Po rozmowie w tym dziwnym miejscu, zaprowadzili nas do laboratorium. Tam dosłownie wypalili na naszych rękach kod kreskowy, czego w umowie nie było... Dostaliśmy tam też unikatową, srebrną biżuterię, którą dostawał każdy agent. Jeszcze tego samego dnia wywieźli nas do Los Angeles,byśmy się zaaklimatyzowali w nowym otoczeniu. Na razie mieszkaliśmy w hotelu, lecz czekaliśmy na transfer, by w końcu przenieśli nas do nowego domu. Mieliśmy udawać rodzeństwo. Ironia prawda? Przynajmniej w tej kwestii nie muszę kłamać. To czego się dowiedzieliśmy, to to, że musimy znaleźć pendrive'a, który zawierał tajne dane, oczywiście nie powiedzieli nam jakie.
Gdy dotarliśmy do "domu", byłam po prostu zmęczona. Widać było, że agenci specjalni naprawdę się o nas troszczą. Dostaliśmy apartament z widokiem na panoramę miasta. Cały nasz dom nie był taki wielki jak ten salon. Nie poszłam do swojego pokoju, ponieważ byłam tak padnięta, że usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor na pierwszym przypadkowym kanale, a tam pojawiło się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.
-Mike, chodź szybko tutaj! - zawołałam.
-Jeju Alex, rusz dupę i ty chodź, wiem, że jesteś leniwa, ale no bez przesady.
-MIKE SZYBKO CHODŹ TUTAJ-wykrzyknęłam.
Po moim tonie głosu wywnioskował, że chyba naprawdę coś musiało się stać i przyszedł tu z prędkością wiatru.
-Alex? Co się stało?!
Nie musiałam nic więcej mówić. Spojrzał na telewizor i już wiedział o co chodzi. Na wielkim ekranie znajdowały się nasze twarze, a speakerka właśnie mówiła, że zaginęliśmy. Opisywała nasz wygląd, kiedy ostatnio nas widziano i w co byliśmy ostatnio ubrani. Następnie pojawił się John.
-John... - szepnęłam, a w oczach stanęły mi łzy.
Nie wiem co mam o tym myśleć. Wyszli z domu. Potem już ich nie zobaczyłem. Nie wiem co się z nimi dzieje, nie mam z nimi żadnego kontaktu, nie wiem nawet czy żyją.-w tej chwili nasz brat po prostu się rozpłakał-Proszę... Jeżeli ich widzieliście, zadzwońcie na policję... To są jedyne osoby, które mi zostały...
Po słowach mojego brata rozpłakałam się jak bóbr. Nie dałam rady psychicznie. Michael podszedł do mnie i mnie przytulił. Nie pamiętam co się dalej stało, ale jak otworzyłam oczy byłam u siebie w pokoju.
__________________
Nie wiedziałem co się dzieje, Zastałem pusty dom. Żadnej kartki. Nic. Czułem pustkę w sobie jakby razem z nimi odeszła cząstka mnie. Od razu zgłosiłem to na policję, kazali czekać. Jednak nie musiałem czekać 48h, zareagowali zupełnie inaczej, szybciej. Przesłuchania, telewizja, szok... I mama, która nie wiedziała co się dzieje, lecz pierwszy raz widziałem ją na trzeźwo. Szczęście w nieszczęściu. To był najgorszy dzień mojego życia.
__________________
Dwa dni po dotarciu do hotelu wreszcie przetransportowali nas do Los Angeles. Słońce, plaża, palmy, żyć nie umierać. Jednak to nie była wycieczka marzeń. Bez mamy, bez Johna... Umowa to umowa. Muszę znaleźć jakis sposób na skontaktowanie się z bratem. Tu, sama nie mogłam nic zrobić. Mike jak zwykle spał. Sami nic nie zdziałamy. Wstałam z łóżka, ubrałam krótkie spodenki i bluzeczkę na ramiączka, wzięłam torebkę z książką, założyłam słuchawki i wyszłam z domu. Przenieśli nas to wielorodzinnej rezydencji jakkolwiek by to brzmiało. Dom był łady, z lokajem. Jak hotel, ale z mieszkańcami stałymi. Wychodziłam, pożegnałam się z Fredem i wyszłam. Nagle poczułam wstrząs i upadłam.
-O matko...- wyjąkałam.
-Jeju! Najmocniej przepraszam! Przepraszam! Nic Ci nie jest? - mówił do mnie jakiś głos, ale pod słońce nawet nie widziałam jego twarzy. Tajemniczy nieznajomy zaczął pomagać mi wstawać.
-Chyba żyję... -odpowiedziałam i dałam sobie pomóc. Ujrzałam jego twarz, lecz ciemne wielkie okulary zakrywały jego buzię.
-Daj się zaprosić na kawę w zamian za szkody, które Ci wyrządziłem.
-Nie trzeba.- odpowiedziałam.
-Wiem, że nie trzeba, ale ja chcę. - odpowiedział chłopak.- Przy okazji mam na imię Justin.
Dopiero teraz spojrzałam na jego twarz. To był on. TEN chłopak, TEN gwiazdor, TEN osobnik, któremu miałam zabrać tajemniczy nośnik danych z jeszcze bardziej tajemniczą treścią.
-Dobrze, a więc pójdźmy na kawę. -nagle zmieniłam zdanie. Starałam się ukryć moje tajemnicze znamię, bałam się pytań.
-Ciszy mnie to.- odpowiedział i uroczo się uśmiechnął. -Znam taką kawiarenkę na rogu tej ulicy. Przejdziemy się?
Potaknęłam głową i poszliśmy w stronę kawiarni. Widać, że mój nowy znajomy na serio znał tę kawiarnię, ponieważ kiwnął głową do kelnera na przywitanie, uśmiechnął się, a kelner zaprowadził nas do stolika. Był to stolik w kącie jak najdalej oddalony od witryny sklepu i okien. Można było zauważyć, że Justin ceni sobie prywatność.
-Dwie Frappuccino poprosimy i dwa razy sernik.- powiedział do tego samego kelnera. On tylko kiwnął głową i odszedł. - No więc, jak masz na imię?
-Jestem Alex -powiedziałam i posłałam mu najmilszy uśmiech jaki mogłam mu posłać. Chcąc nie chcąc musiałam się do niego zbliżyć.
-Piękne imię Alex. - Odpowiedział.- Ja jestem Justin, ale chyba już zdążyłaś się zorientować.
-Tak, jakoś tak wyszło.
Rozmowa na początku w ogóle się nie kleiła. Jednak potem okazało się, że mamy wspólne zainteresowania. Bieber okazał się być bardzo wrażliwym chłopakiem, kochającym literaturę i muzykę klasyczną. Cenił sobie rodzinę jak nic innego na świecie i uważał, że "jego ludzie" zasługują na większy szacunek niż on, ponieważ to oni mają cięższą pracę. W każdym razie, zgodziłam się na kolejne spotkanie. Justin odprowadził mnie pod drzwi pokoju.
-Dziękuję za kawę. To znaczy za te pięć kaw. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Nie ma sprawy. Do zobaczenia jutro.- powiedział i uśmiechnął się szarmancko.
Otworzyłam drzwi i weszłam do naszego nowego mieszkania. Zobaczyłam Michaela siedzącego na podłodze przed sofą i gającego na Play Station.
-Czy ty nic nie robiłeś przez cały dzień? - zapytałam brata.
-Nie. Zabijam smutki w butelce coli. -odparł.- Tęsknię za Johnem.
-Wiem, ja też, ale mógłbyś ruszyć dupę i zacząć robić wszystko, by się zbliżyć do upragnionej wolności.
-Ciekawe jak...A ty co dzisiaj robiłaś?
-Ja właśnie się zbliżałam. I uwierz mi Mike, jestem coraz bliżej. -powiedziałam i poszłam zobaczyć co jest w naszej lodówce.
____________________
Witam wszystkich.
Ten rozdział jest krótki, ponieważ jest po długiej przerwie. Mam wakacje, zaczynam dodawać rozdziały regularnie. Przepraszam Was za wszystkie niedogodności. Widzimy się w następnym.
Jeżeli czytasz, proszę skomentuj :)
niedziela, 26 czerwca 2016
piątek, 11 marca 2016
Post organizacyjny: nowy szablon
Witam wszystkich!
W ankiecie, w której wypowiedziało się 11 osób, troje z Was stwierdziło, żebym zmieniła wygląd bloga. Mi też za bardzo się nie podobał, więc postanowiłam zamówić szablon.
Za szablon bardzo dziękuję Calumi z sosowaszabloniarnia.blogspot.com
Według mnie zrobiła wszystko świetnie, polecam tą osobę, najlepsza, która wykonuje szablony! Zrobiła go naprawdę szybko, sama się nie spodziewałam, że aż tak, zaznaczając, że przede mną były 3 osoby w kolejce.
Przy składaniu zamówienia nie mogłam się określić co do kolorów, wyglądu i tak dalej. Wiem, że na pewno za jakiś czas, może wraz z nowym opowiadaniem, zamówię u Calumi kolejny, Może zdecyduję się na coś innego, bardziej spontanicznego, ale nie wybiegajmy w przyszłość.
Szablon pasuje do mnie idealnie. Nie, nie znałam się z twórcą szablonu wcześniej, więc jestem pełna podziwu.
Można zauważyć, że cały wygląd jest szary (tak, wiem, jestem bardzo spostrzegawcza), który kojarzy mi się z mgłą. Zobaczcie, że wszystkie zdjęcia są zamglone, a dopiero po najechaniu na nie kursorem, stają się barwne. Zupełnie jak ja. Jestem otoczona mgłą, tarczą ochronną, dopiero jak mnie poznasz, wiesz kim naprawdę jestem.
To jest mega super wrażenie, wiedząc, że szablon pasuje nie tylko do bloga, ale też do mnie.
Polecam serdecznie Calumi, jestem zadowolona w 100%!
Zrobię nową ankietę, wypowiedzcie się na temat tego wyglądu :)
PA!
W ankiecie, w której wypowiedziało się 11 osób, troje z Was stwierdziło, żebym zmieniła wygląd bloga. Mi też za bardzo się nie podobał, więc postanowiłam zamówić szablon.
Za szablon bardzo dziękuję Calumi z sosowaszabloniarnia.blogspot.com
Według mnie zrobiła wszystko świetnie, polecam tą osobę, najlepsza, która wykonuje szablony! Zrobiła go naprawdę szybko, sama się nie spodziewałam, że aż tak, zaznaczając, że przede mną były 3 osoby w kolejce.
Przy składaniu zamówienia nie mogłam się określić co do kolorów, wyglądu i tak dalej. Wiem, że na pewno za jakiś czas, może wraz z nowym opowiadaniem, zamówię u Calumi kolejny, Może zdecyduję się na coś innego, bardziej spontanicznego, ale nie wybiegajmy w przyszłość.
Szablon pasuje do mnie idealnie. Nie, nie znałam się z twórcą szablonu wcześniej, więc jestem pełna podziwu.
Można zauważyć, że cały wygląd jest szary (tak, wiem, jestem bardzo spostrzegawcza), który kojarzy mi się z mgłą. Zobaczcie, że wszystkie zdjęcia są zamglone, a dopiero po najechaniu na nie kursorem, stają się barwne. Zupełnie jak ja. Jestem otoczona mgłą, tarczą ochronną, dopiero jak mnie poznasz, wiesz kim naprawdę jestem.
To jest mega super wrażenie, wiedząc, że szablon pasuje nie tylko do bloga, ale też do mnie.
Polecam serdecznie Calumi, jestem zadowolona w 100%!
Zrobię nową ankietę, wypowiedzcie się na temat tego wyglądu :)
PA!
czwartek, 10 marca 2016
Sprostowanie
Cześć!
Na wstępie chciałabym podziękować czytelnikom, którzy mnie nie zawiedli i komentowali i nadal czekają na rozdziały.
