Niech pan zabierze łapę z mojej buzi. - powiedziałam ostrym tonem i patrzyłam mu się cały czas w oczy.- I może powinien pan wziąć do buzi coś miętowego.
Spiorunował mnie wzrokiem, ale nic nie powiedział.
-Kontynuujcie panowie.-rzekł i usiadł na miejsce.
To było okropne. Facet który mnie przeszukiwał był gruby i obleśny, a w oczach miał coś takiego, co nie świadczyło o nim dobrze. Dokładnie mnie całą sprawdzał patrząc się mi cały czas w oczy. Przejechał ręką po mojej szyi, dekolcie, piersiach. Nie umknęło mi uwadze, że każdą z nich dokładnie "zbadał " jakby myślał, że mam tam schowane dragi albo zielsko. Stał tak blisko, że nie mogłam nie poczuć jak mu się to podoba.
-Ty obleśna świnio! - warknęłam przez zęby- ŁAPY PRZY SOBIE ZBOCZEŃCU!
Jako, że byłam wychowana z chłopakami, nabrałam śliny i celnie plunęłam mu prosto w oko, a w tym samym czasie moja noga powędrowała w jego krocze. Zwinął się z bólu i cierpienia. Hudson zaczął się śmiać. Lecz to mało powiedziane. Zaczął wręcz rechotać.
-A pana co tak śmieszy?-powiedziałam.
-Alex, droga Alex widać z ciebie wybuchowa dziewczynka. - wstał i podszedł do mnie. Leżącego na podłodze zboczeńca po prostu kapnął, a on przetoczył się może metr dalej.
-Widzisz Jack. Trzeba było trzymać łapy w miare przy sobie. Albo co innego... - tu spojrzał się na krocze Jacka. Zabrał moją torebkę i rzucił jeszcze innemu facetowi. -Ty. Przeszukaj jej torebkę.
-Szefie - odezwał się Rob - Znalazłem. Były ukryte w skarpecie. Na moje oko kokaina.
-Ładnie. Ładnie. No to już masz załatwione miejsce w poprawczaku. A ty Derek? Masz coś?
-Jeszcze nie. - w tym momencie niejaki Derek wyjął z mojej torebki szminkę. Modliłam się, by jej nie otworzył. W rzeczywistości to nie była szminka, a jedynie opakowanie... Ale jak na złość.
-Szefie... - powiedział i pokazał mu zawartość. Zamiast sztyftu była kokaina.
-Brawo Alex. Dołączysz do brata. Zabrać ich. -rozkazał Hudson.
Wylądowaliśmy w dziwnym budynku. Z wierzchu wyglądał jak typowy ośrodek dla młodocianych przestępców. Zresztą w środku też. Z racji tego, ze był to jeszcze okres świąteczny w wielkim holu stała choinka udekorowana dosyć skromnie. W każdym oknie były kraty. Nie wiedzieliśmy nawet co się dzieje, czy powiadomili mamę, Johna... Było mi ciężko, nie dla tego, że byłam tam gdzie byłam, ale dlatego, że najprawdopodobniej nikt nie wiedział co się z nami dzieje.
Prowadzili nas praktycznie przez cały ośrodek. Nie był zły pomyślałam, że tu wytrzymam. Widzieliśmy sale do terapii grupowej, niektóre drzwi były otwarte do pokojów innych młodych ludzi i warunki były całkiem znośne. Łazienki wyglądały jak nowo wyremontowane. Najdziwniejsze było to, że kilka razy mijały nas panie, które wyglądały na opiekunki czy coś, ale żadna nie zwróciła na nas uwagi. Poprowadzono nas do pomieszczenia, które okazało się... kuchnią. Mój brat był równie zdziwiony jak ja. Szliśmy dalej. Na samym końcu przeogromnej kuchni była wielka szafka. Nawet można powiedzieć, że szafa. Kazali nam tam wejść.
-Zaraz panowie, chyba panom to coś się pomyliło, mamy siedzieć w tej szafie i czekać aż nam zabraknie tlenu? - zapytałam.
-Nie. Za futrami cały czas prosto-poczułam się jak byśmy byli w jakiejś Narnii.-Gdy zobaczycie koniec korytarza macie się zatrzymać.
-Jakiś debil. - szepnęłam do Mike'a, ale posłusznie weszłam.
-Słyszałem. - powiedział ów mężczyzna i zamknął za nami drzwi szafy.
Nie wiem co sobie myślałam. Dla mnie ta sytuacja była ogromnie dziwna. Nie chciałam tu być. Nie mogę powiedzieć, że się całkowicie nie bałam bo tak nie było. Praktycznie cały czas miałam gęsią skórkę. Nie wiedziałam co mnie czeka, tym bardziej, że byłam w poprawczaku, a koleś mi każe wchodzić do szafy. Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie jestem w jakimś zakładzie psychiatrycznym. Zdaję sobie sprawę, że wiele dziewczyn by się popłakało na moim miejscu, ale ja, oprócz mamy i Johna nie miałam do stracenia nic. Lubiłam przygody, a ta z pewnością była jedną z nich. To co zobaczyłam potem przerosło moje oczekiwania.
Tak jak kazał nam ten facet, na końcu "szafowego" korytarza stanęliśmy i czekaliśmy w bezruchu.
-Alex, przepraszam. Nie wiedziałem, że to się tak potoczy. Nie powinienem narażać ciebie na takie niebezpieczeństwo. Byłem bardzo nieodpowiedzialny, ale nie sądziłem, że po tylu udanych akcjach jedna może się spieprzyć. Nawet nie było jak uciekać... a teraz... -głos mu się załamał, a po policzkach zaczęły mu spływać łzy - a teraz nie wiem co się dzieje w domu, co zrobi John jak nas nie będzie, co z mamą, co ze szkołą...
-Uspokój się debilu - no poryczał się! Jak baba! Albo i gorzej!-trzeba było o tym myśleć wcześniej, a nie na sentymenty ci się zebrało w takim momencie. Uspokój się!
W tej chwili nasza szafa zaczęła opadać. Dosłownie. Przestraszyłam się i wydałam z siebie cichy dźwięk równocześnie przyległam do ściany. Mike zachował się podobnie. Spadaliśmy tak długo. To zdecydowanie była jakaś ukryta winda albo coś takiego. Na dole czekała na nas już pewna kobieta. Była wysoka i szczupła, ubrana cała na czarno a na głowie miała burzę rudych loków. Z wyglądu była dosyć przyjemna.
-Witam.-powiedziała.-proszę za mną. Szliśmy długim korytarzem. Wszędzie były jakieś światełka,ekrany, dziwne dzwięki. Czułam się jak w jakimś statku kosmicznym, lecz zachwycało mnie to pomieszczenie. Doszliśmy do pewnych drzwi, które otworzyła przed nami kobieta.
-Siadajcie. - powiedziała i usiadła na przeciwko nas. Stalismy z Michaelem jak wryci. Znajdywaliśmy się w pomieszczeniu, które przypominało salę przesłuchań z wielkim lustrem weneckim.
-No co tak stoicie. Już nie urośniecie. - powiedziała kobieta. - Nazywam się Meg Anderson. Jestem z wydziału tajnej agencji, o której nie musicie dużo wiedzieć. No siadajcie.
Usiedliśmy. To wszystko się wydawało takie dziwne. Spojrzałam z niepokojem na Michaela, lecz on był zapatrzony w tą kobietę. Odwróciłam się z rezygnacją.
-Ale.. - zaczęłam, lecz ona uciszyła mnie gestem.
-Pytania będą później. Teraz mówię ja.-stanowczy ton nie pasował mi do takiej kobiety. -Tak więc mówiłam, że jestem agentką. Teraz znajdujecie się w tajnej agencji, której nazwy wam oczywiście nie podam. Mówię od razu: nie kłamcie i nie uciekajcie, bo nie znajdziecie stąd wyjścia a my was nie wypuścimy. Telefony tutaj nie działają, a przynajmniej nie takie zwykłe. My mamy specjalne, robione przez naszych agentów techników. Nie krzyczcie, bo ściany są dosyć szczelne i zapewniam, że nikt was nie usłyszy. Wiemy o was wszystko. Od dawna poszukiwaliśmy takich ludzi jak wy. Michael nadajesz się świetnie. Jesteście sprytni, bystrzy, pewni siebie i odważni. Nie jesteście w żadnym stopniu zagrożeni. My nie jesteśmy policją. Nie dostaniecie kary, pod warunkiem, że coś dla nas zrobicie. Michaela znaleźliśmy przypadkowo. Od dawna go obserwowaliśmy i przez te tygodnie zostaliśmy upewnieni, że będziecie genialni. Bądźcie dla nas mili i posłuszni, a my będziemy tacy sami wobec was. Pytania?
-Tak. Po pierwsze, czemu jesteśmy w poprawczaku i czemu nikt nie zwraca tu na nas uwagi? Po drugie Pani powiedziała, że wiecie o nas wszystko ale obserwowaliście tylko mojego brata więc nie rozumiem co ja tu robię i w jaki sposób. - nurtowały mnie pytania. Nie wiem co się działo z Michaelem, nie odzywał się. Może się załamał.
-Oczywiście odpowiem na te pytania. Jesteśmy w poprawczaku ponieważ mamy tu tajną bazę. Nikt was tu nie zauważa ponieważ mamy z nimi umowę, że w żadnym wypadku nie mogą na nas nawet spojrzeć, a jeżeli to złamią to nie chciałabyś być w ich skórze złotko. Dlatego trzymają się tej złotej zasady - zaśmiała się. - Odpowiadając na drugie twoje pytanie, jesteś w błędzie. Ciebie też obserwowaliśmy kochanie, codziennie przez 5 tygodni. Waszego starszego brata Johna również, lecz on nie wykazywał tyle sprytu co wy. Specjalnie donieśliśmy waszemu dyrektorowi, że twój brat został widziany z podejrzanymi ludźmi. Oczywiście to było anonimowe, mogło nie wypalić, lecz belfer nas nie zawiódł. Od razu do ciebie pobiegł. I tu się zaczynała twoja rola. Obserwując cię przez taki długi okres czasu wiedzieliśmy, że będziesz ciekawa co się dzieje z bratem. Wiedzieliśmy też, że on cię bardzo kocha. I wiedzieliśmy, że u was się nie przelewa. Tak to intryga, lecz kochanie myslisz tak samo jak my. Ty też masz takki sprytny mózg. Powinnaś coś o tym wiedzieć.
-Niech już się pani nie rozczula. O co tu chodzi? - nagle powiedział Michael.
-Tak, tak. Przechodząc do rzeczy, tak jak już mówiłam mamy do wykonania zadanie, ale żadne z naszych agentów nie może to zrobić. Potrzebowaliśmy nowe twarze, świeże, młode i sprytne, padło na was. Za wykonanie zadania dostaniecie wynagrodzenie. Usunięcie z waszych akt tego przestępstwa, wypuszczenie was na wolność oraz nagroda w wysokości 50000 dolarów... - zająknęłam. Tak dużo pieniędzy. Tak dużo do zrobienia ze swoim życiem- ...na głowę. Na głowę kochanie.
-A co jeżeli tego nie zrobimy?
-No to jest oczywiste, że w grę wchodzi oddanie waszych akt w ręce policji, ale spokojnie nie znajdą was tu przetrzymywanych. A jak nie będziecie chcieli współpracować, to zmusimy was do tego poprzez różne sposoby. I chciałabym żebyście wiedzieli, że nie zawahamy się użyć do tego waszych najbliższych. Nie wspominając już, że możemy was torturować, a świat i tak się o tym nie dowie. Zgadzacie się?
Spojrzałam na brata. Jego twarz wykrzywił grymas, który miał za zadanie przeprosić mnie jeszcze raz. Byłam gotowa zrobić wszystko, byle tylko nic nie stało się mamie i Johnowi.
-Tak. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Co mamy zrobić? - dodałam.
-Istnieje jedna osoba na świecie, która ma to co nam potrzeba. Oczywiście ten przedmiot znalazł się przypadkowo w rekach tej osoby, a więc ona jeszcze nawet nie wie co posiada. Jest to pamięć zewnętrzna z danymi niezmiernie potrzebnymi światu, Dzięki nim możemy nie dopuścić już do żadnych wojen na świecie, żadnych przestępstw, ponieważ dzięki temu wszystko można zlikwidować. Są to niezwykle tajne wiadomości, które my już mamy, lecz posiadamy je bez jednego malutkiego kawałka. Ten kawałek posiada ów człowiek. Jest to male bardzo niewidoczne. Musicie udać się do otoczenia tego człowieka, zaprzyjaźnić się, zabrać to niezwykle ważne coś a potem go zlikwidować. Wszystkie koszta związane z wyprowadzką, przejazdem i innymi potrzebnymi wam rzeczami w tym gadżetami pokryjemy my. Oczywiście musicie mieć też nasz znak, dlatego wyposażymy was w unikatową biżuterię, by inni wiedzieli gdyby was spotkali.