Lecz chciałam powiedzieć, że się niezmiernie na Was zawiodłam. Ostatni rozdział ma 700 wyświetleń w ostatnim miesiącu, a komentarzy 3...
Ja nie będę Was zmuszać. Nie chcesz-nie czytaj, nie komentuj.
Trochę przykro, ale dostałam trailer, zamówiłam nowy szablon na bloga, na który czekałam hohoho i jeszcze trochę i jeszcze na niego będę czekać drugie tyle, bo jest przede mną 3 osoby w kolejce, więc choćby dla nich, dla osób spełniających moje zamówienia, dla ich wysiłku, żeby nie poszedł na marne będę pisać dalej. I dla siebie.
Chciałam dodać ten komentarz przed 4 rozdziałem, ale chyba nie ma sensu.
Na koniec chciałam zaznaczyć, że w przyszłym tygodniu wraz z nowym wyglądem bloga pojawi się nowy rozdział. Jutro jest piątek, a więc ja biorę się za pisanie. Poniedziałek i wtorek będę w trasie, więc myślę, że powinnam ten rozdział dodać.
Jeżeli masz ochotę, to zapraszam.
Przypominam o trailerze promującego bloga.
Do zobaczenia!
Na wstępie chciałabym podziękować czytelnikom, którzy mnie nie zawiedli i komentowali i nadal czekają na rozdziały.
Lecz chciałam powiedzieć, że się niezmiernie na Was zawiodłam. Ostatni rozdział ma 700 wyświetleń w ostatnim miesiącu, a komentarzy 3...
Ja nie będę Was zmuszać. Nie chcesz-nie czytaj, nie komentuj.
Trochę przykro, ale dostałam trailer, zamówiłam nowy szablon na bloga, na który czekałam hohoho i jeszcze trochę i jeszcze na niego będę czekać drugie tyle, bo jest przede mną 3 osoby w kolejce, więc choćby dla nich, dla osób spełniających moje zamówienia, dla ich wysiłku, żeby nie poszedł na marne będę pisać dalej. I dla siebie.
Chciałam dodać ten komentarz przed 4 rozdziałem, ale chyba nie ma sensu.
Na koniec chciałam zaznaczyć, że w przyszłym tygodniu wraz z nowym wyglądem bloga pojawi się nowy rozdział. Jutro jest piątek, a więc ja biorę się za pisanie. Poniedziałek i wtorek będę w trasie, więc myślę, że powinnam ten rozdział dodać.
Jeżeli masz ochotę, to zapraszam.
Przypominam o trailerze promującego bloga.
Do zobaczenia!
wtorek, 19 stycznia 2016
POŁOWA NIESPODZIANKI
Wow!
Po prostu wow!
Pamiętacie jak Wam mówiłam, że czają bloga pewne zmiany/niespodzianki?
Nadszedł ten czas, że dzisiaj jest właśnie ten dzień.
Własnie dzisiaj dostałam zamówiony ZWIASTUN NA BLOGA!
Nie wiem jak Wam się spodoba, ale dla mnie jest po prostu wspaniały, idealny i lepszego być nie mogło! Jestem zachwycona!
Zwiastun zamówiłam na: http://trailer-makers.blogspot.com/
i wykonywała mi go Katrina S
Jak dla mnie bomba!
Zobaczcie sami:
Tak to własnie jest połowa niespodzianki.
Druga połowa będzie związana z wyglądem. Większość Was zagłosowała, że wygląd bloga jest całkiem znośny, a więc na tę chwilę pozostaje taki jaki jest, lecz koło lutego mogą nastąpić zmiany!
Ale nic nie mówię :D
Dziękuję Katrinie jeszcze raz, Wam za komentarze i przypominam, że kolejny rozdział będzie gdy pod tamtym postem będzie 12 komentarzy!
Buźka!
sobota, 16 stycznia 2016
Rozdział 3: No poryczał się! Jak baba! Albo i gorzej!
Cześć! Dziękuję za wszystkie komentarze i pozytywne słowa!
Zapraszam do komentowania. Następny rozdział, gdy pod postem będzie 12 komentarzy. Dacie radę? Dacie!
Chcesz być na bieżąco z rozdziałami? Daj mi znać!
Miłego czytania!
____________________________________________________________
Stałam jak wmurowana.
-Ja właśnie... - wyjąkałam.
-Ona właśnie wychodziła.- powiedział spokojnie Michael i się uśmiechnął.
-Nikt stąd teraz nie wyjdzie. Przykro mi. -powiedział jeden z tych ogromnych i dziwnych facetów.
-Witam Was kochani.-odezwał się pozorny "klient"-Proszę za mną. Przejdziemy do pomieszczenia.
Spojrzałam na brata a on dyskretnie pokiwał mi głową w odmowie. Czyli nie było nawet mowy o ucieczce. Za dużo kamer. Już nas widzieli. Wpadliśmy. Moją głowę przeszywało milion myśli. Po nas. Poprawczak. Szkoła. Mama! JOHN! To był najgorszy moment w moim życiu. Nie miałam pojęcia co się dzieje, ale byłam dziwnie spokojna. Wolnym krokiem i bardzo kulturalnie jak na damę i dżentelmenów przystało weszliśmy do małego pomieszczenia. Było ono dosyć małe, lecz nie klaustrofobiczne. Eleganckie, nawet bardzo. Służące zapewne do spotkań ludzi, którzy chcieli zobaczyć się po kryjomu, z dala od ludzi. Pomieszczenie wydawało mi się przytulne i czułam się tam tak... bezpiecznie. Ale to były tylko pozory...
-Usiądźcie. I lepiej bądźcie posłuszni. Tu wpuszczamy tylko kulturalnych ludzi.-powiedział nasz klient- Nazywam się Mark Hudson. I to ja chciałem kupić od Was narkotyki, ale jak widzicie chyba Wam coś nie wyszło.
-Przepraszam, ale pan nas z kimś pomylił. - powiedział Michael.
Mark nagle przestał się uśmiechać.
-Doprawdy? Mieliśmy załatwić to kulturalnie, ale jak nie chcecie. - odparł. - Rob, Jack, przeszukać ich.
-Słucham?! Co pan sobie wyobraża?! Ma pan zezwolenie?! - nie dałam rady siedzieć cicho i wykrzyknęłam na całe gardło. Ten podniósł się jak oparzony.
-Agent 538 Mark Hudson!-pokazał swoją odznakę.-To mojemu synowi chcieliście sprzedać narkotyki! W porę sprawdziłem mu telefon! WSZYSTKIE WIADOMOŚCI, KTÓRE PISAŁEŚ Z MOIM SYNEM PISAŁEŚ ZE MNĄ! CHCIAŁEŚ SPRZEDAĆ TO GÓWNO MOJEMU SYNKOWI?! - nie panował już nad sobą. Złapał chwilę oddechu. - Z całej tej sytuacji jest dobre to, że znalazłem najbardziej poszukiwanego dilera narkotyków w mojej karierze.
Co? Szybko odwróciłam głowę, w stronę brata. Co on nawywijał.... Najbardziej poszukiwany diler? Do cholery jasnej to nie jest mój brat!
-... a ty dziewczynko-kontynuował agent-znalazłaś się tu prawdopodobnie przypadkiem. - podszedł do mnie bardzo blisko i jedną ręką brutalnie objął mi twarz. Michael miał zamiar zareagować ale nasze ręce z tyłu trzymane przez pozostałych, uniemożliwiały mu zrobienie czegokolwiek. -Ale wiedz, że jeżeli znajdziemy przy tobie choćby ślad jakiegoś białego proszku.... To pójdziesz do poprawczaka razem z twoim bratem o ile się nie mylę.
-Niech pan zabierze łapę z mojej buzi. - powiedziałam ostrym tonem i patrzyłam mu się cały czas w oczy.- I może powinien pan wziąć do buzi coś miętowego.
Spiorunował mnie wzrokiem, ale nic nie powiedział.
-Kontynuujcie panowie.-rzekł i usiadł na miejsce.
To było okropne. Facet który mnie przeszukiwał był gruby i obleśny, a w oczach miał coś takiego, co nie świadczyło o nim dobrze. Dokładnie mnie całą sprawdzał patrząc się mi cały czas w oczy. Przejechał ręką po mojej szyi, dekolcie, piersiach. Nie umknęło mi uwadze, że każdą z nich dokładnie "zbadał " jakby myślał, że mam tam schowane dragi albo zielsko. Stał tak blisko, że nie mogłam nie poczuć jak mu się to podoba.
-Ty obleśna świnio! - warknęłam przez zęby- ŁAPY PRZY SOBIE ZBOCZEŃCU!
Jako, że byłam wychowana z chłopakami, nabrałam śliny i celnie plunęłam mu prosto w oko, a w tym samym czasie moja noga powędrowała w jego krocze. Zwinął się z bólu i cierpienia. Hudson zaczął się śmiać. Lecz to mało powiedziane. Zaczął wręcz rechotać.
-A pana co tak śmieszy?-powiedziałam.
-Alex, droga Alex widać z ciebie wybuchowa dziewczynka. - wstał i podszedł do mnie. Leżącego na podłodze zboczeńca po prostu kapnął, a on przetoczył się może metr dalej.
-Widzisz Jack. Trzeba było trzymać łapy w miare przy sobie. Albo co innego... - tu spojrzał się na krocze Jacka. Zabrał moją torebkę i rzucił jeszcze innemu facetowi. -Ty. Przeszukaj jej torebkę.
-Szefie - odezwał się Rob - Znalazłem. Były ukryte w skarpecie. Na moje oko kokaina.
-Ładnie. Ładnie. No to już masz załatwione miejsce w poprawczaku. A ty Derek? Masz coś?
-Jeszcze nie. - w tym momencie niejaki Derek wyjął z mojej torebki szminkę. Modliłam się, by jej nie otworzył. W rzeczywistości to nie była szminka, a jedynie opakowanie... Ale jak na złość.
-Szefie... - powiedział i pokazał mu zawartość. Zamiast sztyftu była kokaina.
-Brawo Alex. Dołączysz do brata. Zabrać ich. -rozkazał Hudson.
Wylądowaliśmy w dziwnym budynku. Z wierzchu wyglądał jak typowy ośrodek dla młodocianych przestępców. Zresztą w środku też. Z racji tego, ze był to jeszcze okres świąteczny w wielkim holu stała choinka udekorowana dosyć skromnie. W każdym oknie były kraty. Nie wiedzieliśmy nawet co się dzieje, czy powiadomili mamę, Johna... Było mi ciężko, nie dla tego, że byłam tam gdzie byłam, ale dlatego, że najprawdopodobniej nikt nie wiedział co się z nami dzieje.
Prowadzili nas praktycznie przez cały ośrodek. Nie był zły pomyślałam, że tu wytrzymam. Widzieliśmy sale do terapii grupowej, niektóre drzwi były otwarte do pokojów innych młodych ludzi i warunki były całkiem znośne. Łazienki wyglądały jak nowo wyremontowane. Najdziwniejsze było to, że kilka razy mijały nas panie, które wyglądały na opiekunki czy coś, ale żadna nie zwróciła na nas uwagi. Poprowadzono nas do pomieszczenia, które okazało się... kuchnią. Mój brat był równie zdziwiony jak ja. Szliśmy dalej. Na samym końcu przeogromnej kuchni była wielka szafka. Nawet można powiedzieć, że szafa. Kazali nam tam wejść.
-Zaraz panowie, chyba panom to coś się pomyliło, mamy siedzieć w tej szafie i czekać aż nam zabraknie tlenu? - zapytałam.
-Nie. Za futrami cały czas prosto-poczułam się jak byśmy byli w jakiejś Narnii.-Gdy zobaczycie koniec korytarza macie się zatrzymać.
-Jakiś debil. - szepnęłam do Mike'a, ale posłusznie weszłam.
-Słyszałem. - powiedział ów mężczyzna i zamknął za nami drzwi szafy.
Nie wiem co sobie myślałam. Dla mnie ta sytuacja była ogromnie dziwna. Nie chciałam tu być. Nie mogę powiedzieć, że się całkowicie nie bałam bo tak nie było. Praktycznie cały czas miałam gęsią skórkę. Nie wiedziałam co mnie czeka, tym bardziej, że byłam w poprawczaku, a koleś mi każe wchodzić do szafy. Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie jestem w jakimś zakładzie psychiatrycznym. Zdaję sobie sprawę, że wiele dziewczyn by się popłakało na moim miejscu, ale ja, oprócz mamy i Johna nie miałam do stracenia nic. Lubiłam przygody, a ta z pewnością była jedną z nich. To co zobaczyłam potem przerosło moje oczekiwania.
Tak jak kazał nam ten facet, na końcu "szafowego" korytarza stanęliśmy i czekaliśmy w bezruchu.
-Alex, przepraszam. Nie wiedziałem, że to się tak potoczy. Nie powinienem narażać ciebie na takie niebezpieczeństwo. Byłem bardzo nieodpowiedzialny, ale nie sądziłem, że po tylu udanych akcjach jedna może się spieprzyć. Nawet nie było jak uciekać... a teraz... -głos mu się załamał, a po policzkach zaczęły mu spływać łzy - a teraz nie wiem co się dzieje w domu, co zrobi John jak nas nie będzie, co z mamą, co ze szkołą...
-Uspokój się debilu - no poryczał się! Jak baba! Albo i gorzej!-trzeba było o tym myśleć wcześniej, a nie na sentymenty ci się zebrało w takim momencie. Uspokój się!
W tej chwili nasza szafa zaczęła opadać. Dosłownie. Przestraszyłam się i wydałam z siebie cichy dźwięk równocześnie przyległam do ściany. Mike zachował się podobnie. Spadaliśmy tak długo. To zdecydowanie była jakaś ukryta winda albo coś takiego. Na dole czekała na nas już pewna kobieta. Była wysoka i szczupła, ubrana cała na czarno a na głowie miała burzę rudych loków. Z wyglądu była dosyć przyjemna.
-Witam.-powiedziała.-proszę za mną. Szliśmy długim korytarzem. Wszędzie były jakieś światełka,ekrany, dziwne dzwięki. Czułam się jak w jakimś statku kosmicznym, lecz zachwycało mnie to pomieszczenie. Doszliśmy do pewnych drzwi, które otworzyła przed nami kobieta.
-Siadajcie. - powiedziała i usiadła na przeciwko nas. Stalismy z Michaelem jak wryci. Znajdywaliśmy się w pomieszczeniu, które przypominało salę przesłuchań z wielkim lustrem weneckim.
-No co tak stoicie. Już nie urośniecie. - powiedziała kobieta. - Nazywam się Meg Anderson. Jestem z wydziału tajnej agencji, o której nie musicie dużo wiedzieć. No siadajcie.
Usiedliśmy. To wszystko się wydawało takie dziwne. Spojrzałam z niepokojem na Michaela, lecz on był zapatrzony w tą kobietę. Odwróciłam się z rezygnacją.
-Ale.. - zaczęłam, lecz ona uciszyła mnie gestem.
-Pytania będą później. Teraz mówię ja.-stanowczy ton nie pasował mi do takiej kobiety. -Tak więc mówiłam, że jestem agentką. Teraz znajdujecie się w tajnej agencji, której nazwy wam oczywiście nie podam. Mówię od razu: nie kłamcie i nie uciekajcie, bo nie znajdziecie stąd wyjścia a my was nie wypuścimy. Telefony tutaj nie działają, a przynajmniej nie takie zwykłe. My mamy specjalne, robione przez naszych agentów techników. Nie krzyczcie, bo ściany są dosyć szczelne i zapewniam, że nikt was nie usłyszy. Wiemy o was wszystko. Od dawna poszukiwaliśmy takich ludzi jak wy. Michael nadajesz się świetnie. Jesteście sprytni, bystrzy, pewni siebie i odważni. Nie jesteście w żadnym stopniu zagrożeni. My nie jesteśmy policją. Nie dostaniecie kary, pod warunkiem, że coś dla nas zrobicie. Michaela znaleźliśmy przypadkowo. Od dawna go obserwowaliśmy i przez te tygodnie zostaliśmy upewnieni, że będziecie genialni. Bądźcie dla nas mili i posłuszni, a my będziemy tacy sami wobec was. Pytania?
-Tak. Po pierwsze, czemu jesteśmy w poprawczaku i czemu nikt nie zwraca tu na nas uwagi? Po drugie Pani powiedziała, że wiecie o nas wszystko ale obserwowaliście tylko mojego brata więc nie rozumiem co ja tu robię i w jaki sposób. - nurtowały mnie pytania. Nie wiem co się działo z Michaelem, nie odzywał się. Może się załamał.
-Oczywiście odpowiem na te pytania. Jesteśmy w poprawczaku ponieważ mamy tu tajną bazę. Nikt was tu nie zauważa ponieważ mamy z nimi umowę, że w żadnym wypadku nie mogą na nas nawet spojrzeć, a jeżeli to złamią to nie chciałabyś być w ich skórze złotko. Dlatego trzymają się tej złotej zasady - zaśmiała się. - Odpowiadając na drugie twoje pytanie, jesteś w błędzie. Ciebie też obserwowaliśmy kochanie, codziennie przez 5 tygodni. Waszego starszego brata Johna również, lecz on nie wykazywał tyle sprytu co wy. Specjalnie donieśliśmy waszemu dyrektorowi, że twój brat został widziany z podejrzanymi ludźmi. Oczywiście to było anonimowe, mogło nie wypalić, lecz belfer nas nie zawiódł. Od razu do ciebie pobiegł. I tu się zaczynała twoja rola. Obserwując cię przez taki długi okres czasu wiedzieliśmy, że będziesz ciekawa co się dzieje z bratem. Wiedzieliśmy też, że on cię bardzo kocha. I wiedzieliśmy, że u was się nie przelewa. Tak to intryga, lecz kochanie myslisz tak samo jak my. Ty też masz takki sprytny mózg. Powinnaś coś o tym wiedzieć.
-Niech już się pani nie rozczula. O co tu chodzi? - nagle powiedział Michael.
-Tak, tak. Przechodząc do rzeczy, tak jak już mówiłam mamy do wykonania zadanie, ale żadne z naszych agentów nie może to zrobić. Potrzebowaliśmy nowe twarze, świeże, młode i sprytne, padło na was. Za wykonanie zadania dostaniecie wynagrodzenie. Usunięcie z waszych akt tego przestępstwa, wypuszczenie was na wolność oraz nagroda w wysokości 50000 dolarów... - zająknęłam. Tak dużo pieniędzy. Tak dużo do zrobienia ze swoim życiem- ...na głowę. Na głowę kochanie.
-A co jeżeli tego nie zrobimy?
-No to jest oczywiste, że w grę wchodzi oddanie waszych akt w ręce policji, ale spokojnie nie znajdą was tu przetrzymywanych. A jak nie będziecie chcieli współpracować, to zmusimy was do tego poprzez różne sposoby. I chciałabym żebyście wiedzieli, że nie zawahamy się użyć do tego waszych najbliższych. Nie wspominając już, że możemy was torturować, a świat i tak się o tym nie dowie. Zgadzacie się?
Spojrzałam na brata. Jego twarz wykrzywił grymas, który miał za zadanie przeprosić mnie jeszcze raz. Byłam gotowa zrobić wszystko, byle tylko nic nie stało się mamie i Johnowi.
-Tak. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Co mamy zrobić? - dodałam.
-Istnieje jedna osoba na świecie, która ma to co nam potrzeba. Oczywiście ten przedmiot znalazł się przypadkowo w rekach tej osoby, a więc ona jeszcze nawet nie wie co posiada. Jest to pamięć zewnętrzna z danymi niezmiernie potrzebnymi światu, Dzięki nim możemy nie dopuścić już do żadnych wojen na świecie, żadnych przestępstw, ponieważ dzięki temu wszystko można zlikwidować. Są to niezwykle tajne wiadomości, które my już mamy, lecz posiadamy je bez jednego malutkiego kawałka. Ten kawałek posiada ów człowiek. Jest to male bardzo niewidoczne. Musicie udać się do otoczenia tego człowieka, zaprzyjaźnić się, zabrać to niezwykle ważne coś a potem go zlikwidować. Wszystkie koszta związane z wyprowadzką, przejazdem i innymi potrzebnymi wam rzeczami w tym gadżetami pokryjemy my. Oczywiście musicie mieć też nasz znak, dlatego wyposażymy was w unikatową biżuterię, by inni wiedzieli gdyby was spotkali.
-Co z naszą rodziną? - spytałam.
-Damy informację, że zaginęliście.
Bolało mnie to. Ale nie miałam wyjścia.
-Kim jest ta osoba?
-Ucieszysz się Alex. Jest to idol nastolatek znany na całym świecie. Jesteś w jego typie dlatego bez zastanowienia się z wami skontaktowaliśmy.
-Kto to jest?
-Justin Biebier.
Zapraszam do komentowania. Następny rozdział, gdy pod postem będzie 12 komentarzy. Dacie radę? Dacie!
Chcesz być na bieżąco z rozdziałami? Daj mi znać!
Miłego czytania!
____________________________________________________________
Stałam jak wmurowana.
-Ja właśnie... - wyjąkałam.
-Ona właśnie wychodziła.- powiedział spokojnie Michael i się uśmiechnął.
-Nikt stąd teraz nie wyjdzie. Przykro mi. -powiedział jeden z tych ogromnych i dziwnych facetów.
-Witam Was kochani.-odezwał się pozorny "klient"-Proszę za mną. Przejdziemy do pomieszczenia.
Spojrzałam na brata a on dyskretnie pokiwał mi głową w odmowie. Czyli nie było nawet mowy o ucieczce. Za dużo kamer. Już nas widzieli. Wpadliśmy. Moją głowę przeszywało milion myśli. Po nas. Poprawczak. Szkoła. Mama! JOHN! To był najgorszy moment w moim życiu. Nie miałam pojęcia co się dzieje, ale byłam dziwnie spokojna. Wolnym krokiem i bardzo kulturalnie jak na damę i dżentelmenów przystało weszliśmy do małego pomieszczenia. Było ono dosyć małe, lecz nie klaustrofobiczne. Eleganckie, nawet bardzo. Służące zapewne do spotkań ludzi, którzy chcieli zobaczyć się po kryjomu, z dala od ludzi. Pomieszczenie wydawało mi się przytulne i czułam się tam tak... bezpiecznie. Ale to były tylko pozory...
-Usiądźcie. I lepiej bądźcie posłuszni. Tu wpuszczamy tylko kulturalnych ludzi.-powiedział nasz klient- Nazywam się Mark Hudson. I to ja chciałem kupić od Was narkotyki, ale jak widzicie chyba Wam coś nie wyszło.
-Przepraszam, ale pan nas z kimś pomylił. - powiedział Michael.
Mark nagle przestał się uśmiechać.
-Doprawdy? Mieliśmy załatwić to kulturalnie, ale jak nie chcecie. - odparł. - Rob, Jack, przeszukać ich.
-Słucham?! Co pan sobie wyobraża?! Ma pan zezwolenie?! - nie dałam rady siedzieć cicho i wykrzyknęłam na całe gardło. Ten podniósł się jak oparzony.
-Agent 538 Mark Hudson!-pokazał swoją odznakę.-To mojemu synowi chcieliście sprzedać narkotyki! W porę sprawdziłem mu telefon! WSZYSTKIE WIADOMOŚCI, KTÓRE PISAŁEŚ Z MOIM SYNEM PISAŁEŚ ZE MNĄ! CHCIAŁEŚ SPRZEDAĆ TO GÓWNO MOJEMU SYNKOWI?! - nie panował już nad sobą. Złapał chwilę oddechu. - Z całej tej sytuacji jest dobre to, że znalazłem najbardziej poszukiwanego dilera narkotyków w mojej karierze.