-Co z naszą rodziną? - spytałam.
-Damy informację, że zaginęliście.
Bolało mnie to. Ale nie miałam wyjścia.
-Kim jest ta osoba?
-Ucieszysz się Alex. Jest to idol nastolatek znany na całym świecie. Jesteś w jego typie dlatego bez zastanowienia się z wami skontaktowaliśmy.
-Kto to jest?
-Justin Biebier.
sobota, 16 stycznia 2016
czwartek, 7 stycznia 2016
Rozdział 2: Gdzie się pani śpieszy? Będzie zabawnie.
Okej, zanim rozdział to kilka drobnych ogłoszeń:
UWAGA!
Jeżeli chcesz być na bieżąco zostaw swój jakiś kontakt (twitter, email, cokolwiek) będę pisała Ci o nowych postach ;)
1. Bardzo dziękuję Wam za wszystkie wspaniałe komentarze :) Jesteście wielcy! Dlatego kolejny rozdział pojawi się, gdy pod tym postem będzie 8 komentarzy ;) Dziękuję!
2. Teraz mam jeszcze wolne, dlatego piszę jak najwięcej, ale jak wrócę do szkoły to jestem pewna, że nie będę mogła tak często dodawać rozdziałów, dlatego będziecie musieli czekać na nową notkę ok 1 tydzień, może półtora, a nie dwa dni. Przepraszam, będę starała się połączyć te dwie rzeczy i proszę Was o wyrozumiałość ;)
3. Dziękuję za już ponad 15 tys. wyświetleń!
4. Dzięki za zagłosowanie w sądzie! Wygląd nie jest jeszcze idealny, ale będzie. Może to potrwać ponad miesiąc, na pewno nie przed lutym. Nic więcej nie mówię i nic nie obiecuję ;)
5. Mam jeszcze jedną "niespodziankę", pojawi się ona w najbliższym czasie ;) stay tuned ;p
MIŁEGO CZYTANIA :)
_____________________________________________________________
-Jejku Alex, co ty się tak drzesz?
-John? Myślałam, że jesteś w pracy.- nie wiedziałam, że brat jest w domu.
-Co się stało? - zapytał.
-Pamiętasz jak szliście z Michaelem do pracy? Co było wtedy żelazną zasadą? - zapytałam.
-Proste. Pracuj ile się da, ale nie zaniedbuj szkoły.
-Dokładnie. A wiedziałeś o tym że Michael nie był od 3 tygodni w szkole?- opowiedziałam w skrócie moją rozmowę z dyrektorem.
-Alex czemu mi nie powiedziałaś wcześniej?! -John zaczął się już bulwersować.
-Weź ty się uspokój przecież nie wiedziałam myślałam, że chodzi więc o co ten bulwers?!-nie byłam gorsza i też zaczęłam wrzeszczeć. W tej chwili drzwi frontowe trzasnęły, a w nich pojawił się Mike.
-O co wy się tak wydzieracie? Słychać już was na końcu ulicy.
-Świetnie, że jesteś Mike. Chodź tu. - powiedział John.
-Jak było w szkole? - zapytałam z ironią.
-Bardzo dobrze, dostałem 4.-bez zająknięcia odparł mój braciszek.
-O naprawdę? To się bardzo cieszę! Cieszę się też z tego, że cały czas nas oszukujesz i nie chodzisz do szkoły od 3 tygodni! Cieszę się też z tego, że jest koniec semestru i grozi ci nie klasyfikacja! Oraz cieszę się z tego że mój brat to niemota i w przyszłym roku będę z nim w jednej klasie!
Po moim jakże głośnym wystąpieniu nastała chwila ciszy.
-Ja...-zaczął Michael.
-No co ty? No słucham? Myślałeś, że ile to jeszcze potrwa? - zapytałam. Nerwy już mi nie wytrzymały. Normalnie każda młodsza siostra by się nie przejmowała, ale my mamy tylko siebie, i kocham go naprawdę bardzo bo dzięki niemu i Johnowi żyję.
-Alex to nie jest twoja sprawa! Staram się na nas zarabiać zobacz jak żyjemy!
-Mike, ale jakim kosztem?-zapytał spokojniejszym tonem John. -Miałeś chodzić do szkoły.
-Wiem, nawaliłem. Ale tylko w taki sposób damy radę.
-Mike, proszę cię. Nie zaniedbuj obowiązków. Pracuj, ale nie w ten sposób bardzo Cię proszę. Szkoła też jest ważna.
-Szkoła jest dla frajerów! - wykrzyknął Mike i poszedł na górę.
-Nie poznaję go.-stwierdziłam, niby do siebie, ale nie uszło to uwagi Johna.
-Co sugerujesz?-spytał.
-Że coś jest na rzeczy.
Nie zrozumiał o co mi chodzi, a ja od razu unikając jego pytań poszłam na górę do Michaela. Wiedziałam, że nie powiedział całej prawdy. W zasadzie, to nie powiedział nic. A ja musiałam się dowiedzieć o co chodzi. Weszłam do jego pokoju.
-No i? - zapytałam.
-Puka się?-warknął.
-Nie o to mi chodzi. Mike, znam cię. Wiesz o tym. A ja wiem, że nie powiedziałeś nam tego co robisz dokładnie. Co to za praca?
-Pracuję z ludźmi.
-Tak wiem. Już to kiedyś mówiłeś. Z jakimi ludźmi? Ej co się dzieje? Nie poznaję cię.
-Alex proszę...
-Nie proś mnie tylko powiedz. Wiesz, że jeżeli dalej tak będzie dyrektor wyśle do nas delegacje. Przeszukają dom, zabiorą mamę, a nas wyślą do jakiegoś sierocińca albo coś. Jesteś tego świadomy? Daj sobie pomóc do cholery! - mój brat westchnął. Poruszyło go to co do niego powiedziałam, ale nie bardzo wiedziałam dlaczego.-No więc?
Nic nie odpowiedział. Wstał podszedł do biurka, wziął drewnianą matrioszkę, otworzył jedną, drugą, potem trzecią, a wreszcie w czwartej było coś, co najwidoczniej mi pokazał. Wysypał to sobie na rękę i wrócił na łóżko. Spojrzał mi w oczy i otworzył swoją garść by mi pokazać, co tak bardzo ukrywa.
-CO DO...?!- nie zdążyłam dalej dokończyć bo wszystko rzucił na łóżko, wstał i zakrył mi dłonią usta. - Yyyyyy - próbowałam powiedzieć, ale nic to nie dało. Ugryzłam go w rękę.
-Ała! -krzyknął. -Siadaj i bądź cicho!
Byłam posłuszna i usiadłam, Patrzyłam się na łóżko, gdzie leżały pojedyncze woreczki typu zip zap z białym proszkiem w środku. Z narkotykami.
-Mike! Co tu się dzieje! - krzyknęłam szeptem.
-Alex, to nie tak jak myślisz.
-Bierzesz dragi?-złapałam ręką jego buzię i spojrzałam mu w oczy. - No tak! Powiększone źrenice, podkrążone oczy! Wszystko się zgadza.... No nie wierzę.... Żeby aż tak upaść! Musze powiedzieć to Johnowi! - nie mogłam przestać gadać.
-Alex! Alex! - próbował mnie uspokoić.- Ja nie biorę.
-Co? -zapytałam zbita z tropu.
-Nie biorę. Jestem dilerem. Sprzedaję je innym, Mam z tego kasę. - no nie wierzyłam. Mój brat dilerem.
-Ile z tego masz?- zapytałam ostrożnie.
-Dużo. Zależy od dnia. Wszystko przekazuję Johnowi, ale jeszcze się nie zapytał skąd mam tyle kasy. Czasem sobie zostawiam trochę, żeby nie było podejrzane, ale...- nie dokończył bo zamilkł jak zobaczył moją minę. - Co ty kombinujesz?
-Wkręć mnie. - powiedziałam wprost.
-Nie. - był już zły. - nie będę cię w to wplątywał. Zdajesz sobie sprawę, że jak wejdziesz w to to już nie wyjdziesz? Nie dasz rady.
-Mike proszę. Zarobimy więcej i w końcu się stad wyniesiemy. - miałam już to w głowie. Zarobimy. Wyprowadzimy się stąd do Europy. Mamę wyślemy do AA. Wszystko będzie super. Jak dawniej. Będziemy mieć kasę.
-Nie.
-Albo mnie wkręcisz, albo powiem Johnowi. A on ci tego nie daruje. Wiesz co on o tym sądzi. Jest wrogiem wszelkich używek, Jego nie będzie obchodzić, czy ty to sprzedajesz, czy bierzesz. To będzie oczywiste. Wyśle cię na odwyk. Zabroni wychodzić. Zabierze ci telefon i będzie cię cały czas pilnował.
-Alex... - zająknął się.
-Okej idę do Johna.- wstałam. Nie jestem donosicielką, ale wiedziałam, że to na niego zadziała. Przynajmniej w dzieciństwie działało. Musiałam tak zrobić. Chciałam, abyśmy mieli inne życie. A Michael znalazł na to sposób. Wiedziałam, że to jest złe. Wiedziałam, że będę mieć wyrzuty sumienia, ale dzięki temu możemy normalnie żyć.
-Dobra czekaj!-krzyknął.- Coś się da zrobić.
Następnego dnia ja też nie poszłam do szkoły. Michael dostał podobno niezłe zlecenie, za niezłą kasę. Od rana się przygotowywaliśmy. Oczywiście John nic o nas nie wiedział. Razem z Mike'em wyszliśmy rano z domu, by John uwierzył, że idziemy do szkoły.
-Słuchaj. Dzisiaj jest wielki dzień. Dzisiaj nie szlajamy się po dziurach. Klient będzie czekał w hotelu. Najdroższym hotelu w mieście, wiec musimy jakoś wyglądać. Idziemy teraz na zakupy, kupisz sobie coś. - wytłumaczył mi brat.
-Jakbym miała za co. - odburknęłam.
-Ja mam za co.
-Ej ale zaraz. W hotelu? Zgłupieliście? - coś mi tu nie pasowało. W hotelu? Pełnym kamer? Nie pasowało mi to całkiem.
-Tak w hotelu. Nie będziemy się rzucać w oczy elegancko ubrani.
Michael był za bardzo pewny siebie. Nie opierałam się bratu, w końcu to on wie co robi. Nie zdawałam sobie sprawy, że Michael aż tyle kasy zostawia dla siebie, wiec starczyło nam na koktajlową, świecącą suknię dla mnie oraz na granatową marynarkę i muszkę dla Micheala. Wróciliśmy do domu gdy John już był w pracy. Zostało nam trochę godzin do zadania, więc poszłam się przespać. Dwie godziny przed wyjściem obudził mnie brat. Poszłam wziąć szybki prysznic, przebrałam się, czesałam włosy, wzięłam jakiś błyszczyk mamy i pomalowałam usta. Byłam gotowa. Nigdy jeszcze tak nie wyglądałam... Tak... pięknie jak na mnie. Sama byłam zdziwiona. Pół godziny przed umówionym spotkaniem wyszliśmy. Droga minęła w ciszy. Przed wejściem do hotelu wreszcie odezwałam się do brata.
-I jak? Stresujesz się?
-Nieee... co ty. - odpowiedział łamiącym głosem Mike. -dobra chodź wchodzimy. Ja wiem gdzie mam iść, więc trzymaj się mnie.
Bałam się. Nigdy nie uczestniczyłam w czymś takim, ale nie dałam tego po sobie poznać. Weszliśmy. Z natury martwię się za bardzo, dlatego od razu rozejrzałam się za kamerami. Było ich mnóstwo i nagle jak na znak wszystkie obróciły się w naszą stronę.
-Michael, nie podoba mi się to.
-Cicho. Nie rozglądaj sie idziemy.
Nie wiedziałam, gdzie prowadzi mnie Michael, ale czułam się obserwowana przez tych ludzi.
-Mike, chodź wychodzimy. Mam złe przeczucia.
-Teraz się już nie wycofasz, widzę go. - Szliśmy równym krokiem do tego ów człowieka, kiedy zobaczyłam przy nim dwóch potężnych facetów, a dwa metry przed nimi stał jeszcze jeden udający, że czyta gablotkę.
-O kurwa... - szepnął Mike.- Alex pocałuj mnie w policzek i dyskretnie się wycofaj. Ten na pierwszej to wtyka. Poznaję go, raz prawie mnie złapał. Ja nie wiem, jak to się stało. Przepraszam... Mów co robię!