Co? Szybko odwróciłam głowę, w stronę brata. Co on nawywijał.... Najbardziej poszukiwany diler? Do cholery jasnej to nie jest mój brat!
-... a ty dziewczynko-kontynuował agent-znalazłaś się tu prawdopodobnie przypadkiem. - podszedł do mnie bardzo blisko i jedną ręką brutalnie objął mi twarz. Michael miał zamiar zareagować ale nasze ręce z tyłu trzymane przez pozostałych, uniemożliwiały mu zrobienie czegokolwiek. -Ale wiedz, że jeżeli znajdziemy przy tobie choćby ślad jakiegoś białego proszku.... To pójdziesz do poprawczaka razem z twoim bratem o ile się nie mylę.
-Niech pan zabierze łapę z mojej buzi. - powiedziałam ostrym tonem i patrzyłam mu się cały czas w oczy.- I może powinien pan wziąć do buzi coś miętowego.
Spiorunował mnie wzrokiem, ale nic nie powiedział.
-Kontynuujcie panowie.-rzekł i usiadł na miejsce.
To było okropne. Facet który mnie przeszukiwał był gruby i obleśny, a w oczach miał coś takiego, co nie świadczyło o nim dobrze. Dokładnie mnie całą sprawdzał patrząc się mi cały czas w oczy. Przejechał ręką po mojej szyi, dekolcie, piersiach. Nie umknęło mi uwadze, że każdą z nich dokładnie "zbadał " jakby myślał, że mam tam schowane dragi albo zielsko. Stał tak blisko, że nie mogłam nie poczuć jak mu się to podoba.
-Ty obleśna świnio! - warknęłam przez zęby- ŁAPY PRZY SOBIE ZBOCZEŃCU!
Jako, że byłam wychowana z chłopakami, nabrałam śliny i celnie plunęłam mu prosto w oko, a w tym samym czasie moja noga powędrowała w jego krocze. Zwinął się z bólu i cierpienia. Hudson zaczął się śmiać. Lecz to mało powiedziane. Zaczął wręcz rechotać.
-A pana co tak śmieszy?-powiedziałam.
-Alex, droga Alex widać z ciebie wybuchowa dziewczynka. - wstał i podszedł do mnie. Leżącego na podłodze zboczeńca po prostu kapnął, a on przetoczył się może metr dalej.
-Widzisz Jack. Trzeba było trzymać łapy w miare przy sobie. Albo co innego... - tu spojrzał się na krocze Jacka. Zabrał moją torebkę i rzucił jeszcze innemu facetowi. -Ty. Przeszukaj jej torebkę.
-Szefie - odezwał się Rob - Znalazłem. Były ukryte w skarpecie. Na moje oko kokaina.
-Ładnie. Ładnie. No to już masz załatwione miejsce w poprawczaku. A ty Derek? Masz coś?
-Jeszcze nie. - w tym momencie niejaki Derek wyjął z mojej torebki szminkę. Modliłam się, by jej nie otworzył. W rzeczywistości to nie była szminka, a jedynie opakowanie... Ale jak na złość.
-Szefie... - powiedział i pokazał mu zawartość. Zamiast sztyftu była kokaina.
-Brawo Alex. Dołączysz do brata. Zabrać ich. -rozkazał Hudson.
Wylądowaliśmy w dziwnym budynku. Z wierzchu wyglądał jak typowy ośrodek dla młodocianych przestępców. Zresztą w środku też. Z racji tego, ze był to jeszcze okres świąteczny w wielkim holu stała choinka udekorowana dosyć skromnie. W każdym oknie były kraty. Nie wiedzieliśmy nawet co się dzieje, czy powiadomili mamę, Johna... Było mi ciężko, nie dla tego, że byłam tam gdzie byłam, ale dlatego, że najprawdopodobniej nikt nie wiedział co się z nami dzieje.
Prowadzili nas praktycznie przez cały ośrodek. Nie był zły pomyślałam, że tu wytrzymam. Widzieliśmy sale do terapii grupowej, niektóre drzwi były otwarte do pokojów innych młodych ludzi i warunki były całkiem znośne. Łazienki wyglądały jak nowo wyremontowane. Najdziwniejsze było to, że kilka razy mijały nas panie, które wyglądały na opiekunki czy coś, ale żadna nie zwróciła na nas uwagi. Poprowadzono nas do pomieszczenia, które okazało się... kuchnią. Mój brat był równie zdziwiony jak ja. Szliśmy dalej. Na samym końcu przeogromnej kuchni była wielka szafka. Nawet można powiedzieć, że szafa. Kazali nam tam wejść.
-Zaraz panowie, chyba panom to coś się pomyliło, mamy siedzieć w tej szafie i czekać aż nam zabraknie tlenu? - zapytałam.
-Nie. Za futrami cały czas prosto-poczułam się jak byśmy byli w jakiejś Narnii.-Gdy zobaczycie koniec korytarza macie się zatrzymać.
-Jakiś debil. - szepnęłam do Mike'a, ale posłusznie weszłam.
-Słyszałem. - powiedział ów mężczyzna i zamknął za nami drzwi szafy.
Nie wiem co sobie myślałam. Dla mnie ta sytuacja była ogromnie dziwna. Nie chciałam tu być. Nie mogę powiedzieć, że się całkowicie nie bałam bo tak nie było. Praktycznie cały czas miałam gęsią skórkę. Nie wiedziałam co mnie czeka, tym bardziej, że byłam w poprawczaku, a koleś mi każe wchodzić do szafy. Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie jestem w jakimś zakładzie psychiatrycznym. Zdaję sobie sprawę, że wiele dziewczyn by się popłakało na moim miejscu, ale ja, oprócz mamy i Johna nie miałam do stracenia nic. Lubiłam przygody, a ta z pewnością była jedną z nich. To co zobaczyłam potem przerosło moje oczekiwania.
Tak jak kazał nam ten facet, na końcu "szafowego" korytarza stanęliśmy i czekaliśmy w bezruchu.
-Alex, przepraszam. Nie wiedziałem, że to się tak potoczy. Nie powinienem narażać ciebie na takie niebezpieczeństwo. Byłem bardzo nieodpowiedzialny, ale nie sądziłem, że po tylu udanych akcjach jedna może się spieprzyć. Nawet nie było jak uciekać... a teraz... -głos mu się załamał, a po policzkach zaczęły mu spływać łzy - a teraz nie wiem co się dzieje w domu, co zrobi John jak nas nie będzie, co z mamą, co ze szkołą...
-Uspokój się debilu - no poryczał się! Jak baba! Albo i gorzej!-trzeba było o tym myśleć wcześniej, a nie na sentymenty ci się zebrało w takim momencie. Uspokój się!
W tej chwili nasza szafa zaczęła opadać. Dosłownie. Przestraszyłam się i wydałam z siebie cichy dźwięk równocześnie przyległam do ściany. Mike zachował się podobnie. Spadaliśmy tak długo. To zdecydowanie była jakaś ukryta winda albo coś takiego. Na dole czekała na nas już pewna kobieta. Była wysoka i szczupła, ubrana cała na czarno a na głowie miała burzę rudych loków. Z wyglądu była dosyć przyjemna.
-Witam.-powiedziała.-proszę za mną. Szliśmy długim korytarzem. Wszędzie były jakieś światełka,ekrany, dziwne dzwięki. Czułam się jak w jakimś statku kosmicznym, lecz zachwycało mnie to pomieszczenie. Doszliśmy do pewnych drzwi, które otworzyła przed nami kobieta.
-Siadajcie. - powiedziała i usiadła na przeciwko nas. Stalismy z Michaelem jak wryci. Znajdywaliśmy się w pomieszczeniu, które przypominało salę przesłuchań z wielkim lustrem weneckim.
-No co tak stoicie. Już nie urośniecie. - powiedziała kobieta. - Nazywam się Meg Anderson. Jestem z wydziału tajnej agencji, o której nie musicie dużo wiedzieć. No siadajcie.
Usiedliśmy. To wszystko się wydawało takie dziwne. Spojrzałam z niepokojem na Michaela, lecz on był zapatrzony w tą kobietę. Odwróciłam się z rezygnacją.
-Ale.. - zaczęłam, lecz ona uciszyła mnie gestem.
-Pytania będą później. Teraz mówię ja.-stanowczy ton nie pasował mi do takiej kobiety. -Tak więc mówiłam, że jestem agentką. Teraz znajdujecie się w tajnej agencji, której nazwy wam oczywiście nie podam. Mówię od razu: nie kłamcie i nie uciekajcie, bo nie znajdziecie stąd wyjścia a my was nie wypuścimy. Telefony tutaj nie działają, a przynajmniej nie takie zwykłe. My mamy specjalne, robione przez naszych agentów techników. Nie krzyczcie, bo ściany są dosyć szczelne i zapewniam, że nikt was nie usłyszy. Wiemy o was wszystko. Od dawna poszukiwaliśmy takich ludzi jak wy. Michael nadajesz się świetnie. Jesteście sprytni, bystrzy, pewni siebie i odważni. Nie jesteście w żadnym stopniu zagrożeni. My nie jesteśmy policją. Nie dostaniecie kary, pod warunkiem, że coś dla nas zrobicie. Michaela znaleźliśmy przypadkowo. Od dawna go obserwowaliśmy i przez te tygodnie zostaliśmy upewnieni, że będziecie genialni. Bądźcie dla nas mili i posłuszni, a my będziemy tacy sami wobec was. Pytania?
-Tak. Po pierwsze, czemu jesteśmy w poprawczaku i czemu nikt nie zwraca tu na nas uwagi? Po drugie Pani powiedziała, że wiecie o nas wszystko ale obserwowaliście tylko mojego brata więc nie rozumiem co ja tu robię i w jaki sposób. - nurtowały mnie pytania. Nie wiem co się działo z Michaelem, nie odzywał się. Może się załamał.
-Oczywiście odpowiem na te pytania. Jesteśmy w poprawczaku ponieważ mamy tu tajną bazę. Nikt was tu nie zauważa ponieważ mamy z nimi umowę, że w żadnym wypadku nie mogą na nas nawet spojrzeć, a jeżeli to złamią to nie chciałabyś być w ich skórze złotko. Dlatego trzymają się tej złotej zasady - zaśmiała się. - Odpowiadając na drugie twoje pytanie, jesteś w błędzie. Ciebie też obserwowaliśmy kochanie, codziennie przez 5 tygodni. Waszego starszego brata Johna również, lecz on nie wykazywał tyle sprytu co wy. Specjalnie donieśliśmy waszemu dyrektorowi, że twój brat został widziany z podejrzanymi ludźmi. Oczywiście to było anonimowe, mogło nie wypalić, lecz belfer nas nie zawiódł. Od razu do ciebie pobiegł. I tu się zaczynała twoja rola. Obserwując cię przez taki długi okres czasu wiedzieliśmy, że będziesz ciekawa co się dzieje z bratem. Wiedzieliśmy też, że on cię bardzo kocha. I wiedzieliśmy, że u was się nie przelewa. Tak to intryga, lecz kochanie myslisz tak samo jak my. Ty też masz takki sprytny mózg. Powinnaś coś o tym wiedzieć.
-Niech już się pani nie rozczula. O co tu chodzi? - nagle powiedział Michael.
-Tak, tak. Przechodząc do rzeczy, tak jak już mówiłam mamy do wykonania zadanie, ale żadne z naszych agentów nie może to zrobić. Potrzebowaliśmy nowe twarze, świeże, młode i sprytne, padło na was. Za wykonanie zadania dostaniecie wynagrodzenie. Usunięcie z waszych akt tego przestępstwa, wypuszczenie was na wolność oraz nagroda w wysokości 50000 dolarów... - zająknęłam. Tak dużo pieniędzy. Tak dużo do zrobienia ze swoim życiem- ...na głowę. Na głowę kochanie.
-A co jeżeli tego nie zrobimy?