Wiedziałam... Zrobiłam to co mówił mi brat i już się odwracałam gdy przede mną nie wiadomo skąd pojawił się jeszcze jeden typ.
-Gdzie się pani śpieszy? Niech pani zostanie z nami. Będzie zabawnie. - powiedział, a mi przeszły ciarki po plecach.
UWAGA!
Jeżeli chcesz być na bieżąco zostaw swój jakiś kontakt (twitter, email, cokolwiek) będę pisała Ci o nowych postach ;)
1. Bardzo dziękuję Wam za wszystkie wspaniałe komentarze :) Jesteście wielcy! Dlatego kolejny rozdział pojawi się, gdy pod tym postem będzie 8 komentarzy ;) Dziękuję!
2. Teraz mam jeszcze wolne, dlatego piszę jak najwięcej, ale jak wrócę do szkoły to jestem pewna, że nie będę mogła tak często dodawać rozdziałów, dlatego będziecie musieli czekać na nową notkę ok 1 tydzień, może półtora, a nie dwa dni. Przepraszam, będę starała się połączyć te dwie rzeczy i proszę Was o wyrozumiałość ;)
3. Dziękuję za już ponad 15 tys. wyświetleń!
4. Dzięki za zagłosowanie w sądzie! Wygląd nie jest jeszcze idealny, ale będzie. Może to potrwać ponad miesiąc, na pewno nie przed lutym. Nic więcej nie mówię i nic nie obiecuję ;)
5. Mam jeszcze jedną "niespodziankę", pojawi się ona w najbliższym czasie ;) stay tuned ;p
MIŁEGO CZYTANIA :)
_____________________________________________________________
-Jejku Alex, co ty się tak drzesz?
-John? Myślałam, że jesteś w pracy.- nie wiedziałam, że brat jest w domu.
-Co się stało? - zapytał.
-Pamiętasz jak szliście z Michaelem do pracy? Co było wtedy żelazną zasadą? - zapytałam.
-Proste. Pracuj ile się da, ale nie zaniedbuj szkoły.
-Dokładnie. A wiedziałeś o tym że Michael nie był od 3 tygodni w szkole?- opowiedziałam w skrócie moją rozmowę z dyrektorem.
-Alex czemu mi nie powiedziałaś wcześniej?! -John zaczął się już bulwersować.
-Weź ty się uspokój przecież nie wiedziałam myślałam, że chodzi więc o co ten bulwers?!-nie byłam gorsza i też zaczęłam wrzeszczeć. W tej chwili drzwi frontowe trzasnęły, a w nich pojawił się Mike.
-O co wy się tak wydzieracie? Słychać już was na końcu ulicy.
-Świetnie, że jesteś Mike. Chodź tu. - powiedział John.
-Jak było w szkole? - zapytałam z ironią.
-Bardzo dobrze, dostałem 4.-bez zająknięcia odparł mój braciszek.
-O naprawdę? To się bardzo cieszę! Cieszę się też z tego, że cały czas nas oszukujesz i nie chodzisz do szkoły od 3 tygodni! Cieszę się też z tego, że jest koniec semestru i grozi ci nie klasyfikacja! Oraz cieszę się z tego że mój brat to niemota i w przyszłym roku będę z nim w jednej klasie!
Po moim jakże głośnym wystąpieniu nastała chwila ciszy.
-Ja...-zaczął Michael.
-No co ty? No słucham? Myślałeś, że ile to jeszcze potrwa? - zapytałam. Nerwy już mi nie wytrzymały. Normalnie każda młodsza siostra by się nie przejmowała, ale my mamy tylko siebie, i kocham go naprawdę bardzo bo dzięki niemu i Johnowi żyję.
-Alex to nie jest twoja sprawa! Staram się na nas zarabiać zobacz jak żyjemy!
-Mike, ale jakim kosztem?-zapytał spokojniejszym tonem John. -Miałeś chodzić do szkoły.
-Wiem, nawaliłem. Ale tylko w taki sposób damy radę.
-Mike, proszę cię. Nie zaniedbuj obowiązków. Pracuj, ale nie w ten sposób bardzo Cię proszę. Szkoła też jest ważna.
-Szkoła jest dla frajerów! - wykrzyknął Mike i poszedł na górę.
-Nie poznaję go.-stwierdziłam, niby do siebie, ale nie uszło to uwagi Johna.
-Co sugerujesz?-spytał.
-Że coś jest na rzeczy.
Nie zrozumiał o co mi chodzi, a ja od razu unikając jego pytań poszłam na górę do Michaela. Wiedziałam, że nie powiedział całej prawdy. W zasadzie, to nie powiedział nic. A ja musiałam się dowiedzieć o co chodzi. Weszłam do jego pokoju.
-No i? - zapytałam.
-Puka się?-warknął.
-Nie o to mi chodzi. Mike, znam cię. Wiesz o tym. A ja wiem, że nie powiedziałeś nam tego co robisz dokładnie. Co to za praca?
-Pracuję z ludźmi.
-Tak wiem. Już to kiedyś mówiłeś. Z jakimi ludźmi? Ej co się dzieje? Nie poznaję cię.
-Alex proszę...
-Nie proś mnie tylko powiedz. Wiesz, że jeżeli dalej tak będzie dyrektor wyśle do nas delegacje. Przeszukają dom, zabiorą mamę, a nas wyślą do jakiegoś sierocińca albo coś. Jesteś tego świadomy? Daj sobie pomóc do cholery! - mój brat westchnął. Poruszyło go to co do niego powiedziałam, ale nie bardzo wiedziałam dlaczego.-No więc?
Nic nie odpowiedział. Wstał podszedł do biurka, wziął drewnianą matrioszkę, otworzył jedną, drugą, potem trzecią, a wreszcie w czwartej było coś, co najwidoczniej mi pokazał. Wysypał to sobie na rękę i wrócił na łóżko. Spojrzał mi w oczy i otworzył swoją garść by mi pokazać, co tak bardzo ukrywa.
-CO DO...?!- nie zdążyłam dalej dokończyć bo wszystko rzucił na łóżko, wstał i zakrył mi dłonią usta. - Yyyyyy - próbowałam powiedzieć, ale nic to nie dało. Ugryzłam go w rękę.
-Ała! -krzyknął. -Siadaj i bądź cicho!
Byłam posłuszna i usiadłam, Patrzyłam się na łóżko, gdzie leżały pojedyncze woreczki typu zip zap z białym proszkiem w środku. Z narkotykami.
-Mike! Co tu się dzieje! - krzyknęłam szeptem.
-Alex, to nie tak jak myślisz.
-Bierzesz dragi?-złapałam ręką jego buzię i spojrzałam mu w oczy. - No tak! Powiększone źrenice, podkrążone oczy! Wszystko się zgadza.... No nie wierzę.... Żeby aż tak upaść! Musze powiedzieć to Johnowi! - nie mogłam przestać gadać.
-Alex! Alex! - próbował mnie uspokoić.- Ja nie biorę.
-Co? -zapytałam zbita z tropu.
-Nie biorę. Jestem dilerem. Sprzedaję je innym, Mam z tego kasę. - no nie wierzyłam. Mój brat dilerem.
-Ile z tego masz?- zapytałam ostrożnie.
-Dużo. Zależy od dnia. Wszystko przekazuję Johnowi, ale jeszcze się nie zapytał skąd mam tyle kasy. Czasem sobie zostawiam trochę, żeby nie było podejrzane, ale...- nie dokończył bo zamilkł jak zobaczył moją minę. - Co ty kombinujesz?
-Wkręć mnie. - powiedziałam wprost.
-Nie. - był już zły. - nie będę cię w to wplątywał. Zdajesz sobie sprawę, że jak wejdziesz w to to już nie wyjdziesz? Nie dasz rady.
-Mike proszę. Zarobimy więcej i w końcu się stad wyniesiemy. - miałam już to w głowie. Zarobimy. Wyprowadzimy się stąd do Europy. Mamę wyślemy do AA. Wszystko będzie super. Jak dawniej. Będziemy mieć kasę.
-Nie.
-Albo mnie wkręcisz, albo powiem Johnowi. A on ci tego nie daruje. Wiesz co on o tym sądzi. Jest wrogiem wszelkich używek, Jego nie będzie obchodzić, czy ty to sprzedajesz, czy bierzesz. To będzie oczywiste. Wyśle cię na odwyk. Zabroni wychodzić. Zabierze ci telefon i będzie cię cały czas pilnował.
-Alex... - zająknął się.
-Okej idę do Johna.- wstałam. Nie jestem donosicielką, ale wiedziałam, że to na niego zadziała. Przynajmniej w dzieciństwie działało. Musiałam tak zrobić. Chciałam, abyśmy mieli inne życie. A Michael znalazł na to sposób. Wiedziałam, że to jest złe. Wiedziałam, że będę mieć wyrzuty sumienia, ale dzięki temu możemy normalnie żyć.
-Dobra czekaj!-krzyknął.- Coś się da zrobić.
Następnego dnia ja też nie poszłam do szkoły. Michael dostał podobno niezłe zlecenie, za niezłą kasę. Od rana się przygotowywaliśmy. Oczywiście John nic o nas nie wiedział. Razem z Mike'em wyszliśmy rano z domu, by John uwierzył, że idziemy do szkoły.
-Słuchaj. Dzisiaj jest wielki dzień. Dzisiaj nie szlajamy się po dziurach. Klient będzie czekał w hotelu. Najdroższym hotelu w mieście, wiec musimy jakoś wyglądać. Idziemy teraz na zakupy, kupisz sobie coś. - wytłumaczył mi brat.
-Jakbym miała za co. - odburknęłam.
-Ja mam za co.
-Ej ale zaraz. W hotelu? Zgłupieliście? - coś mi tu nie pasowało. W hotelu? Pełnym kamer? Nie pasowało mi to całkiem.
-Tak w hotelu. Nie będziemy się rzucać w oczy elegancko ubrani.
Michael był za bardzo pewny siebie. Nie opierałam się bratu, w końcu to on wie co robi. Nie zdawałam sobie sprawy, że Michael aż tyle kasy zostawia dla siebie, wiec starczyło nam na koktajlową, świecącą suknię dla mnie oraz na granatową marynarkę i muszkę dla Micheala. Wróciliśmy do domu gdy John już był w pracy. Zostało nam trochę godzin do zadania, więc poszłam się przespać. Dwie godziny przed wyjściem obudził mnie brat. Poszłam wziąć szybki prysznic, przebrałam się, czesałam włosy, wzięłam jakiś błyszczyk mamy i pomalowałam usta. Byłam gotowa. Nigdy jeszcze tak nie wyglądałam... Tak... pięknie jak na mnie. Sama byłam zdziwiona. Pół godziny przed umówionym spotkaniem wyszliśmy. Droga minęła w ciszy. Przed wejściem do hotelu wreszcie odezwałam się do brata.
-I jak? Stresujesz się?
-Nieee... co ty. - odpowiedział łamiącym głosem Mike. -dobra chodź wchodzimy. Ja wiem gdzie mam iść, więc trzymaj się mnie.
Bałam się. Nigdy nie uczestniczyłam w czymś takim, ale nie dałam tego po sobie poznać. Weszliśmy. Z natury martwię się za bardzo, dlatego od razu rozejrzałam się za kamerami. Było ich mnóstwo i nagle jak na znak wszystkie obróciły się w naszą stronę.
-Michael, nie podoba mi się to.
-Cicho. Nie rozglądaj sie idziemy.
Nie wiedziałam, gdzie prowadzi mnie Michael, ale czułam się obserwowana przez tych ludzi.
-Mike, chodź wychodzimy. Mam złe przeczucia.
-Teraz się już nie wycofasz, widzę go. - Szliśmy równym krokiem do tego ów człowieka, kiedy zobaczyłam przy nim dwóch potężnych facetów, a dwa metry przed nimi stał jeszcze jeden udający, że czyta gablotkę.
-O kurwa... - szepnął Mike.- Alex pocałuj mnie w policzek i dyskretnie się wycofaj. Ten na pierwszej to wtyka. Poznaję go, raz prawie mnie złapał. Ja nie wiem, jak to się stało. Przepraszam... Mów co robię!
Wiedziałam... Zrobiłam to co mówił mi brat i już się odwracałam gdy przede mną nie wiadomo skąd pojawił się jeszcze jeden typ.
-Gdzie się pani śpieszy? Niech pani zostanie z nami. Będzie zabawnie. - powiedział, a mi przeszły ciarki po plecach.
wtorek, 5 stycznia 2016
Rozdział 1: kiedy myślisz, że jest wszystko w porządku... ale jednak nie.
Tego dnia wstałam wyjątkowo rano, bo już o 5. Całą noc dręczyły mnie jakieś koszmary. To zdecydowanie nie była dobra noc. Mimo tego, że wstałam sama, bez pomocy budzika nie czułam się dobrze psychicznie. Poszłam od razu pod prysznic, stwierdziłam, że to mi dobrze zrobi. Przez całą poranną toaletę miałam złe przeczucia, jednak przeszło mi to gdy poszłam do kuchni zjeść moje ulubione płatki czekoladowe z mlekiem. Jem je na sniadanie, na obiad, a także nawet na kolację. Nigdy mi się nie znudzą, poprawiają mi humor na cały dzień. Po śniadaniu standardowo poszłam się ubrać. Nie mam za dużo ubrań, dlatego włożyłam to co standardowo zakładam prawie codziennie: przetarte ze starości jeansy i siwą dosyć wyblakłą koszulkę. Miałam jeszcze dosyć czasu przed szkołą, dlatego spakowalam się i zaczęłam czytać książkę. Gdy musiałam już wychodzić weszłam jeszcze do kuchni by się czegoś napić.
- O Michael wstales juz?-zobaczylam, że brat siedzi przy stole i pije kawę.
-A nie widać?- odpowiedział. Ostatnio zrobił się bardzo nerwowy.
-Hej co się dzieje? Od kilku dni zachowujesz się jak małe dziecko.
-Odczep się.- nigdy taki nie był, nie wiedziałam o co mu chodzi. Napiłam sie wody i wyszlam do szkoły.
Jest styczeń, lecz u nas na florydzie jest wiecznie ciepło. Dzisiaj był piękny dzień. Nie był to dla mnie dobry dzień już od samego rana. Weszłam do szkoły i jak zawsze usiadłam sama pod salą. Założyłam słuchawki na uszy i czekałam do rozpoczęcia lekcji. Ten moment zawsze był moim ulubionym bo mogłam siedzieć i słuchac muzyki i nie przejmowałam się tym co mówią o mnie inni bo zwyczajnie tego nie słyszałam, odpływałam..
Najgorsze są lekcje. Wtedy każdy może mi dogryźć nawet gdy jest nauczyciel. "O widzę że masz modne spodnie! A nie... to tylko te co mialaś 5 lat temu ale przetarły ci się ze starości...". Tak wiem, nie miałam kasy na nowe ubrania, ale nie narzekałam. Nie kręcił mnie świat elegancji i przesadnego dbania o siebie. Na 4 lekcyjnej przyszedł do naszej sali dyrektor.
-Dzień dobry - powiedział i poszedł szybko do nauczycielki, by coś jej szepnąć do ucha. Kilka osób odburknęło coś w stylu "dobryyy" ale nikt się tym nie przejął, że głowa szkoły weszła do nas do klasy.
-Alex? - zapytała nauczycielka- Idź teraz z panem dyrektorem, Lekcje uzupełnisz potem.
Ja? To mnie wołali? Byłam w szoku. Oczywiście w klasie pojawiły się docinki typu "uuuuu" itd. Nic nie mówiąc posłusznie wyszłam.
-Jak się miewasz Alex? - zapytał dyrektor w drodze do gabinetu.
-Dobrze nie narzekam,- odpowiedziałam.
-Cieszę się.- nikt już sie nie odezwał dopóki nie weszlismy do sekretariatu. -Pani Weber proszę nikogo nie wpuszczać i z nikim mnie nie łączyć nawet jeżeli byłoby to bardzo pilne.
-Oczywiście panie dyrektorze. - odpowiedziała sekretarka. Weszłam do gabinetu dyrektora, który był dosyć fajny jak na gabinety starszych ludzi. Nie był on stary był urządzony w bardziej nowoczesnym stylu co mi się bardzo podobało.
-Alex, Alex, Alex...- zaczął- jestem wręcz uradowany, że się dobrze miewasz, a jak tam twoi bracia?
-Raczej dobrze. - całkowicie nie wiedziałam o co chodzi.
-Dobrze powiadasz? A więc powiesz mi może dlaczego twój brat Michael od 3 tygodni nie chodzi do szkoły? -wmurowało mnie. Ale jak to?
-Słucham?- zapytałam zdziwiona. - Jak to nie chodzi? Codziennie rano się z nim widuję i mowi, że ma na 9, a kilka razy nawet szedł ze mną do szkoły, to nie jest możliwe żeby go tutaj nie było.
-A widziałaś go na przerwach? - zapytał.
-No nie, ale..
-Nie ma ale, Alex. - przerwał mi- Twój brat nie chodzi prawie od miesiąca do szkoły, a ja nie znam przyczyny. Grozi mu nie klasyfikacja i zagrożenie z niektórych przedmiotów. Jest koniec półrocza. Dzwoniłem do twojej matki ale nie odbierała telefonów zresztą jak zawsze. Na wywiadówce nie pokazała się ani razu. Jeżeli to się nie zmieni będę zmuszony wysłać delegację do twojego domu.
-Nie, nie! - wykrzyknęłam. Tak moja mama to alkoholiczka, ale nikt o tym nie wiedział. Gdyby wiedzieli już dawno bylibyśmy w sierocińcu. - Ja pogadam z bratem. Wyjaśnię tą całą sytuację, może Pan być pewien i się nie martwić. Nie zawiodę.
-Mam nadzieję Alex. Jesteś dobra dziewczyna, masz bardzo dobre oceny w porownaniu do przeciętnych uczniów. Nie rozczaruj mnie. - Zakończył, a ja pokiwałam głową. - Dobrze, nie masz już co wracać na lekcje, i tak cię trochę zestresowałem. Możesz wrócić już do domu.
-Dziękuję panie dyrektorze. Do widzenia.
-Do widzenia Alex. - odpowiedział.
Wyszłam z gabinetu trochę zamyślona. Nie miałam pojęcia że mój brat tak sobie odpuszcza. John już nie chodzi do szkoły, ale myślałam zawsze, że daje dobry przykład nam obojgu. Cóż, Michael chyba jednak poszedł inną drogą. Gdy weszłam do domu, rzuciłam plecak w przedpokoju i poszłam zobaczyc czy mama śpi w swoim pokoju. Spała, a koło niej było kilka butelek po piwie i jedna po wódce. <Jak zawsze> pomyślałam, a z mojego gardła wydobył się głośny dźwięk:
-MICHAEL! MICHAEL ZEJDŹ SZYBKO NA DÓŁ!!!!
_______________________________
O ja najgorszy jest początek. Tak już po 1 rozdziale miałam chwile zwątpienia, ale nie poddaję się. Rozdziały będą krótkie. Na pewno ten jest krótki bo mega ciężko mi się go pisalo, ale już jestem w połowie drugiego i chyba jest lepiej. Nie chce zdradzać Wam wszystkiego od razu.
Dziękuję za komentarze pod prologiem.
2 rozdział pojawi się, gdy tu znajdzie się 5 komentarzy!
Dziękuję Wam bardzo <3
Do zobaczenia :*
- O Michael wstales juz?-zobaczylam, że brat siedzi przy stole i pije kawę.
-A nie widać?- odpowiedział. Ostatnio zrobił się bardzo nerwowy.
-Hej co się dzieje? Od kilku dni zachowujesz się jak małe dziecko.
-Odczep się.- nigdy taki nie był, nie wiedziałam o co mu chodzi. Napiłam sie wody i wyszlam do szkoły.
Jest styczeń, lecz u nas na florydzie jest wiecznie ciepło. Dzisiaj był piękny dzień. Nie był to dla mnie dobry dzień już od samego rana. Weszłam do szkoły i jak zawsze usiadłam sama pod salą. Założyłam słuchawki na uszy i czekałam do rozpoczęcia lekcji. Ten moment zawsze był moim ulubionym bo mogłam siedzieć i słuchac muzyki i nie przejmowałam się tym co mówią o mnie inni bo zwyczajnie tego nie słyszałam, odpływałam..
Najgorsze są lekcje. Wtedy każdy może mi dogryźć nawet gdy jest nauczyciel. "O widzę że masz modne spodnie! A nie... to tylko te co mialaś 5 lat temu ale przetarły ci się ze starości...". Tak wiem, nie miałam kasy na nowe ubrania, ale nie narzekałam. Nie kręcił mnie świat elegancji i przesadnego dbania o siebie. Na 4 lekcyjnej przyszedł do naszej sali dyrektor.
-Dzień dobry - powiedział i poszedł szybko do nauczycielki, by coś jej szepnąć do ucha. Kilka osób odburknęło coś w stylu "dobryyy" ale nikt się tym nie przejął, że głowa szkoły weszła do nas do klasy.
-Alex? - zapytała nauczycielka- Idź teraz z panem dyrektorem, Lekcje uzupełnisz potem.
Ja? To mnie wołali? Byłam w szoku. Oczywiście w klasie pojawiły się docinki typu "uuuuu" itd. Nic nie mówiąc posłusznie wyszłam.
-Jak się miewasz Alex? - zapytał dyrektor w drodze do gabinetu.
-Dobrze nie narzekam,- odpowiedziałam.
-Cieszę się.- nikt już sie nie odezwał dopóki nie weszlismy do sekretariatu. -Pani Weber proszę nikogo nie wpuszczać i z nikim mnie nie łączyć nawet jeżeli byłoby to bardzo pilne.
-Oczywiście panie dyrektorze. - odpowiedziała sekretarka. Weszłam do gabinetu dyrektora, który był dosyć fajny jak na gabinety starszych ludzi. Nie był on stary był urządzony w bardziej nowoczesnym stylu co mi się bardzo podobało.
-Alex, Alex, Alex...- zaczął- jestem wręcz uradowany, że się dobrze miewasz, a jak tam twoi bracia?
-Raczej dobrze. - całkowicie nie wiedziałam o co chodzi.
-Dobrze powiadasz? A więc powiesz mi może dlaczego twój brat Michael od 3 tygodni nie chodzi do szkoły? -wmurowało mnie. Ale jak to?
-Słucham?- zapytałam zdziwiona. - Jak to nie chodzi? Codziennie rano się z nim widuję i mowi, że ma na 9, a kilka razy nawet szedł ze mną do szkoły, to nie jest możliwe żeby go tutaj nie było.
-A widziałaś go na przerwach? - zapytał.
-No nie, ale..
-Nie ma ale, Alex. - przerwał mi- Twój brat nie chodzi prawie od miesiąca do szkoły, a ja nie znam przyczyny. Grozi mu nie klasyfikacja i zagrożenie z niektórych przedmiotów. Jest koniec półrocza. Dzwoniłem do twojej matki ale nie odbierała telefonów zresztą jak zawsze. Na wywiadówce nie pokazała się ani razu. Jeżeli to się nie zmieni będę zmuszony wysłać delegację do twojego domu.
-Nie, nie! - wykrzyknęłam. Tak moja mama to alkoholiczka, ale nikt o tym nie wiedział. Gdyby wiedzieli już dawno bylibyśmy w sierocińcu. - Ja pogadam z bratem. Wyjaśnię tą całą sytuację, może Pan być pewien i się nie martwić. Nie zawiodę.
-Mam nadzieję Alex. Jesteś dobra dziewczyna, masz bardzo dobre oceny w porownaniu do przeciętnych uczniów. Nie rozczaruj mnie. - Zakończył, a ja pokiwałam głową. - Dobrze, nie masz już co wracać na lekcje, i tak cię trochę zestresowałem. Możesz wrócić już do domu.
-Dziękuję panie dyrektorze. Do widzenia.
-Do widzenia Alex. - odpowiedział.
Wyszłam z gabinetu trochę zamyślona. Nie miałam pojęcia że mój brat tak sobie odpuszcza. John już nie chodzi do szkoły, ale myślałam zawsze, że daje dobry przykład nam obojgu. Cóż, Michael chyba jednak poszedł inną drogą. Gdy weszłam do domu, rzuciłam plecak w przedpokoju i poszłam zobaczyc czy mama śpi w swoim pokoju. Spała, a koło niej było kilka butelek po piwie i jedna po wódce. <Jak zawsze> pomyślałam, a z mojego gardła wydobył się głośny dźwięk:
-MICHAEL! MICHAEL ZEJDŹ SZYBKO NA DÓŁ!!!!
_______________________________
O ja najgorszy jest początek. Tak już po 1 rozdziale miałam chwile zwątpienia, ale nie poddaję się. Rozdziały będą krótkie. Na pewno ten jest krótki bo mega ciężko mi się go pisalo, ale już jestem w połowie drugiego i chyba jest lepiej. Nie chce zdradzać Wam wszystkiego od razu.
Dziękuję za komentarze pod prologiem.
2 rozdział pojawi się, gdy tu znajdzie się 5 komentarzy!
Dziękuję Wam bardzo <3
Do zobaczenia :*
sobota, 2 stycznia 2016
Opowiadanie Confident//PROLOG
Cześć!