-No to jest oczywiste, że w grę wchodzi oddanie waszych akt w ręce policji, ale spokojnie nie znajdą was tu przetrzymywanych. A jak nie będziecie chcieli współpracować, to zmusimy was do tego poprzez różne sposoby. I chciałabym żebyście wiedzieli, że nie zawahamy się użyć do tego waszych najbliższych. Nie wspominając już, że możemy was torturować, a świat i tak się o tym nie dowie. Zgadzacie się?
Spojrzałam na brata. Jego twarz wykrzywił grymas, który miał za zadanie przeprosić mnie jeszcze raz. Byłam gotowa zrobić wszystko, byle tylko nic nie stało się mamie i Johnowi.
-Tak. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
-Co mamy zrobić? - dodałam.
-Istnieje jedna osoba na świecie, która ma to co nam potrzeba. Oczywiście ten przedmiot znalazł się przypadkowo w rekach tej osoby, a więc ona jeszcze nawet nie wie co posiada. Jest to pamięć zewnętrzna z danymi niezmiernie potrzebnymi światu, Dzięki nim możemy nie dopuścić już do żadnych wojen na świecie, żadnych przestępstw, ponieważ dzięki temu wszystko można zlikwidować. Są to niezwykle tajne wiadomości, które my już mamy, lecz posiadamy je bez jednego malutkiego kawałka. Ten kawałek posiada ów człowiek. Jest to male bardzo niewidoczne. Musicie udać się do otoczenia tego człowieka, zaprzyjaźnić się, zabrać to niezwykle ważne coś a potem go zlikwidować. Wszystkie koszta związane z wyprowadzką, przejazdem i innymi potrzebnymi wam rzeczami w tym gadżetami pokryjemy my. Oczywiście musicie mieć też nasz znak, dlatego wyposażymy was w unikatową biżuterię, by inni wiedzieli gdyby was spotkali.
-Co z naszą rodziną? - spytałam.
-Damy informację, że zaginęliście.
Bolało mnie to. Ale nie miałam wyjścia.
-Kim jest ta osoba?
-Ucieszysz się Alex. Jest to idol nastolatek znany na całym świecie. Jesteś w jego typie dlatego bez zastanowienia się z wami skontaktowaliśmy.
-Kto to jest?
-Justin Biebier.
czwartek, 7 stycznia 2016
Rozdział 2: Gdzie się pani śpieszy? Będzie zabawnie.
Okej, zanim rozdział to kilka drobnych ogłoszeń:
UWAGA!
Jeżeli chcesz być na bieżąco zostaw swój jakiś kontakt (twitter, email, cokolwiek) będę pisała Ci o nowych postach ;)
1. Bardzo dziękuję Wam za wszystkie wspaniałe komentarze :) Jesteście wielcy! Dlatego kolejny rozdział pojawi się, gdy pod tym postem będzie 8 komentarzy ;) Dziękuję!
2. Teraz mam jeszcze wolne, dlatego piszę jak najwięcej, ale jak wrócę do szkoły to jestem pewna, że nie będę mogła tak często dodawać rozdziałów, dlatego będziecie musieli czekać na nową notkę ok 1 tydzień, może półtora, a nie dwa dni. Przepraszam, będę starała się połączyć te dwie rzeczy i proszę Was o wyrozumiałość ;)
3. Dziękuję za już ponad 15 tys. wyświetleń!
4. Dzięki za zagłosowanie w sądzie! Wygląd nie jest jeszcze idealny, ale będzie. Może to potrwać ponad miesiąc, na pewno nie przed lutym. Nic więcej nie mówię i nic nie obiecuję ;)
5. Mam jeszcze jedną "niespodziankę", pojawi się ona w najbliższym czasie ;) stay tuned ;p
MIŁEGO CZYTANIA :)
_____________________________________________________________
-Jejku Alex, co ty się tak drzesz?
-John? Myślałam, że jesteś w pracy.- nie wiedziałam, że brat jest w domu.
-Co się stało? - zapytał.
-Pamiętasz jak szliście z Michaelem do pracy? Co było wtedy żelazną zasadą? - zapytałam.
-Proste. Pracuj ile się da, ale nie zaniedbuj szkoły.
-Dokładnie. A wiedziałeś o tym że Michael nie był od 3 tygodni w szkole?- opowiedziałam w skrócie moją rozmowę z dyrektorem.
-Alex czemu mi nie powiedziałaś wcześniej?! -John zaczął się już bulwersować.
-Weź ty się uspokój przecież nie wiedziałam myślałam, że chodzi więc o co ten bulwers?!-nie byłam gorsza i też zaczęłam wrzeszczeć. W tej chwili drzwi frontowe trzasnęły, a w nich pojawił się Mike.
-O co wy się tak wydzieracie? Słychać już was na końcu ulicy.
-Świetnie, że jesteś Mike. Chodź tu. - powiedział John.
-Jak było w szkole? - zapytałam z ironią.
-Bardzo dobrze, dostałem 4.-bez zająknięcia odparł mój braciszek.
-O naprawdę? To się bardzo cieszę! Cieszę się też z tego, że cały czas nas oszukujesz i nie chodzisz do szkoły od 3 tygodni! Cieszę się też z tego, że jest koniec semestru i grozi ci nie klasyfikacja! Oraz cieszę się z tego że mój brat to niemota i w przyszłym roku będę z nim w jednej klasie!
Po moim jakże głośnym wystąpieniu nastała chwila ciszy.
-Ja...-zaczął Michael.
-No co ty? No słucham? Myślałeś, że ile to jeszcze potrwa? - zapytałam. Nerwy już mi nie wytrzymały. Normalnie każda młodsza siostra by się nie przejmowała, ale my mamy tylko siebie, i kocham go naprawdę bardzo bo dzięki niemu i Johnowi żyję.
-Alex to nie jest twoja sprawa! Staram się na nas zarabiać zobacz jak żyjemy!
-Mike, ale jakim kosztem?-zapytał spokojniejszym tonem John. -Miałeś chodzić do szkoły.
-Wiem, nawaliłem. Ale tylko w taki sposób damy radę.
-Mike, proszę cię. Nie zaniedbuj obowiązków. Pracuj, ale nie w ten sposób bardzo Cię proszę. Szkoła też jest ważna.
-Szkoła jest dla frajerów! - wykrzyknął Mike i poszedł na górę.
-Nie poznaję go.-stwierdziłam, niby do siebie, ale nie uszło to uwagi Johna.
-Co sugerujesz?-spytał.
-Że coś jest na rzeczy.
Nie zrozumiał o co mi chodzi, a ja od razu unikając jego pytań poszłam na górę do Michaela. Wiedziałam, że nie powiedział całej prawdy. W zasadzie, to nie powiedział nic. A ja musiałam się dowiedzieć o co chodzi. Weszłam do jego pokoju.
-No i? - zapytałam.
-Puka się?-warknął.
-Nie o to mi chodzi. Mike, znam cię. Wiesz o tym. A ja wiem, że nie powiedziałeś nam tego co robisz dokładnie. Co to za praca?
-Pracuję z ludźmi.
-Tak wiem. Już to kiedyś mówiłeś. Z jakimi ludźmi? Ej co się dzieje? Nie poznaję cię.
-Alex proszę...
-Nie proś mnie tylko powiedz. Wiesz, że jeżeli dalej tak będzie dyrektor wyśle do nas delegacje. Przeszukają dom, zabiorą mamę, a nas wyślą do jakiegoś sierocińca albo coś. Jesteś tego świadomy? Daj sobie pomóc do cholery! - mój brat westchnął. Poruszyło go to co do niego powiedziałam, ale nie bardzo wiedziałam dlaczego.-No więc?
Nic nie odpowiedział. Wstał podszedł do biurka, wziął drewnianą matrioszkę, otworzył jedną, drugą, potem trzecią, a wreszcie w czwartej było coś, co najwidoczniej mi pokazał. Wysypał to sobie na rękę i wrócił na łóżko. Spojrzał mi w oczy i otworzył swoją garść by mi pokazać, co tak bardzo ukrywa.
-CO DO...?!- nie zdążyłam dalej dokończyć bo wszystko rzucił na łóżko, wstał i zakrył mi dłonią usta. - Yyyyyy - próbowałam powiedzieć, ale nic to nie dało. Ugryzłam go w rękę.
-Ała! -krzyknął. -Siadaj i bądź cicho!
Byłam posłuszna i usiadłam, Patrzyłam się na łóżko, gdzie leżały pojedyncze woreczki typu zip zap z białym proszkiem w środku. Z narkotykami.
-Mike! Co tu się dzieje! - krzyknęłam szeptem.
-Alex, to nie tak jak myślisz.
-Bierzesz dragi?-złapałam ręką jego buzię i spojrzałam mu w oczy. - No tak! Powiększone źrenice, podkrążone oczy! Wszystko się zgadza.... No nie wierzę.... Żeby aż tak upaść! Musze powiedzieć to Johnowi! - nie mogłam przestać gadać.
-Alex! Alex! - próbował mnie uspokoić.- Ja nie biorę.
-Co? -zapytałam zbita z tropu.
-Nie biorę. Jestem dilerem. Sprzedaję je innym, Mam z tego kasę. - no nie wierzyłam. Mój brat dilerem.
-Ile z tego masz?- zapytałam ostrożnie.
-Dużo. Zależy od dnia. Wszystko przekazuję Johnowi, ale jeszcze się nie zapytał skąd mam tyle kasy. Czasem sobie zostawiam trochę, żeby nie było podejrzane, ale...- nie dokończył bo zamilkł jak zobaczył moją minę. - Co ty kombinujesz?
-Wkręć mnie. - powiedziałam wprost.
-Nie. - był już zły. - nie będę cię w to wplątywał. Zdajesz sobie sprawę, że jak wejdziesz w to to już nie wyjdziesz? Nie dasz rady.
-Mike proszę. Zarobimy więcej i w końcu się stad wyniesiemy. - miałam już to w głowie. Zarobimy. Wyprowadzimy się stąd do Europy. Mamę wyślemy do AA. Wszystko będzie super. Jak dawniej. Będziemy mieć kasę.
-Nie.
-Albo mnie wkręcisz, albo powiem Johnowi. A on ci tego nie daruje. Wiesz co on o tym sądzi. Jest wrogiem wszelkich używek, Jego nie będzie obchodzić, czy ty to sprzedajesz, czy bierzesz. To będzie oczywiste. Wyśle cię na odwyk. Zabroni wychodzić. Zabierze ci telefon i będzie cię cały czas pilnował.
-Alex... - zająknął się.
-Okej idę do Johna.- wstałam. Nie jestem donosicielką, ale wiedziałam, że to na niego zadziała. Przynajmniej w dzieciństwie działało. Musiałam tak zrobić. Chciałam, abyśmy mieli inne życie. A Michael znalazł na to sposób. Wiedziałam, że to jest złe. Wiedziałam, że będę mieć wyrzuty sumienia, ale dzięki temu możemy normalnie żyć.
-Dobra czekaj!-krzyknął.- Coś się da zrobić.
Następnego dnia ja też nie poszłam do szkoły. Michael dostał podobno niezłe zlecenie, za niezłą kasę. Od rana się przygotowywaliśmy. Oczywiście John nic o nas nie wiedział. Razem z Mike'em wyszliśmy rano z domu, by John uwierzył, że idziemy do szkoły.
-Słuchaj. Dzisiaj jest wielki dzień. Dzisiaj nie szlajamy się po dziurach. Klient będzie czekał w hotelu. Najdroższym hotelu w mieście, wiec musimy jakoś wyglądać. Idziemy teraz na zakupy, kupisz sobie coś. - wytłumaczył mi brat.
-Jakbym miała za co. - odburknęłam.
-Ja mam za co.
-Ej ale zaraz. W hotelu? Zgłupieliście? - coś mi tu nie pasowało. W hotelu? Pełnym kamer? Nie pasowało mi to całkiem.
-Tak w hotelu. Nie będziemy się rzucać w oczy elegancko ubrani.