A więc tak, wróciłam na bloga! Przychodzę z nowym opowiadaniem. Nie wiem co tu Wam napisać bo w zasadzie dawno mnie tu nie było i chciałabym to naprawić...
Zagłosujcie w sądzie co do wyglądu bloga ;) Będzie mi miło.
Czytasz? ----> Komentujesz! Rozdział 1 pojawi się jak będzie 4 komentarze :)
_________________________________________________________________Każdy ma w rodzinie jakiś problem. Tak jest, było i będzie. Ja też należę do tej społeczności, której nie jest łatwo w życiu. Mam na imię Alex. Mam 17 lat. Mam dwóch braci Michaela i Johna. Kocham ich nad życie, są ode mnie starsi i to oni wskazywali mi drogę przez całe moje dzieciństwo. Dzięki nim oprócz tego, że wiem co w życiu jest dobre, a co złe wiem też, jak naprawiać samochody bądź nie mam problemów z naprawianiem kranów. Umiem zrobić praktycznie wszystko co leży w zakresie robót typowych dla panów. Jak trzeba coś zespawać to też dam radę. Niestety, w kwestii gotowania jesteem typową amebą. Ale co się dziwić. Mam matkę alkoholiczkę. Tata zmarł jak miałam 2 lata. Jestem pół sierotą, ale od 15 lat czuję się jakbym była sierotą, bo to właśnie wtedy mama zaczęła pić, po śmierci taty. Nie mam znajomych. Nie mam kasy na nic. Ale to chyba logiczne skoro moja mama wydaje wszystko na alkohol. Moi bracia teraz zarabiają, alee w przeszłości mieli kilka występków więc zarówno oni jak i ja- podobno ze względów bezpieczeństwa jesteśmy cały czas pod opieką kuratora. Ja nigdy nie miałam problemów z prawem. Jestem dość zadziorna. Po trupach do celu. To moje motto. Nigdy nie liczę na innych zawsze za siebie. Wiem, że moja mama mnie niee wychowała, ale zarówno za nią jak i za moich kochanych braci oddałabym życie. Jestem bardzo pewna siebie. Bardzo. I nie, nie daję sobą pomiatać, lecz czasem to boli, kiedy jestes wytykany palcami. Lecz czasem jest taki dzień, kiedy przyjdę do domu po szkole, usiądę na łóżku i płaczę.
sobota, 9 lutego 2013
Rozdział 16
*oczami Scarlett*
- Dziękuję Justin. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy... -staliśmy już na drugi dzień w holu. Za 5 minut tata miał iść do pracy. Byłam z niego dumna. Wiedziałam, że teraz to już na pewno zostanę z nim...
- Nie ma sprawy. Wie Pan, że dla mnie Pana córka jest najważniejsza... Chcę być blisko niej. A tylko w taki sposób mogę to jej zapewnić. Oczywiście robię to też dla Pana.
- Dziękuję Justin. Jeszcze raz dziękuję.
W tej chwili wszedł na hol Scooter.
- Witam Was. Cześć Justin.
- Dzień dobry.
- Um... Pan Rayan Smith? - zwrócił się do taty.
- Tak to ja.
- Zapraszam do środka. Powiem Panu co ma Pan robić.
- Powodzenia - szepnęłam i uśmiechnęłam się do taty.
- No... to... mamy troszkę czasu dla siebie -powiedział wolno justin poodchodząc do mnie coraz bliżej.
- No mamy, mamy.... - powiedziałam i dalam mu lekkiego całusa w usta. - To co? idziemy na gofry?
- O niczym nie marzyłem tak dawno jak o gofrach! Mniam! - wybuchneliśmy śmiechem. Wziął mnie za rękę i ruszylismy do drzwi wyjsciowych.
Po srodze rozmawialiśmy co zrobić z Jamesem. Jutro mamy spotkanie. NIe będą to bujki, ani nic takiego. Po prostu w prosty sposób pokażemy, że nie jestem do wzięcia. A swoją drogą gofry były pyszne!
<następnego dnia, spotkanie z Jamesem>
Justin podwiózł mnie do restauracji, w której miałam się spotkać z Jamesem.
- Gotowy? Za 10 minut wchodzisz. Trzymaj się słodki. - powiedziałam i włożyłam moje okulary przeciwsłoneczne. Żwawym krokiem podązyłam do lokalu. Byłam ubrana w zwiewną, letnią sukienkę. Oczywiście buty na koturnie, kapelusz na głowę i torebka.Weszłam do środka. Na początku myślałam, że Jamesa jeszcze nie ma. Ale po chwili odwrócił się do mnie atrakcyjny chłopak. Wcale nie ubrany już w sweterek i w te obciachowe skarpetki. Pomachał mi na powitanie. Taa.. To musiał być on. Podeszłam i usiadłam na przeciwko.
- Cześć Scarlett. - przywitał się.
- Cześć James... Nie poznałam Cię.
- Wiesz, na co dzień nie noszę tych obciachowych ubrań które szykuje mi mama.
- Co? Mama szykuje Ci ubrania? - zaśmiałam się.
- Noo... - on też nie szczędził uśmiechu. Szczerze to on był mega przystojny, jednak dla mnie nie był Justinem. To oczywiste jest. - Tak więc Scarlett... Nie chcę żebyś sobie pomyślała, że jestem jakiś opętany i chcę, żebyś była moją dziewczyną bo tak nie jest. Mam śliczną dziewczynę, której nic nie brakuje. Kocham ją ponad wszystko i nie chcę tej szansy zmarnować przez moją matkę. Nic do Ciebie nie mam, ale nawet jeśli Ty masz coś do mnie, chciałbym, abysmy zostali przyjaciółmi.
- Czekaj... Czyli to Twoja matka na siłę....?
Skinął tylko głową.
- Moja matka ma to samo. chyba się zmówiły. Ja też mam chłopaka i nie chcę być z kimś innym. Przepraszam Cię, że oceniłam Cię po wyglądzie, ale teraz wydajesz mi się wrażliwy, wierny i opiekuńczy. - spojrzałam na zegarek.-A tak właściwie to poznasz mojego chłopaka za równą minutę.
W tej chwili drzwi do lokalu otworzyły się i wszedł przez nie Justin. Od razu do nas podszedł.
- Cześć mała. - powiedział i mnie pocałował w usta. Z niechęcia oderwałam się od niego.
- Just, już nie musisz. Wszystko wyjaśnione. Poznajcie się. James- Justin. Justin- James.
- Cześć stary - powiedział Juju. - Ale jak to wyjaśnione?
- To nasze matki uknuły spisek a tak na prawdę to ja mam dziewczynę, a Scarlett ma chłopaka i chyba zostaniemy przyjaciółmi.
Justin popatrzył się na nas zszokowany. Po chwili powiedział.
- Stary! To chodź na oranżadę! Piwa nie proponuję, bo prowadzę!
wszyscy jak na rozkaz wyszlismy z eleganckiej restauracji i poszliśmy do nadzwyczajnej budki. Wypilismy oranżady i zaczęliśmy się sprzymieżać z dotychczasowym wrogiem.
<miesiąc później - rozprawa sądowa>
Obudziłam się wczesnym rankiem. To był ten dzień. Wstałam z łóżka, poszłam się odświeżyć i zjadłam śniadanie. Po śniadaniu ubrałam się w moją ulubioną czarną sukienkę. Założyłam też do tego malinowy żakiet i malinowe buty na obcasie. Zeszłam na dół.
- Dzisiaj rozprawa. - powiedziała mama. - Wiesz, że będzie James?
- I co w związku z tym? Wiesz, że będzie Justin?
W mamie aż się zagotowało. Zaczęła na mnie wrzeszczeć kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam go i przyłożyłam do ucha.
- Scarl, jestem z twoim tatą i Kennym przed Twoim domem. Czekamy. - to Justin. Rozłączyłam się i włożyłam mojego iPhona to torebki.
- Yyy... taa. To ja lece. Do zobaczenia. - Bez zważania na krzyki mamy wyszłam z domu, trzaskając drzwiami i ruszyłam do samochodu. Usiadłam z tyłu koło Justina.
- Cześć wszystkim - powiedziałam i dałam buziaka Juju.
- Hej Scarl. - odpowiedzieli.
- Scarlett, jak samopoczucie? - spytał tata.
- Jakoś się trzymam. Wierzę, że będzie dobrze, bo mam was.
Cały ten czas siedzielismy w ciszy. Nie wiem czy po prostu mi nie uwierzyli czy inaczej. Kiedy dojechaliśmy do sądu zostało 30 minut do rozpoczęcia rozprawy. Poszliśmy więc pod salę w której miała się toczyć rozprawa. Siedział już tam James. Przywitaliśmy się z nim i w celu złagodnienia napięcia zaczęlismy rozmawiać o byle czym. Pięć minut przed rozprawą pojawiła się mama. Spojrzała tylko na tatę, a tata na nią, lecz żadne z nich nic nie powiedziało. Nagle wyszła pewna pani na korytarz i wezwała nas na salę. Złapałam Justina mocno za rękę i weszliśmy na salę.
Po dwóch godzinach rozprawa zakończyła się. Wyszłam z sali uśmiechnięta od ucha do ucha! Tak! wygralismy!
- Tato tak się cieszę! - krzyknęłam i rzuciłam się tacie na szyję.
- Ja też się cieszę! Było trudno, ale dzięki Jamesowi wygraliśmy!
W tej chwili z sali wyszedł James.
- James? Skąd ty wiedziałes takie brutalne szczegóły o mojej mamie?
- Scarl, może nie wiedziałas, ale twoja mama często u nas bywała. Wiele razy opowiadała to mojej, ale obie myślały, że ja tego nie słyszę. Dzisiaj się obie przekonały. - odparł.
- Dziękuję ci. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- No dobra a teraz jedziemy wszyscy na lody! - powiedział Justin łapiąc mnie za rękę i w tym samym momencie odciągając od Jamesa. Wszyscy wyszliśmy na świeże powietrze.
- Justin, ty zazdrośniku... - powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Ja?
-No przecież wiem, że zrobiłes to specjalnie.
- No ale co? - na jego twarzy tez pojawił się delikatny uśmiech. W odpowiedzi tylko pocałowałam go mocno w usta, a on od razu odwzajemnił pocałunek.
- Hej wy! Wsiadacie do samochodu, czy mamy jechać na lody bez was?
- No ale to przecież Justim miał kupować, bez niego nie pojedziecie! - odpowiedziałam.
- I właśnie o to chodzi. - powiedział Kenny i wepchnął nas do samochodu. Wszyscy udalismy się do ulubionej kawiarenki mojego taty i tam spędziliśmy cały wieczór.
<tydzień później>
Leżałam sobie na moim łóżku w moim nowym pokoju. Tata kupił dom, niedaleko Justina także byliśmy praktycznie cały czas w kontakcie. Czytałam sobie moją jedną z ulubionych książek. Wtem usłyszałam ciche walenie do szyby. wyszłam szybko na balkon i spojrzałam w dół. Stał tam Justin z koszykiem piknikowym.
- Witam panno Smith. Przybywam w pokojowych zamiarach. - powiedział.
- Zapraszam pana Biebera do siebie. - odpowiedziałam i odebrałam od niego koszyk, po czym sam szybko wspiął się do mojego pokoju. Przywitał mnie buziakiem, słodkim i soczystym.
- Przyniosłem dla pani ulubione nasze przysmaki. Pizza, pomarańcze, truskawki, soczek brzoskwiniowy, lody waniliowe a na deser dwa bilety do Australii. Jedziemy pozwiedzać kangury.
- Haha Justin ty jak zwykle masz dobry humor!
- Scarlett, ale ja mówię poważnie. Jest już po rozprawie, mieszkamy kolo siebie, połowa trasy koncertowej za mną... czas chyba odpocząć. Za tydzień mamy lot. A bilety są tu. - powiedział i podał mi niebieską kopertę. Otworzyłam i nie mogłam uwierzyć moim oczom.
-Matko Justin! Ty mówiłeś naprawdę!
- Jak najbardziej kochanie. - powiedział i zaczął mnie całować po szyi.
- Justin... Ale tata...
- Nie przejmuj się. nie zauważyłaś, że ostatnio strasznie często widujemy go z moją mamą? Dadzą sobie radę...
- No tak... W sumie fakt. No to za tydzień mamy podróż swojego życia! coś jak podróż poslubna - powiedziałam i zaśmiałam się.
- Poślubna może nie, ale po narzeczeńska czemu nie.
- Justin, co masz na myśli?
- To. - powiedział uklęknął przede mną i wyjął granatowe pudełeczko. - Scarlett... wyjdziesz za mnie?
Byłam w szoku. Zaczęłam płakać.
- Tak Justin! Tak! - powiedziałam i padliśmy sobie w ramiona.
_____________________
THE END!
Przepraszam, że aż tak długo nie pisałam, ale szczerze mówiąc mam strasznie dużo nauki. Po za tym, ten rozdział jest ostatni, więc straaaasznie trudny! No i już myślę nad nowym opowiadaniem także tego ;p
Przepraszam jeszcze raz i mam nadzieję, że będziecie chcieli czytać kolejne :)
Do zobaczenia!
@izka__
- Dziękuję Justin. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy... -staliśmy już na drugi dzień w holu. Za 5 minut tata miał iść do pracy. Byłam z niego dumna. Wiedziałam, że teraz to już na pewno zostanę z nim...
- Nie ma sprawy. Wie Pan, że dla mnie Pana córka jest najważniejsza... Chcę być blisko niej. A tylko w taki sposób mogę to jej zapewnić. Oczywiście robię to też dla Pana.
- Dziękuję Justin. Jeszcze raz dziękuję.
W tej chwili wszedł na hol Scooter.
- Witam Was. Cześć Justin.
- Dzień dobry.
- Um... Pan Rayan Smith? - zwrócił się do taty.
- Tak to ja.
- Zapraszam do środka. Powiem Panu co ma Pan robić.
- Powodzenia - szepnęłam i uśmiechnęłam się do taty.
- No... to... mamy troszkę czasu dla siebie -powiedział wolno justin poodchodząc do mnie coraz bliżej.
- No mamy, mamy.... - powiedziałam i dalam mu lekkiego całusa w usta. - To co? idziemy na gofry?
- O niczym nie marzyłem tak dawno jak o gofrach! Mniam! - wybuchneliśmy śmiechem. Wziął mnie za rękę i ruszylismy do drzwi wyjsciowych.
Po srodze rozmawialiśmy co zrobić z Jamesem. Jutro mamy spotkanie. NIe będą to bujki, ani nic takiego. Po prostu w prosty sposób pokażemy, że nie jestem do wzięcia. A swoją drogą gofry były pyszne!
<następnego dnia, spotkanie z Jamesem>
Justin podwiózł mnie do restauracji, w której miałam się spotkać z Jamesem.
- Gotowy? Za 10 minut wchodzisz. Trzymaj się słodki. - powiedziałam i włożyłam moje okulary przeciwsłoneczne. Żwawym krokiem podązyłam do lokalu. Byłam ubrana w zwiewną, letnią sukienkę. Oczywiście buty na koturnie, kapelusz na głowę i torebka.Weszłam do środka. Na początku myślałam, że Jamesa jeszcze nie ma. Ale po chwili odwrócił się do mnie atrakcyjny chłopak. Wcale nie ubrany już w sweterek i w te obciachowe skarpetki. Pomachał mi na powitanie. Taa.. To musiał być on. Podeszłam i usiadłam na przeciwko.
- Cześć Scarlett. - przywitał się.
- Cześć James... Nie poznałam Cię.
- Wiesz, na co dzień nie noszę tych obciachowych ubrań które szykuje mi mama.
- Co? Mama szykuje Ci ubrania? - zaśmiałam się.
- Noo... - on też nie szczędził uśmiechu. Szczerze to on był mega przystojny, jednak dla mnie nie był Justinem. To oczywiste jest. - Tak więc Scarlett... Nie chcę żebyś sobie pomyślała, że jestem jakiś opętany i chcę, żebyś była moją dziewczyną bo tak nie jest. Mam śliczną dziewczynę, której nic nie brakuje. Kocham ją ponad wszystko i nie chcę tej szansy zmarnować przez moją matkę. Nic do Ciebie nie mam, ale nawet jeśli Ty masz coś do mnie, chciałbym, abysmy zostali przyjaciółmi.
- Czekaj... Czyli to Twoja matka na siłę....?
Skinął tylko głową.
- Moja matka ma to samo. chyba się zmówiły. Ja też mam chłopaka i nie chcę być z kimś innym. Przepraszam Cię, że oceniłam Cię po wyglądzie, ale teraz wydajesz mi się wrażliwy, wierny i opiekuńczy. - spojrzałam na zegarek.-A tak właściwie to poznasz mojego chłopaka za równą minutę.
W tej chwili drzwi do lokalu otworzyły się i wszedł przez nie Justin. Od razu do nas podszedł.
- Cześć mała. - powiedział i mnie pocałował w usta. Z niechęcia oderwałam się od niego.
- Just, już nie musisz. Wszystko wyjaśnione. Poznajcie się. James- Justin. Justin- James.
- Cześć stary - powiedział Juju. - Ale jak to wyjaśnione?
- To nasze matki uknuły spisek a tak na prawdę to ja mam dziewczynę, a Scarlett ma chłopaka i chyba zostaniemy przyjaciółmi.
Justin popatrzył się na nas zszokowany. Po chwili powiedział.
- Stary! To chodź na oranżadę! Piwa nie proponuję, bo prowadzę!
wszyscy jak na rozkaz wyszlismy z eleganckiej restauracji i poszliśmy do nadzwyczajnej budki. Wypilismy oranżady i zaczęliśmy się sprzymieżać z dotychczasowym wrogiem.
<miesiąc później - rozprawa sądowa>
Obudziłam się wczesnym rankiem. To był ten dzień. Wstałam z łóżka, poszłam się odświeżyć i zjadłam śniadanie. Po śniadaniu ubrałam się w moją ulubioną czarną sukienkę. Założyłam też do tego malinowy żakiet i malinowe buty na obcasie. Zeszłam na dół.
- Dzisiaj rozprawa. - powiedziała mama. - Wiesz, że będzie James?
- I co w związku z tym? Wiesz, że będzie Justin?
W mamie aż się zagotowało. Zaczęła na mnie wrzeszczeć kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam go i przyłożyłam do ucha.
- Scarl, jestem z twoim tatą i Kennym przed Twoim domem. Czekamy. - to Justin. Rozłączyłam się i włożyłam mojego iPhona to torebki.
- Yyy... taa. To ja lece. Do zobaczenia. - Bez zważania na krzyki mamy wyszłam z domu, trzaskając drzwiami i ruszyłam do samochodu. Usiadłam z tyłu koło Justina.
- Cześć wszystkim - powiedziałam i dałam buziaka Juju.
- Hej Scarl. - odpowiedzieli.
- Scarlett, jak samopoczucie? - spytał tata.
- Jakoś się trzymam. Wierzę, że będzie dobrze, bo mam was.
Cały ten czas siedzielismy w ciszy. Nie wiem czy po prostu mi nie uwierzyli czy inaczej. Kiedy dojechaliśmy do sądu zostało 30 minut do rozpoczęcia rozprawy. Poszliśmy więc pod salę w której miała się toczyć rozprawa. Siedział już tam James. Przywitaliśmy się z nim i w celu złagodnienia napięcia zaczęlismy rozmawiać o byle czym. Pięć minut przed rozprawą pojawiła się mama. Spojrzała tylko na tatę, a tata na nią, lecz żadne z nich nic nie powiedziało. Nagle wyszła pewna pani na korytarz i wezwała nas na salę. Złapałam Justina mocno za rękę i weszliśmy na salę.
Po dwóch godzinach rozprawa zakończyła się. Wyszłam z sali uśmiechnięta od ucha do ucha! Tak! wygralismy!
- Tato tak się cieszę! - krzyknęłam i rzuciłam się tacie na szyję.
- Ja też się cieszę! Było trudno, ale dzięki Jamesowi wygraliśmy!
W tej chwili z sali wyszedł James.
- James? Skąd ty wiedziałes takie brutalne szczegóły o mojej mamie?
- Scarl, może nie wiedziałas, ale twoja mama często u nas bywała. Wiele razy opowiadała to mojej, ale obie myślały, że ja tego nie słyszę. Dzisiaj się obie przekonały. - odparł.
- Dziękuję ci. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- No dobra a teraz jedziemy wszyscy na lody! - powiedział Justin łapiąc mnie za rękę i w tym samym momencie odciągając od Jamesa. Wszyscy wyszliśmy na świeże powietrze.
- Justin, ty zazdrośniku... - powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Ja?
-No przecież wiem, że zrobiłes to specjalnie.
- No ale co? - na jego twarzy tez pojawił się delikatny uśmiech. W odpowiedzi tylko pocałowałam go mocno w usta, a on od razu odwzajemnił pocałunek.
- Hej wy! Wsiadacie do samochodu, czy mamy jechać na lody bez was?
- No ale to przecież Justim miał kupować, bez niego nie pojedziecie! - odpowiedziałam.
- I właśnie o to chodzi. - powiedział Kenny i wepchnął nas do samochodu. Wszyscy udalismy się do ulubionej kawiarenki mojego taty i tam spędziliśmy cały wieczór.
<tydzień później>
Leżałam sobie na moim łóżku w moim nowym pokoju. Tata kupił dom, niedaleko Justina także byliśmy praktycznie cały czas w kontakcie. Czytałam sobie moją jedną z ulubionych książek. Wtem usłyszałam ciche walenie do szyby. wyszłam szybko na balkon i spojrzałam w dół. Stał tam Justin z koszykiem piknikowym.
- Witam panno Smith. Przybywam w pokojowych zamiarach. - powiedział.
- Zapraszam pana Biebera do siebie. - odpowiedziałam i odebrałam od niego koszyk, po czym sam szybko wspiął się do mojego pokoju. Przywitał mnie buziakiem, słodkim i soczystym.
- Przyniosłem dla pani ulubione nasze przysmaki. Pizza, pomarańcze, truskawki, soczek brzoskwiniowy, lody waniliowe a na deser dwa bilety do Australii. Jedziemy pozwiedzać kangury.
- Haha Justin ty jak zwykle masz dobry humor!
- Scarlett, ale ja mówię poważnie. Jest już po rozprawie, mieszkamy kolo siebie, połowa trasy koncertowej za mną... czas chyba odpocząć. Za tydzień mamy lot. A bilety są tu. - powiedział i podał mi niebieską kopertę. Otworzyłam i nie mogłam uwierzyć moim oczom.
-Matko Justin! Ty mówiłeś naprawdę!
- Jak najbardziej kochanie. - powiedział i zaczął mnie całować po szyi.
- Justin... Ale tata...
- Nie przejmuj się. nie zauważyłaś, że ostatnio strasznie często widujemy go z moją mamą? Dadzą sobie radę...
- No tak... W sumie fakt. No to za tydzień mamy podróż swojego życia! coś jak podróż poslubna - powiedziałam i zaśmiałam się.
- Poślubna może nie, ale po narzeczeńska czemu nie.
- Justin, co masz na myśli?
- To. - powiedział uklęknął przede mną i wyjął granatowe pudełeczko. - Scarlett... wyjdziesz za mnie?
Byłam w szoku. Zaczęłam płakać.
- Tak Justin! Tak! - powiedziałam i padliśmy sobie w ramiona.
_____________________
THE END!
Przepraszam, że aż tak długo nie pisałam, ale szczerze mówiąc mam strasznie dużo nauki. Po za tym, ten rozdział jest ostatni, więc straaaasznie trudny! No i już myślę nad nowym opowiadaniem także tego ;p
Przepraszam jeszcze raz i mam nadzieję, że będziecie chcieli czytać kolejne :)
Do zobaczenia!
@izka__
niedziela, 30 grudnia 2012
Liebster Award
Właśnie zostałam nominowana do Liebster Award! Wooo ho! :) Bardzo, ale to bardzo się cieszę i z całego serducha dziękuję Wiktorii, z tego bloga ! ♥
A oto pytania na które muszę odpowiedzieć :
1.Jak masz na imię?
Mam na imię Wiktoria.
2.Ile masz lat?
Mam 14 lat.
3.Ulubiony kolor?
Obecnie mam dużo ulubionych kolorów, jednak myślę, że z pośród nich najbardziej wielbię niebieski, zielony i fioletowy!
4. Należysz do jakiegoś fandomu?
Należę do Beliebers, Directioners, Swifties oraz jestem Potterhead.
5.Co dostałaś pod choinkę?
Uhuhu :) Dostałam tradycyjnie czekoladowego Mikołaja ;) A oprócz tego zegarek ścienny, zapachowe mydełko, zegarek na rękę, 2 książki, perfumy, ręcznie robionego aniołka i 'Igrzyska Śmierci' na DVD ;)
6.Do której klasy chodzisz?
Chodzę do 2 gimnazjum.
7.Ile masz wzrostu?
Około 168.
8.Masz rodzeństwo?
Niestety nie :(
9.Ulubiona piosenka?