Michael był za bardzo pewny siebie. Nie opierałam się bratu, w końcu to on wie co robi. Nie zdawałam sobie sprawy, że Michael aż tyle kasy zostawia dla siebie, wiec starczyło nam na koktajlową, świecącą suknię dla mnie oraz na granatową marynarkę i muszkę dla Micheala. Wróciliśmy do domu gdy John już był w pracy. Zostało nam trochę godzin do zadania, więc poszłam się przespać. Dwie godziny przed wyjściem obudził mnie brat. Poszłam wziąć szybki prysznic, przebrałam się, czesałam włosy, wzięłam jakiś błyszczyk mamy i pomalowałam usta. Byłam gotowa. Nigdy jeszcze tak nie wyglądałam... Tak... pięknie jak na mnie. Sama byłam zdziwiona. Pół godziny przed umówionym spotkaniem wyszliśmy. Droga minęła w ciszy. Przed wejściem do hotelu wreszcie odezwałam się do brata.
-I jak? Stresujesz się?
-Nieee... co ty. - odpowiedział łamiącym głosem Mike. -dobra chodź wchodzimy. Ja wiem gdzie mam iść, więc trzymaj się mnie.
Bałam się. Nigdy nie uczestniczyłam w czymś takim, ale nie dałam tego po sobie poznać. Weszliśmy. Z natury martwię się za bardzo, dlatego od razu rozejrzałam się za kamerami. Było ich mnóstwo i nagle jak na znak wszystkie obróciły się w naszą stronę.
-Michael, nie podoba mi się to.
-Cicho. Nie rozglądaj sie idziemy.
Nie wiedziałam, gdzie prowadzi mnie Michael, ale czułam się obserwowana przez tych ludzi.
-Mike, chodź wychodzimy. Mam złe przeczucia.
-Teraz się już nie wycofasz, widzę go. - Szliśmy równym krokiem do tego ów człowieka, kiedy zobaczyłam przy nim dwóch potężnych facetów, a dwa metry przed nimi stał jeszcze jeden udający, że czyta gablotkę.
-O kurwa... - szepnął Mike.- Alex pocałuj mnie w policzek i dyskretnie się wycofaj. Ten na pierwszej to wtyka. Poznaję go, raz prawie mnie złapał. Ja nie wiem, jak to się stało. Przepraszam... Mów co robię!
Wiedziałam... Zrobiłam to co mówił mi brat i już się odwracałam gdy przede mną nie wiadomo skąd pojawił się jeszcze jeden typ.
-Gdzie się pani śpieszy? Niech pani zostanie z nami. Będzie zabawnie. - powiedział, a mi przeszły ciarki po plecach.
UWAGA!
Jeżeli chcesz być na bieżąco zostaw swój jakiś kontakt (twitter, email, cokolwiek) będę pisała Ci o nowych postach ;)
1. Bardzo dziękuję Wam za wszystkie wspaniałe komentarze :) Jesteście wielcy! Dlatego kolejny rozdział pojawi się, gdy pod tym postem będzie 8 komentarzy ;) Dziękuję!
2. Teraz mam jeszcze wolne, dlatego piszę jak najwięcej, ale jak wrócę do szkoły to jestem pewna, że nie będę mogła tak często dodawać rozdziałów, dlatego będziecie musieli czekać na nową notkę ok 1 tydzień, może półtora, a nie dwa dni. Przepraszam, będę starała się połączyć te dwie rzeczy i proszę Was o wyrozumiałość ;)
3. Dziękuję za już ponad 15 tys. wyświetleń!
4. Dzięki za zagłosowanie w sądzie! Wygląd nie jest jeszcze idealny, ale będzie. Może to potrwać ponad miesiąc, na pewno nie przed lutym. Nic więcej nie mówię i nic nie obiecuję ;)
5. Mam jeszcze jedną "niespodziankę", pojawi się ona w najbliższym czasie ;) stay tuned ;p
MIŁEGO CZYTANIA :)
_____________________________________________________________
-Jejku Alex, co ty się tak drzesz?
-John? Myślałam, że jesteś w pracy.- nie wiedziałam, że brat jest w domu.
-Co się stało? - zapytał.
-Pamiętasz jak szliście z Michaelem do pracy? Co było wtedy żelazną zasadą? - zapytałam.
-Proste. Pracuj ile się da, ale nie zaniedbuj szkoły.
-Dokładnie. A wiedziałeś o tym że Michael nie był od 3 tygodni w szkole?- opowiedziałam w skrócie moją rozmowę z dyrektorem.
-Alex czemu mi nie powiedziałaś wcześniej?! -John zaczął się już bulwersować.
-Weź ty się uspokój przecież nie wiedziałam myślałam, że chodzi więc o co ten bulwers?!-nie byłam gorsza i też zaczęłam wrzeszczeć. W tej chwili drzwi frontowe trzasnęły, a w nich pojawił się Mike.
-O co wy się tak wydzieracie? Słychać już was na końcu ulicy.
-Świetnie, że jesteś Mike. Chodź tu. - powiedział John.
-Jak było w szkole? - zapytałam z ironią.
-Bardzo dobrze, dostałem 4.-bez zająknięcia odparł mój braciszek.
-O naprawdę? To się bardzo cieszę! Cieszę się też z tego, że cały czas nas oszukujesz i nie chodzisz do szkoły od 3 tygodni! Cieszę się też z tego, że jest koniec semestru i grozi ci nie klasyfikacja! Oraz cieszę się z tego że mój brat to niemota i w przyszłym roku będę z nim w jednej klasie!
Po moim jakże głośnym wystąpieniu nastała chwila ciszy.
-Ja...-zaczął Michael.
-No co ty? No słucham? Myślałeś, że ile to jeszcze potrwa? - zapytałam. Nerwy już mi nie wytrzymały. Normalnie każda młodsza siostra by się nie przejmowała, ale my mamy tylko siebie, i kocham go naprawdę bardzo bo dzięki niemu i Johnowi żyję.
-Alex to nie jest twoja sprawa! Staram się na nas zarabiać zobacz jak żyjemy!
-Mike, ale jakim kosztem?-zapytał spokojniejszym tonem John. -Miałeś chodzić do szkoły.
-Wiem, nawaliłem. Ale tylko w taki sposób damy radę.
-Mike, proszę cię. Nie zaniedbuj obowiązków. Pracuj, ale nie w ten sposób bardzo Cię proszę. Szkoła też jest ważna.
-Szkoła jest dla frajerów! - wykrzyknął Mike i poszedł na górę.
-Nie poznaję go.-stwierdziłam, niby do siebie, ale nie uszło to uwagi Johna.
-Co sugerujesz?-spytał.
-Że coś jest na rzeczy.
Nie zrozumiał o co mi chodzi, a ja od razu unikając jego pytań poszłam na górę do Michaela. Wiedziałam, że nie powiedział całej prawdy. W zasadzie, to nie powiedział nic. A ja musiałam się dowiedzieć o co chodzi. Weszłam do jego pokoju.
-No i? - zapytałam.
-Puka się?-warknął.
-Nie o to mi chodzi. Mike, znam cię. Wiesz o tym. A ja wiem, że nie powiedziałeś nam tego co robisz dokładnie. Co to za praca?
-Pracuję z ludźmi.
-Tak wiem. Już to kiedyś mówiłeś. Z jakimi ludźmi? Ej co się dzieje? Nie poznaję cię.
-Alex proszę...
-Nie proś mnie tylko powiedz. Wiesz, że jeżeli dalej tak będzie dyrektor wyśle do nas delegacje. Przeszukają dom, zabiorą mamę, a nas wyślą do jakiegoś sierocińca albo coś. Jesteś tego świadomy? Daj sobie pomóc do cholery! - mój brat westchnął. Poruszyło go to co do niego powiedziałam, ale nie bardzo wiedziałam dlaczego.-No więc?
Nic nie odpowiedział. Wstał podszedł do biurka, wziął drewnianą matrioszkę, otworzył jedną, drugą, potem trzecią, a wreszcie w czwartej było coś, co najwidoczniej mi pokazał. Wysypał to sobie na rękę i wrócił na łóżko. Spojrzał mi w oczy i otworzył swoją garść by mi pokazać, co tak bardzo ukrywa.
-CO DO...?!- nie zdążyłam dalej dokończyć bo wszystko rzucił na łóżko, wstał i zakrył mi dłonią usta. - Yyyyyy - próbowałam powiedzieć, ale nic to nie dało. Ugryzłam go w rękę.
-Ała! -krzyknął. -Siadaj i bądź cicho!
Byłam posłuszna i usiadłam, Patrzyłam się na łóżko, gdzie leżały pojedyncze woreczki typu zip zap z białym proszkiem w środku. Z narkotykami.
-Mike! Co tu się dzieje! - krzyknęłam szeptem.
-Alex, to nie tak jak myślisz.
-Bierzesz dragi?-złapałam ręką jego buzię i spojrzałam mu w oczy. - No tak! Powiększone źrenice, podkrążone oczy! Wszystko się zgadza.... No nie wierzę.... Żeby aż tak upaść! Musze powiedzieć to Johnowi! - nie mogłam przestać gadać.
-Alex! Alex! - próbował mnie uspokoić.- Ja nie biorę.
-Co? -zapytałam zbita z tropu.
-Nie biorę. Jestem dilerem. Sprzedaję je innym, Mam z tego kasę. - no nie wierzyłam. Mój brat dilerem.
-Ile z tego masz?- zapytałam ostrożnie.
-Dużo. Zależy od dnia. Wszystko przekazuję Johnowi, ale jeszcze się nie zapytał skąd mam tyle kasy. Czasem sobie zostawiam trochę, żeby nie było podejrzane, ale...- nie dokończył bo zamilkł jak zobaczył moją minę. - Co ty kombinujesz?
-Wkręć mnie. - powiedziałam wprost.
-Nie. - był już zły. - nie będę cię w to wplątywał. Zdajesz sobie sprawę, że jak wejdziesz w to to już nie wyjdziesz? Nie dasz rady.
-Mike proszę. Zarobimy więcej i w końcu się stad wyniesiemy. - miałam już to w głowie. Zarobimy. Wyprowadzimy się stąd do Europy. Mamę wyślemy do AA. Wszystko będzie super. Jak dawniej. Będziemy mieć kasę.
-Nie.
-Albo mnie wkręcisz, albo powiem Johnowi. A on ci tego nie daruje. Wiesz co on o tym sądzi. Jest wrogiem wszelkich używek, Jego nie będzie obchodzić, czy ty to sprzedajesz, czy bierzesz. To będzie oczywiste. Wyśle cię na odwyk. Zabroni wychodzić. Zabierze ci telefon i będzie cię cały czas pilnował.
-Alex... - zająknął się.
-Okej idę do Johna.- wstałam. Nie jestem donosicielką, ale wiedziałam, że to na niego zadziała. Przynajmniej w dzieciństwie działało. Musiałam tak zrobić. Chciałam, abyśmy mieli inne życie. A Michael znalazł na to sposób. Wiedziałam, że to jest złe. Wiedziałam, że będę mieć wyrzuty sumienia, ale dzięki temu możemy normalnie żyć.
-Dobra czekaj!-krzyknął.- Coś się da zrobić.
Następnego dnia ja też nie poszłam do szkoły. Michael dostał podobno niezłe zlecenie, za niezłą kasę. Od rana się przygotowywaliśmy. Oczywiście John nic o nas nie wiedział. Razem z Mike'em wyszliśmy rano z domu, by John uwierzył, że idziemy do szkoły.
-Słuchaj. Dzisiaj jest wielki dzień. Dzisiaj nie szlajamy się po dziurach. Klient będzie czekał w hotelu. Najdroższym hotelu w mieście, wiec musimy jakoś wyglądać. Idziemy teraz na zakupy, kupisz sobie coś. - wytłumaczył mi brat.
-Jakbym miała za co. - odburknęłam.
-Ja mam za co.
-Ej ale zaraz. W hotelu? Zgłupieliście? - coś mi tu nie pasowało. W hotelu? Pełnym kamer? Nie pasowało mi to całkiem.