Hmm.. Z tym będzie problem, ponieważ mam dużo ulubionych piosenek. Myślę, że do tych co mi sprawiają radość należą na pewno:
- Little Mix: 'DNA' ; 'Wings'
- Justin Bieber: 'As long as you love me'
- Taylor Swift: 'I knew you were trouble'
- One Direction: 'Kiss you'
- The Veronicas: 'Untouched'
- David Guetta i Usher: 'Witout you'
- Nicki Minaj: 'Starships'
- Miranda Cosgrove: 'About you now'
- McFly: 'Love is easy'
- Mrozu: '1000 metrów nad ziemia'
- The Wanted: 'I found you'
- J. Lo 'Dance again'
- Flo Rida 'Whistle'
- Natasha Bedingfield 'Pocketful of sunshine'
- Britney Spears: 'I wanna go'
- Kesha: 'Blow' i 'Die young'
- Jay-Z i Alicia Keys "New York' (tak, wiem to nie jest oryginalny tytuł)
Tak więc dużo tego i jest ich o wiele wiele więcej ;)
10.Jaki masz kolor włosów ?
Myślę, że jest to brązowy ;)
11.Ulubiony zespół?
One Direction, Little Mix, The Veronicas..
Teraz blogi, które ja nominuję do tego wyróżnienia:
1. http://back-into-my-arms.blogspot.com/
2. http://born-to-be-some-body.blog.onet.pl/
3. http://thinkin-about-you-justin.blog.onet.pl/
4. http://jestemalice.blogspot.com/
5. http://never-let-you-goo1.blogspot.com/
6. http://polishselenators.blogspot.com/
7. http://spixworth.blogspot.com/
8. http://bucherwelt.blogspot.com/
9. http://mary-katefashion.blogspot.com/
10. http://maryannfashionn.blogspot.com/
11. http://lonelyladyrauhl2.blogspot.com/
Posiadacze tych blogów wymienionych wyżej mają odpowiedzieć na pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Jaki jest Twój ulubiony film?
4. Od jak dawna blogujesz?
5. Jaki masz model telefonu?
6. Kto jest twoim idolem/idolką?
7. Należysz do jakiegoś fandomu?
8. Co według Ciebie jest najważniejszą rzeczą potrzebną do spełnienia siebie jako dobrego człowieka?
9. Masz ulubioną książkę?
10. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
11. Czym się kierujesz w życiu?
To chyba na tyle :) Kolejny rozdział pojawi się wkrótce!
xoxo ♥
A oto pytania na które muszę odpowiedzieć :
1.Jak masz na imię?
Mam na imię Wiktoria.
2.Ile masz lat?
Mam 14 lat.
3.Ulubiony kolor?
Obecnie mam dużo ulubionych kolorów, jednak myślę, że z pośród nich najbardziej wielbię niebieski, zielony i fioletowy!
4. Należysz do jakiegoś fandomu?
Należę do Beliebers, Directioners, Swifties oraz jestem Potterhead.
5.Co dostałaś pod choinkę?
Uhuhu :) Dostałam tradycyjnie czekoladowego Mikołaja ;) A oprócz tego zegarek ścienny, zapachowe mydełko, zegarek na rękę, 2 książki, perfumy, ręcznie robionego aniołka i 'Igrzyska Śmierci' na DVD ;)
6.Do której klasy chodzisz?
Chodzę do 2 gimnazjum.
7.Ile masz wzrostu?
Około 168.
8.Masz rodzeństwo?
Niestety nie :(
9.Ulubiona piosenka?
Hmm.. Z tym będzie problem, ponieważ mam dużo ulubionych piosenek. Myślę, że do tych co mi sprawiają radość należą na pewno:
- Little Mix: 'DNA' ; 'Wings'
- Justin Bieber: 'As long as you love me'
- Taylor Swift: 'I knew you were trouble'
- One Direction: 'Kiss you'
- The Veronicas: 'Untouched'
- David Guetta i Usher: 'Witout you'
- Nicki Minaj: 'Starships'
- Miranda Cosgrove: 'About you now'
- McFly: 'Love is easy'
- Mrozu: '1000 metrów nad ziemia'
- The Wanted: 'I found you'
- J. Lo 'Dance again'
- Flo Rida 'Whistle'
- Natasha Bedingfield 'Pocketful of sunshine'
- Britney Spears: 'I wanna go'
- Kesha: 'Blow' i 'Die young'
- Jay-Z i Alicia Keys "New York' (tak, wiem to nie jest oryginalny tytuł)
Tak więc dużo tego i jest ich o wiele wiele więcej ;)
10.Jaki masz kolor włosów ?
Myślę, że jest to brązowy ;)
11.Ulubiony zespół?
One Direction, Little Mix, The Veronicas..
Teraz blogi, które ja nominuję do tego wyróżnienia:
1. http://back-into-my-arms.blogspot.com/
2. http://born-to-be-some-body.blog.onet.pl/
3. http://thinkin-about-you-justin.blog.onet.pl/
4. http://jestemalice.blogspot.com/
5. http://never-let-you-goo1.blogspot.com/
6. http://polishselenators.blogspot.com/
7. http://spixworth.blogspot.com/
8. http://bucherwelt.blogspot.com/
9. http://mary-katefashion.blogspot.com/
10. http://maryannfashionn.blogspot.com/
11. http://lonelyladyrauhl2.blogspot.com/
Posiadacze tych blogów wymienionych wyżej mają odpowiedzieć na pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Jaki jest Twój ulubiony film?
4. Od jak dawna blogujesz?
5. Jaki masz model telefonu?
6. Kto jest twoim idolem/idolką?
7. Należysz do jakiegoś fandomu?
8. Co według Ciebie jest najważniejszą rzeczą potrzebną do spełnienia siebie jako dobrego człowieka?
9. Masz ulubioną książkę?
10. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
11. Czym się kierujesz w życiu?
To chyba na tyle :) Kolejny rozdział pojawi się wkrótce!
xoxo ♥
sobota, 3 listopada 2012
Rozdział 15
Wstałam wyspana i wypoczęta. Spojrzałam na zegarek. 7.30. wstałam wykonałam poranną toaletę, ubrałam się i zeszłam na dół. Nikogo nie było w domu. Dobrze się składa nie zamierzałam z nikim gadać. Ani z mamą, ani z Lucasem. Zjadłam śniadanie i miałam iść na górę jak zadzwonił mi telefon.
- Halo?
- Cześć Scarlett
- Tata!
- No część... Jak tam kochanie? Jak się trzymasz z mamą?
- Jakoś... Dzisiaj idę na cały dzień do parku.. Nie zamierzam siedzieć w domu.
- Scarl, dobrze, że się nie załamałaś. Idź, rozerwiesz się.
- Tato?
- Tak słońce?
- A może przyszedłbyś do mnie? Dzisiaj koło 9? Zjemy razem śniadanie...
- Dobry pomysł. Zresztą i tak nie mam nic do roboty.
- Ale w sensie...?
- Powiem ci na miejscu. Do zobaczenia za godzinę!
I się rozłączył. Nie rozumiałam tego zdania... Może dlatego, że nie spałam za dobrze, a może dlatego, że większości nie kumam, ale wydaje mi się, że to coś niedobrego... Poszłam na górę wzięłam torebkę i zapakowałam w nia najważniejsze rzeczy. Telefon, klucze, portfel, koc, książkę, słuchawki, gazetę i okulary przeciwsłoneczne. No i oczywiście sweterek, w razie czego, chociaż zapowiadała się ładna pogoda. Wyszłam z domu i powlekłam się chodnikiem do parku. Pod moim ulubionym drzewkiem rozłożyłam koc, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać.
*Oczami Justina*
Punktualnie o 8.00 byłem w parku. Usiadłem na jednej z ławek i założyłem okulary przeciwsłoneczne, aby mnie nikt nie rozpoznał. Wiedziałem, że Scarlett lubi tu przychodzić i wiedziałem, że ma ulubione drzewko, ale nie wiedziałem które. Czekałem. Obserwowałem każdego, kto przechadzał się w parku. Nagle ujrzałem ją. moje serce zaczęło bić 1000 razy szybciej. Ale czy to na pewno ona? Nie byłem pewny. Zacząłem obserwować tą dziewczynę. Wyjęła koc, usiadła... Wyjęła książkę... 'Zabić drozda'. Chwila... To ona! ciągle mi mówiła, że kocha tą książkę. Wstałem z ławki i wolnym krokiem ruszyłem w jej stronę. Stanąłem przy kocu. Nie poruszyła się. Chrząknąłem.
- Przepraszam, nie wie Pani gdzie jest najbliższa lodziarnia? Chciałem kupić mojej dziewczynie ulubione waniliowe lody...
*Oczami Scarlett*
Matko jedyna... Co mnie obchodzi, że jakiś tam chłopak chce kupić lody swojej dziewczynie... Waniliowe do tego. Stanęły mi łzy w oczach. Przypomniał mi się Justin. I nagle jakbym usłyszała jego głos, taki oryginalny... Otrząsnęłam się i odwróciłam głowę. W tym czasie tajemniczy chłopak zdjął swoje okulary.
- Juuuuuuuuuuuuuustiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiin!!!!!!!!!!!!
Nie wierzyłam własnym oczom! Mój Justin! Rzuciłam mu się na szyję. Z wrażenia zapomniałam, że nie jestem tu sama, ale nie przejmowałam się tym. Tuliłam go do siebie jak długo się dało a on odwzajemniał moje uczucie.
- Mała jak ja cię dawno nie widziałem!
- Justin ale co ty tutaj robisz?
- Mówiłem ci, że Paryż to już zakończony rozdział. Wróciłem do USA i chciałem się z tobą spotkać.
Mam dla ciebie prezent. - wyjął z kieszeni pudełeczko, bardzo ładnie zapakowane. Otworzyłam i zaparło mi dech w piersiach. Była tam piękna srebrna bransoletka. Wziął ją i od razu zapiął mi ją na dłoni.
- Just jest piękna, ale ja dla ciebie nie mam żadnego prezentu.
- Wiem, że nie masz. Nie chcę. Zresztą nie miałaś pojęcia, że przyjadę. - przestał mówić i mocno mnie pocałował. Nie mogłam się mu oprzeć. Jego ciepłe, malinowe usta... Wreszcie sobie coś uświadomiłam. Oderwałam się od Justina i spojrzałam na zegarek. 8.50. Spojrzał się na mnie pytająco.
-Justin chciałbyś poznać mojego tatę? - powiedziałam i wyrwałam się z jego objęć aby popatrzeć się na jego zaskoczony wyraz twarzy.
- Scarlett! - usłyszałam zza pleców.
- Już nie masz wyjścia - powiedziałam cicho i pięknie się uśmiechnęłam do Justina. Ten tylko odwzajemnił mój uśmiech.
-Tata!
-Dzień dobry panu.
-Ym.. tato to jest mój bliski kolega...
-Czyli chłopak? - Przerwał mi w pół zdania.
-Tak. Tak tato, to jest mój chłopak.
-Witaj chłopcze. Rayan Smith. A ty to pewnie Justin. Justin Bieber o ile się nie mylę. Moja córka ciebie wychwala chłopcze..
-Tato.... - powiedziałam z zaciśniętymi zębami i dałam tacie sójkę w bok.
-Tak to ja... Ale, że Scarlett mnie tak wychwala to nie wiedziałem - uśmiechnął się spoglądając na mnie i objął mnie ramieniem.
-Dzieciaki jesteście głodni? Niedaleko znam dobrą knajpkę, w której serwują pyszne śniadania. Na mój koszt.
- No dobrze. - powiedziałam. Szybko spakowaliśmy to co wzięłam i ruszyliśmy w drogę. Uwielbiałam takie spacery, na których można było wypocząć i zrelaksować się przy akompaniamencie ptaków i szumu wiatru. Wreszcie doszliśmy do knajpy. Nazywała się 'Everyday good food'. Dobry tytuł. Zajęliśmy stolik na dworze. Przyszedł kelner, zamówiliśmy to co mieliśmy zamówić i zaczęliśmy rozmawiać.
-Tato opowiadaj co u ciebie.
-U mnie dobrze. Ale widzę, że u was bardzo dobrze - powiedział i posłał nam szeroki uśmiech.
*Oczami taty Scarlett*
-Jasne, że dobrze. Justin koncertuje i właśnie wrócił z Paryża. Kupił mi przepiękny prezent... - mój tok myślenia urwał się w połowie wypowiedzi córki. Cieszyłem się z jej szczęścia. Ale za
razem byłem smutny, że to szczęście ma tak krótko trwać. Nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Wiem, że prawda i tak wyjdzie nie długo na jaw, chociaż to jeszcze nie jest przesądzone. Nie chcę jej psuć tego szczęścia, które przeżywa z tym chłopakiem. To dobry dzieciak idealny dla mojej córki. Jeśli go kocha ja nie widzę w tym związku przeciwności. Wiem jednak że mojej żonie się to nie spodoba.
-Panie Smith?
-Yyyy... Tak Justin? Przepraszam was...
-Tato źle się czujesz?
- Nie, nie ja tylko... Mam wam coś do powiedzenia... Chodzi o to, że...
-O właśnie przyszły moje naleśniki! - powiedziała Scarlett. Odebraliśmy swój posiłek i wróciliśmy do rozmowy.
- No więc chodzi o to, że straciłem pracę. Obawiam się, że przy rozprawie będzie to na korzyść matki. Wiem, że ty Scarl nie chcesz z nią zostać, a Justin by się jej nie spodobał, nie ze względu na to kim jest ale ze względu na wygląd. Jak patrzę na was, nie wyobrażam sobie, gdy nie jesteście razem.
*Oczami Scarlett*
Byłam w szoku.
- ... nie jesteście razem.
- Ja też mam wam coś do powiedzenia. - powiedziałam te słowa z ogromną gulą w gardle. - mamie Just na pewno by się nie spodobał... - opowiedziałam im całą historię z James'em.
- Kochanie dlaczego mi nie powiedziałaś o tym wcześniej? - odezwał się Justin.
- Przepraszam, to zdarzyło się dopiero wczoraj ja o tym zapomniałam...
-Dobra. Nie ważne. Trzeba coś z tym zrobić- powiedział. - Panie Smith niech się pan nie martwi. Porozmawiam z moim menagerem. Myślę, że znalazłaby się dla pana praca. Mam też dobrego adwokata po całej sprawie kiedy chcieli mnie wrobić w dziecko. Na mój koszt.
- Ale Justin tak nie można... - odezwał się Rayan.
- Proszę pana, Scarlett jest dla mnie również ważna jak dla pana. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Niech pan mi pozwoli coś dla niej zrobić.
-Dziękuję Justin. Kiedy już zarobię oddam ci wszystko.
- Niech będzie, że odda mi pan połowę tej sumy. Tak więc dzisiaj zadzwonię do nich, a potem wszystko panu przekażę. Chwileczkę... - powiedział i spojrzał na zegarek, a potem wyjął swój telefon. - Jest już po 9 Scooter już zaczął pracę zadzwonię do niego teraz. - wykręcił numer i przyłożył telefon do ucha.
-Scooter?
- Cześć Justin.
- Mam pewną propozycję. Szukałeś niedawno asystenta czyż nie?
- Tak... Masz coś na myśli?
-Chyba znalazłem kogoś odpowiedniego - powiedział Justin i posłał nam szczery uśmiech.
_______________________________________________________
Witam kochani po długiej przerwie!
Od razu należą się Wam przeprosiny! PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM. Wiem, że nie byłam tu aż od sierpnia, ale jak przyjechałam z Poznania to miałam na głowie tylko szkołę. Dużo osób do mnie pisało z pytaniem czy skończyłam pisać, czy wrócę... Było to miłe i za to Wam dziękuję :) Dziękuję tez za te 25 (!) komentarzy :)
Na powitanie krótki, ale chyba tematyczny rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i że będziecie tu nadal wpadać :)
Miłego czytania, Scarlett :D
- Halo?
- Cześć Scarlett
- Tata!
- No część... Jak tam kochanie? Jak się trzymasz z mamą?
- Jakoś... Dzisiaj idę na cały dzień do parku.. Nie zamierzam siedzieć w domu.
- Scarl, dobrze, że się nie załamałaś. Idź, rozerwiesz się.
- Tato?
- Tak słońce?
- A może przyszedłbyś do mnie? Dzisiaj koło 9? Zjemy razem śniadanie...
- Dobry pomysł. Zresztą i tak nie mam nic do roboty.
- Ale w sensie...?
- Powiem ci na miejscu. Do zobaczenia za godzinę!
I się rozłączył. Nie rozumiałam tego zdania... Może dlatego, że nie spałam za dobrze, a może dlatego, że większości nie kumam, ale wydaje mi się, że to coś niedobrego... Poszłam na górę wzięłam torebkę i zapakowałam w nia najważniejsze rzeczy. Telefon, klucze, portfel, koc, książkę, słuchawki, gazetę i okulary przeciwsłoneczne. No i oczywiście sweterek, w razie czego, chociaż zapowiadała się ładna pogoda. Wyszłam z domu i powlekłam się chodnikiem do parku. Pod moim ulubionym drzewkiem rozłożyłam koc, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać.
*Oczami Justina*
Punktualnie o 8.00 byłem w parku. Usiadłem na jednej z ławek i założyłem okulary przeciwsłoneczne, aby mnie nikt nie rozpoznał. Wiedziałem, że Scarlett lubi tu przychodzić i wiedziałem, że ma ulubione drzewko, ale nie wiedziałem które. Czekałem. Obserwowałem każdego, kto przechadzał się w parku. Nagle ujrzałem ją. moje serce zaczęło bić 1000 razy szybciej. Ale czy to na pewno ona? Nie byłem pewny. Zacząłem obserwować tą dziewczynę. Wyjęła koc, usiadła... Wyjęła książkę... 'Zabić drozda'. Chwila... To ona! ciągle mi mówiła, że kocha tą książkę. Wstałem z ławki i wolnym krokiem ruszyłem w jej stronę. Stanąłem przy kocu. Nie poruszyła się. Chrząknąłem.
- Przepraszam, nie wie Pani gdzie jest najbliższa lodziarnia? Chciałem kupić mojej dziewczynie ulubione waniliowe lody...
*Oczami Scarlett*
Matko jedyna... Co mnie obchodzi, że jakiś tam chłopak chce kupić lody swojej dziewczynie... Waniliowe do tego. Stanęły mi łzy w oczach. Przypomniał mi się Justin. I nagle jakbym usłyszała jego głos, taki oryginalny... Otrząsnęłam się i odwróciłam głowę. W tym czasie tajemniczy chłopak zdjął swoje okulary.
- Juuuuuuuuuuuuuustiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiin!!!!!!!!!!!!
Nie wierzyłam własnym oczom! Mój Justin! Rzuciłam mu się na szyję. Z wrażenia zapomniałam, że nie jestem tu sama, ale nie przejmowałam się tym. Tuliłam go do siebie jak długo się dało a on odwzajemniał moje uczucie.
- Mała jak ja cię dawno nie widziałem!
- Justin ale co ty tutaj robisz?
- Mówiłem ci, że Paryż to już zakończony rozdział. Wróciłem do USA i chciałem się z tobą spotkać.
Mam dla ciebie prezent. - wyjął z kieszeni pudełeczko, bardzo ładnie zapakowane. Otworzyłam i zaparło mi dech w piersiach. Była tam piękna srebrna bransoletka. Wziął ją i od razu zapiął mi ją na dłoni.
- Just jest piękna, ale ja dla ciebie nie mam żadnego prezentu.
- Wiem, że nie masz. Nie chcę. Zresztą nie miałaś pojęcia, że przyjadę. - przestał mówić i mocno mnie pocałował. Nie mogłam się mu oprzeć. Jego ciepłe, malinowe usta... Wreszcie sobie coś uświadomiłam. Oderwałam się od Justina i spojrzałam na zegarek. 8.50. Spojrzał się na mnie pytająco.
-Justin chciałbyś poznać mojego tatę? - powiedziałam i wyrwałam się z jego objęć aby popatrzeć się na jego zaskoczony wyraz twarzy.
- Scarlett! - usłyszałam zza pleców.
- Już nie masz wyjścia - powiedziałam cicho i pięknie się uśmiechnęłam do Justina. Ten tylko odwzajemnił mój uśmiech.
-Tata!
-Dzień dobry panu.
-Ym.. tato to jest mój bliski kolega...
-Czyli chłopak? - Przerwał mi w pół zdania.
-Tak. Tak tato, to jest mój chłopak.
-Witaj chłopcze. Rayan Smith. A ty to pewnie Justin. Justin Bieber o ile się nie mylę. Moja córka ciebie wychwala chłopcze..
-Tato.... - powiedziałam z zaciśniętymi zębami i dałam tacie sójkę w bok.
-Tak to ja... Ale, że Scarlett mnie tak wychwala to nie wiedziałem - uśmiechnął się spoglądając na mnie i objął mnie ramieniem.
-Dzieciaki jesteście głodni? Niedaleko znam dobrą knajpkę, w której serwują pyszne śniadania. Na mój koszt.
- No dobrze. - powiedziałam. Szybko spakowaliśmy to co wzięłam i ruszyliśmy w drogę. Uwielbiałam takie spacery, na których można było wypocząć i zrelaksować się przy akompaniamencie ptaków i szumu wiatru. Wreszcie doszliśmy do knajpy. Nazywała się 'Everyday good food'. Dobry tytuł. Zajęliśmy stolik na dworze. Przyszedł kelner, zamówiliśmy to co mieliśmy zamówić i zaczęliśmy rozmawiać.
-Tato opowiadaj co u ciebie.
-U mnie dobrze. Ale widzę, że u was bardzo dobrze - powiedział i posłał nam szeroki uśmiech.
*Oczami taty Scarlett*
-Jasne, że dobrze. Justin koncertuje i właśnie wrócił z Paryża. Kupił mi przepiękny prezent... - mój tok myślenia urwał się w połowie wypowiedzi córki. Cieszyłem się z jej szczęścia. Ale za
razem byłem smutny, że to szczęście ma tak krótko trwać. Nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Wiem, że prawda i tak wyjdzie nie długo na jaw, chociaż to jeszcze nie jest przesądzone. Nie chcę jej psuć tego szczęścia, które przeżywa z tym chłopakiem. To dobry dzieciak idealny dla mojej córki. Jeśli go kocha ja nie widzę w tym związku przeciwności. Wiem jednak że mojej żonie się to nie spodoba.
-Panie Smith?
-Yyyy... Tak Justin? Przepraszam was...
-Tato źle się czujesz?
- Nie, nie ja tylko... Mam wam coś do powiedzenia... Chodzi o to, że...
-O właśnie przyszły moje naleśniki! - powiedziała Scarlett. Odebraliśmy swój posiłek i wróciliśmy do rozmowy.
- No więc chodzi o to, że straciłem pracę. Obawiam się, że przy rozprawie będzie to na korzyść matki. Wiem, że ty Scarl nie chcesz z nią zostać, a Justin by się jej nie spodobał, nie ze względu na to kim jest ale ze względu na wygląd. Jak patrzę na was, nie wyobrażam sobie, gdy nie jesteście razem.
*Oczami Scarlett*
Byłam w szoku.
- ... nie jesteście razem.
- Ja też mam wam coś do powiedzenia. - powiedziałam te słowa z ogromną gulą w gardle. - mamie Just na pewno by się nie spodobał... - opowiedziałam im całą historię z James'em.
- Kochanie dlaczego mi nie powiedziałaś o tym wcześniej? - odezwał się Justin.
- Przepraszam, to zdarzyło się dopiero wczoraj ja o tym zapomniałam...
-Dobra. Nie ważne. Trzeba coś z tym zrobić- powiedział. - Panie Smith niech się pan nie martwi. Porozmawiam z moim menagerem. Myślę, że znalazłaby się dla pana praca. Mam też dobrego adwokata po całej sprawie kiedy chcieli mnie wrobić w dziecko. Na mój koszt.
- Ale Justin tak nie można... - odezwał się Rayan.
- Proszę pana, Scarlett jest dla mnie również ważna jak dla pana. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Niech pan mi pozwoli coś dla niej zrobić.
-Dziękuję Justin. Kiedy już zarobię oddam ci wszystko.
- Niech będzie, że odda mi pan połowę tej sumy. Tak więc dzisiaj zadzwonię do nich, a potem wszystko panu przekażę. Chwileczkę... - powiedział i spojrzał na zegarek, a potem wyjął swój telefon. - Jest już po 9 Scooter już zaczął pracę zadzwonię do niego teraz. - wykręcił numer i przyłożył telefon do ucha.
-Scooter?
- Cześć Justin.
- Mam pewną propozycję. Szukałeś niedawno asystenta czyż nie?
- Tak... Masz coś na myśli?
-Chyba znalazłem kogoś odpowiedniego - powiedział Justin i posłał nam szczery uśmiech.
_______________________________________________________
Witam kochani po długiej przerwie!
Od razu należą się Wam przeprosiny! PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM. Wiem, że nie byłam tu aż od sierpnia, ale jak przyjechałam z Poznania to miałam na głowie tylko szkołę. Dużo osób do mnie pisało z pytaniem czy skończyłam pisać, czy wrócę... Było to miłe i za to Wam dziękuję :) Dziękuję tez za te 25 (!) komentarzy :)
Na powitanie krótki, ale chyba tematyczny rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i że będziecie tu nadal wpadać :)
Miłego czytania, Scarlett :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)