-Tak w hotelu. Nie będziemy się rzucać w oczy elegancko ubrani.
Michael był za bardzo pewny siebie. Nie opierałam się bratu, w końcu to on wie co robi. Nie zdawałam sobie sprawy, że Michael aż tyle kasy zostawia dla siebie, wiec starczyło nam na koktajlową, świecącą suknię dla mnie oraz na granatową marynarkę i muszkę dla Micheala. Wróciliśmy do domu gdy John już był w pracy. Zostało nam trochę godzin do zadania, więc poszłam się przespać. Dwie godziny przed wyjściem obudził mnie brat. Poszłam wziąć szybki prysznic, przebrałam się, czesałam włosy, wzięłam jakiś błyszczyk mamy i pomalowałam usta. Byłam gotowa. Nigdy jeszcze tak nie wyglądałam... Tak... pięknie jak na mnie. Sama byłam zdziwiona. Pół godziny przed umówionym spotkaniem wyszliśmy. Droga minęła w ciszy. Przed wejściem do hotelu wreszcie odezwałam się do brata.
-I jak? Stresujesz się?
-Nieee... co ty. - odpowiedział łamiącym głosem Mike. -dobra chodź wchodzimy. Ja wiem gdzie mam iść, więc trzymaj się mnie.
Bałam się. Nigdy nie uczestniczyłam w czymś takim, ale nie dałam tego po sobie poznać. Weszliśmy. Z natury martwię się za bardzo, dlatego od razu rozejrzałam się za kamerami. Było ich mnóstwo i nagle jak na znak wszystkie obróciły się w naszą stronę.
-Michael, nie podoba mi się to.
-Cicho. Nie rozglądaj sie idziemy.
Nie wiedziałam, gdzie prowadzi mnie Michael, ale czułam się obserwowana przez tych ludzi.
-Mike, chodź wychodzimy. Mam złe przeczucia.
-Teraz się już nie wycofasz, widzę go. - Szliśmy równym krokiem do tego ów człowieka, kiedy zobaczyłam przy nim dwóch potężnych facetów, a dwa metry przed nimi stał jeszcze jeden udający, że czyta gablotkę.
-O kurwa... - szepnął Mike.- Alex pocałuj mnie w policzek i dyskretnie się wycofaj. Ten na pierwszej to wtyka. Poznaję go, raz prawie mnie złapał. Ja nie wiem, jak to się stało. Przepraszam... Mów co robię!
Wiedziałam... Zrobiłam to co mówił mi brat i już się odwracałam gdy przede mną nie wiadomo skąd pojawił się jeszcze jeden typ.
-Gdzie się pani śpieszy? Niech pani zostanie z nami. Będzie zabawnie. - powiedział, a mi przeszły ciarki po plecach.
wtorek, 5 stycznia 2016
Rozdział 1: kiedy myślisz, że jest wszystko w porządku... ale jednak nie.
Tego dnia wstałam wyjątkowo rano, bo już o 5. Całą noc dręczyły mnie jakieś koszmary. To zdecydowanie nie była dobra noc. Mimo tego, że wstałam sama, bez pomocy budzika nie czułam się dobrze psychicznie. Poszłam od razu pod prysznic, stwierdziłam, że to mi dobrze zrobi. Przez całą poranną toaletę miałam złe przeczucia, jednak przeszło mi to gdy poszłam do kuchni zjeść moje ulubione płatki czekoladowe z mlekiem. Jem je na sniadanie, na obiad, a także nawet na kolację. Nigdy mi się nie znudzą, poprawiają mi humor na cały dzień. Po śniadaniu standardowo poszłam się ubrać. Nie mam za dużo ubrań, dlatego włożyłam to co standardowo zakładam prawie codziennie: przetarte ze starości jeansy i siwą dosyć wyblakłą koszulkę. Miałam jeszcze dosyć czasu przed szkołą, dlatego spakowalam się i zaczęłam czytać książkę. Gdy musiałam już wychodzić weszłam jeszcze do kuchni by się czegoś napić.
- O Michael wstales juz?-zobaczylam, że brat siedzi przy stole i pije kawę.
-A nie widać?- odpowiedział. Ostatnio zrobił się bardzo nerwowy.
-Hej co się dzieje? Od kilku dni zachowujesz się jak małe dziecko.
-Odczep się.- nigdy taki nie był, nie wiedziałam o co mu chodzi. Napiłam sie wody i wyszlam do szkoły.
Jest styczeń, lecz u nas na florydzie jest wiecznie ciepło. Dzisiaj był piękny dzień. Nie był to dla mnie dobry dzień już od samego rana. Weszłam do szkoły i jak zawsze usiadłam sama pod salą. Założyłam słuchawki na uszy i czekałam do rozpoczęcia lekcji. Ten moment zawsze był moim ulubionym bo mogłam siedzieć i słuchac muzyki i nie przejmowałam się tym co mówią o mnie inni bo zwyczajnie tego nie słyszałam, odpływałam..
Najgorsze są lekcje. Wtedy każdy może mi dogryźć nawet gdy jest nauczyciel. "O widzę że masz modne spodnie! A nie... to tylko te co mialaś 5 lat temu ale przetarły ci się ze starości...". Tak wiem, nie miałam kasy na nowe ubrania, ale nie narzekałam. Nie kręcił mnie świat elegancji i przesadnego dbania o siebie. Na 4 lekcyjnej przyszedł do naszej sali dyrektor.
-Dzień dobry - powiedział i poszedł szybko do nauczycielki, by coś jej szepnąć do ucha. Kilka osób odburknęło coś w stylu "dobryyy" ale nikt się tym nie przejął, że głowa szkoły weszła do nas do klasy.
-Alex? - zapytała nauczycielka- Idź teraz z panem dyrektorem, Lekcje uzupełnisz potem.
Ja? To mnie wołali? Byłam w szoku. Oczywiście w klasie pojawiły się docinki typu "uuuuu" itd. Nic nie mówiąc posłusznie wyszłam.
-Jak się miewasz Alex? - zapytał dyrektor w drodze do gabinetu.
-Dobrze nie narzekam,- odpowiedziałam.
-Cieszę się.- nikt już sie nie odezwał dopóki nie weszlismy do sekretariatu. -Pani Weber proszę nikogo nie wpuszczać i z nikim mnie nie łączyć nawet jeżeli byłoby to bardzo pilne.
-Oczywiście panie dyrektorze. - odpowiedziała sekretarka. Weszłam do gabinetu dyrektora, który był dosyć fajny jak na gabinety starszych ludzi. Nie był on stary był urządzony w bardziej nowoczesnym stylu co mi się bardzo podobało.
-Alex, Alex, Alex...- zaczął- jestem wręcz uradowany, że się dobrze miewasz, a jak tam twoi bracia?
-Raczej dobrze. - całkowicie nie wiedziałam o co chodzi.
-Dobrze powiadasz? A więc powiesz mi może dlaczego twój brat Michael od 3 tygodni nie chodzi do szkoły? -wmurowało mnie. Ale jak to?
-Słucham?- zapytałam zdziwiona. - Jak to nie chodzi? Codziennie rano się z nim widuję i mowi, że ma na 9, a kilka razy nawet szedł ze mną do szkoły, to nie jest możliwe żeby go tutaj nie było.
-A widziałaś go na przerwach? - zapytał.
-No nie, ale..
-Nie ma ale, Alex. - przerwał mi- Twój brat nie chodzi prawie od miesiąca do szkoły, a ja nie znam przyczyny. Grozi mu nie klasyfikacja i zagrożenie z niektórych przedmiotów. Jest koniec półrocza. Dzwoniłem do twojej matki ale nie odbierała telefonów zresztą jak zawsze. Na wywiadówce nie pokazała się ani razu. Jeżeli to się nie zmieni będę zmuszony wysłać delegację do twojego domu.
-Nie, nie! - wykrzyknęłam. Tak moja mama to alkoholiczka, ale nikt o tym nie wiedział. Gdyby wiedzieli już dawno bylibyśmy w sierocińcu. - Ja pogadam z bratem. Wyjaśnię tą całą sytuację, może Pan być pewien i się nie martwić. Nie zawiodę.
-Mam nadzieję Alex. Jesteś dobra dziewczyna, masz bardzo dobre oceny w porownaniu do przeciętnych uczniów. Nie rozczaruj mnie. - Zakończył, a ja pokiwałam głową. - Dobrze, nie masz już co wracać na lekcje, i tak cię trochę zestresowałem. Możesz wrócić już do domu.
-Dziękuję panie dyrektorze. Do widzenia.
-Do widzenia Alex. - odpowiedział.
Wyszłam z gabinetu trochę zamyślona. Nie miałam pojęcia że mój brat tak sobie odpuszcza. John już nie chodzi do szkoły, ale myślałam zawsze, że daje dobry przykład nam obojgu. Cóż, Michael chyba jednak poszedł inną drogą. Gdy weszłam do domu, rzuciłam plecak w przedpokoju i poszłam zobaczyc czy mama śpi w swoim pokoju. Spała, a koło niej było kilka butelek po piwie i jedna po wódce. <Jak zawsze> pomyślałam, a z mojego gardła wydobył się głośny dźwięk:
-MICHAEL! MICHAEL ZEJDŹ SZYBKO NA DÓŁ!!!!
_______________________________
O ja najgorszy jest początek. Tak już po 1 rozdziale miałam chwile zwątpienia, ale nie poddaję się. Rozdziały będą krótkie. Na pewno ten jest krótki bo mega ciężko mi się go pisalo, ale już jestem w połowie drugiego i chyba jest lepiej. Nie chce zdradzać Wam wszystkiego od razu.
Dziękuję za komentarze pod prologiem.
2 rozdział pojawi się, gdy tu znajdzie się 5 komentarzy!
Dziękuję Wam bardzo <3
Do zobaczenia :*
- O Michael wstales juz?-zobaczylam, że brat siedzi przy stole i pije kawę.
-A nie widać?- odpowiedział. Ostatnio zrobił się bardzo nerwowy.
-Hej co się dzieje? Od kilku dni zachowujesz się jak małe dziecko.
-Odczep się.- nigdy taki nie był, nie wiedziałam o co mu chodzi. Napiłam sie wody i wyszlam do szkoły.
Jest styczeń, lecz u nas na florydzie jest wiecznie ciepło. Dzisiaj był piękny dzień. Nie był to dla mnie dobry dzień już od samego rana. Weszłam do szkoły i jak zawsze usiadłam sama pod salą. Założyłam słuchawki na uszy i czekałam do rozpoczęcia lekcji. Ten moment zawsze był moim ulubionym bo mogłam siedzieć i słuchac muzyki i nie przejmowałam się tym co mówią o mnie inni bo zwyczajnie tego nie słyszałam, odpływałam..
Najgorsze są lekcje. Wtedy każdy może mi dogryźć nawet gdy jest nauczyciel. "O widzę że masz modne spodnie! A nie... to tylko te co mialaś 5 lat temu ale przetarły ci się ze starości...". Tak wiem, nie miałam kasy na nowe ubrania, ale nie narzekałam. Nie kręcił mnie świat elegancji i przesadnego dbania o siebie. Na 4 lekcyjnej przyszedł do naszej sali dyrektor.
-Dzień dobry - powiedział i poszedł szybko do nauczycielki, by coś jej szepnąć do ucha. Kilka osób odburknęło coś w stylu "dobryyy" ale nikt się tym nie przejął, że głowa szkoły weszła do nas do klasy.
-Alex? - zapytała nauczycielka- Idź teraz z panem dyrektorem, Lekcje uzupełnisz potem.
Ja? To mnie wołali? Byłam w szoku. Oczywiście w klasie pojawiły się docinki typu "uuuuu" itd. Nic nie mówiąc posłusznie wyszłam.
-Jak się miewasz Alex? - zapytał dyrektor w drodze do gabinetu.
-Dobrze nie narzekam,- odpowiedziałam.
-Cieszę się.- nikt już sie nie odezwał dopóki nie weszlismy do sekretariatu. -Pani Weber proszę nikogo nie wpuszczać i z nikim mnie nie łączyć nawet jeżeli byłoby to bardzo pilne.
-Oczywiście panie dyrektorze. - odpowiedziała sekretarka. Weszłam do gabinetu dyrektora, który był dosyć fajny jak na gabinety starszych ludzi. Nie był on stary był urządzony w bardziej nowoczesnym stylu co mi się bardzo podobało.
-Alex, Alex, Alex...- zaczął- jestem wręcz uradowany, że się dobrze miewasz, a jak tam twoi bracia?
-Raczej dobrze. - całkowicie nie wiedziałam o co chodzi.
-Dobrze powiadasz? A więc powiesz mi może dlaczego twój brat Michael od 3 tygodni nie chodzi do szkoły? -wmurowało mnie. Ale jak to?
-Słucham?- zapytałam zdziwiona. - Jak to nie chodzi? Codziennie rano się z nim widuję i mowi, że ma na 9, a kilka razy nawet szedł ze mną do szkoły, to nie jest możliwe żeby go tutaj nie było.
-A widziałaś go na przerwach? - zapytał.
-No nie, ale..
-Nie ma ale, Alex. - przerwał mi- Twój brat nie chodzi prawie od miesiąca do szkoły, a ja nie znam przyczyny. Grozi mu nie klasyfikacja i zagrożenie z niektórych przedmiotów. Jest koniec półrocza. Dzwoniłem do twojej matki ale nie odbierała telefonów zresztą jak zawsze. Na wywiadówce nie pokazała się ani razu. Jeżeli to się nie zmieni będę zmuszony wysłać delegację do twojego domu.
-Nie, nie! - wykrzyknęłam. Tak moja mama to alkoholiczka, ale nikt o tym nie wiedział. Gdyby wiedzieli już dawno bylibyśmy w sierocińcu. - Ja pogadam z bratem. Wyjaśnię tą całą sytuację, może Pan być pewien i się nie martwić. Nie zawiodę.
-Mam nadzieję Alex. Jesteś dobra dziewczyna, masz bardzo dobre oceny w porownaniu do przeciętnych uczniów. Nie rozczaruj mnie. - Zakończył, a ja pokiwałam głową. - Dobrze, nie masz już co wracać na lekcje, i tak cię trochę zestresowałem. Możesz wrócić już do domu.
-Dziękuję panie dyrektorze. Do widzenia.
-Do widzenia Alex. - odpowiedział.
Wyszłam z gabinetu trochę zamyślona. Nie miałam pojęcia że mój brat tak sobie odpuszcza. John już nie chodzi do szkoły, ale myślałam zawsze, że daje dobry przykład nam obojgu. Cóż, Michael chyba jednak poszedł inną drogą. Gdy weszłam do domu, rzuciłam plecak w przedpokoju i poszłam zobaczyc czy mama śpi w swoim pokoju. Spała, a koło niej było kilka butelek po piwie i jedna po wódce. <Jak zawsze> pomyślałam, a z mojego gardła wydobył się głośny dźwięk:
-MICHAEL! MICHAEL ZEJDŹ SZYBKO NA DÓŁ!!!!
_______________________________
O ja najgorszy jest początek. Tak już po 1 rozdziale miałam chwile zwątpienia, ale nie poddaję się. Rozdziały będą krótkie. Na pewno ten jest krótki bo mega ciężko mi się go pisalo, ale już jestem w połowie drugiego i chyba jest lepiej. Nie chce zdradzać Wam wszystkiego od razu.
Dziękuję za komentarze pod prologiem.
2 rozdział pojawi się, gdy tu znajdzie się 5 komentarzy!
Dziękuję Wam bardzo <3
Do zobaczenia :*
sobota, 2 stycznia 2016
Opowiadanie Confident//PROLOG
Cześć!
A więc tak, wróciłam na bloga! Przychodzę z nowym opowiadaniem. Nie wiem co tu Wam napisać bo w zasadzie dawno mnie tu nie było i chciałabym to naprawić...
Zagłosujcie w sądzie co do wyglądu bloga ;) Będzie mi miło.
Czytasz? ----> Komentujesz! Rozdział 1 pojawi się jak będzie 4 komentarze :)
_________________________________________________________________Każdy ma w rodzinie jakiś problem. Tak jest, było i będzie. Ja też należę do tej społeczności, której nie jest łatwo w życiu. Mam na imię Alex. Mam 17 lat. Mam dwóch braci Michaela i Johna. Kocham ich nad życie, są ode mnie starsi i to oni wskazywali mi drogę przez całe moje dzieciństwo. Dzięki nim oprócz tego, że wiem co w życiu jest dobre, a co złe wiem też, jak naprawiać samochody bądź nie mam problemów z naprawianiem kranów. Umiem zrobić praktycznie wszystko co leży w zakresie robót typowych dla panów. Jak trzeba coś zespawać to też dam radę. Niestety, w kwestii gotowania jesteem typową amebą. Ale co się dziwić. Mam matkę alkoholiczkę. Tata zmarł jak miałam 2 lata. Jestem pół sierotą, ale od 15 lat czuję się jakbym była sierotą, bo to właśnie wtedy mama zaczęła pić, po śmierci taty. Nie mam znajomych. Nie mam kasy na nic. Ale to chyba logiczne skoro moja mama wydaje wszystko na alkohol. Moi bracia teraz zarabiają, alee w przeszłości mieli kilka występków więc zarówno oni jak i ja- podobno ze względów bezpieczeństwa jesteśmy cały czas pod opieką kuratora. Ja nigdy nie miałam problemów z prawem. Jestem dość zadziorna. Po trupach do celu. To moje motto. Nigdy nie liczę na innych zawsze za siebie. Wiem, że moja mama mnie niee wychowała, ale zarówno za nią jak i za moich kochanych braci oddałabym życie. Jestem bardzo pewna siebie. Bardzo. I nie, nie daję sobą pomiatać, lecz czasem to boli, kiedy jestes wytykany palcami. Lecz czasem jest taki dzień, kiedy przyjdę do domu po szkole, usiądę na łóżku i płaczę.
sobota, 9 lutego 2013
Rozdział 16
*oczami Scarlett*
- Dziękuję Justin. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy... -staliśmy już na drugi dzień w holu. Za 5 minut tata miał iść do pracy. Byłam z niego dumna. Wiedziałam, że teraz to już na pewno zostanę z nim...
- Nie ma sprawy. Wie Pan, że dla mnie Pana córka jest najważniejsza... Chcę być blisko niej. A tylko w taki sposób mogę to jej zapewnić. Oczywiście robię to też dla Pana.
- Dziękuję Justin. Jeszcze raz dziękuję.
W tej chwili wszedł na hol Scooter.
- Witam Was. Cześć Justin.
- Dzień dobry.
- Um... Pan Rayan Smith? - zwrócił się do taty.
- Tak to ja.
- Zapraszam do środka. Powiem Panu co ma Pan robić.
- Powodzenia - szepnęłam i uśmiechnęłam się do taty.
- No... to... mamy troszkę czasu dla siebie -powiedział wolno justin poodchodząc do mnie coraz bliżej.
- No mamy, mamy.... - powiedziałam i dalam mu lekkiego całusa w usta. - To co? idziemy na gofry?
- O niczym nie marzyłem tak dawno jak o gofrach! Mniam! - wybuchneliśmy śmiechem. Wziął mnie za rękę i ruszylismy do drzwi wyjsciowych.
Po srodze rozmawialiśmy co zrobić z Jamesem. Jutro mamy spotkanie. NIe będą to bujki, ani nic takiego. Po prostu w prosty sposób pokażemy, że nie jestem do wzięcia. A swoją drogą gofry były pyszne!
<następnego dnia, spotkanie z Jamesem>
Justin podwiózł mnie do restauracji, w której miałam się spotkać z Jamesem.
- Gotowy? Za 10 minut wchodzisz. Trzymaj się słodki. - powiedziałam i włożyłam moje okulary przeciwsłoneczne. Żwawym krokiem podązyłam do lokalu. Byłam ubrana w zwiewną, letnią sukienkę. Oczywiście buty na koturnie, kapelusz na głowę i torebka.Weszłam do środka. Na początku myślałam, że Jamesa jeszcze nie ma. Ale po chwili odwrócił się do mnie atrakcyjny chłopak. Wcale nie ubrany już w sweterek i w te obciachowe skarpetki. Pomachał mi na powitanie. Taa.. To musiał być on. Podeszłam i usiadłam na przeciwko.
- Cześć Scarlett. - przywitał się.
- Cześć James... Nie poznałam Cię.
- Wiesz, na co dzień nie noszę tych obciachowych ubrań które szykuje mi mama.
- Co? Mama szykuje Ci ubrania? - zaśmiałam się.
- Noo... - on też nie szczędził uśmiechu. Szczerze to on był mega przystojny, jednak dla mnie nie był Justinem. To oczywiste jest. - Tak więc Scarlett... Nie chcę żebyś sobie pomyślała, że jestem jakiś opętany i chcę, żebyś była moją dziewczyną bo tak nie jest. Mam śliczną dziewczynę, której nic nie brakuje. Kocham ją ponad wszystko i nie chcę tej szansy zmarnować przez moją matkę. Nic do Ciebie nie mam, ale nawet jeśli Ty masz coś do mnie, chciałbym, abysmy zostali przyjaciółmi.
- Czekaj... Czyli to Twoja matka na siłę....?
Skinął tylko głową.
- Moja matka ma to samo. chyba się zmówiły. Ja też mam chłopaka i nie chcę być z kimś innym. Przepraszam Cię, że oceniłam Cię po wyglądzie, ale teraz wydajesz mi się wrażliwy, wierny i opiekuńczy. - spojrzałam na zegarek.-A tak właściwie to poznasz mojego chłopaka za równą minutę.
W tej chwili drzwi do lokalu otworzyły się i wszedł przez nie Justin. Od razu do nas podszedł.
- Cześć mała. - powiedział i mnie pocałował w usta. Z niechęcia oderwałam się od niego.
- Just, już nie musisz. Wszystko wyjaśnione. Poznajcie się. James- Justin. Justin- James.
- Cześć stary - powiedział Juju. - Ale jak to wyjaśnione?
- To nasze matki uknuły spisek a tak na prawdę to ja mam dziewczynę, a Scarlett ma chłopaka i chyba zostaniemy przyjaciółmi.
Justin popatrzył się na nas zszokowany. Po chwili powiedział.
- Stary! To chodź na oranżadę! Piwa nie proponuję, bo prowadzę!
wszyscy jak na rozkaz wyszlismy z eleganckiej restauracji i poszliśmy do nadzwyczajnej budki. Wypilismy oranżady i zaczęliśmy się sprzymieżać z dotychczasowym wrogiem.
<miesiąc później - rozprawa sądowa>
Obudziłam się wczesnym rankiem. To był ten dzień. Wstałam z łóżka, poszłam się odświeżyć i zjadłam śniadanie. Po śniadaniu ubrałam się w moją ulubioną czarną sukienkę. Założyłam też do tego malinowy żakiet i malinowe buty na obcasie. Zeszłam na dół.
- Dzisiaj rozprawa. - powiedziała mama. - Wiesz, że będzie James?
- I co w związku z tym? Wiesz, że będzie Justin?
W mamie aż się zagotowało. Zaczęła na mnie wrzeszczeć kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam go i przyłożyłam do ucha.
- Scarl, jestem z twoim tatą i Kennym przed Twoim domem. Czekamy. - to Justin. Rozłączyłam się i włożyłam mojego iPhona to torebki.
- Yyy... taa. To ja lece. Do zobaczenia. - Bez zważania na krzyki mamy wyszłam z domu, trzaskając drzwiami i ruszyłam do samochodu. Usiadłam z tyłu koło Justina.
- Cześć wszystkim - powiedziałam i dałam buziaka Juju.
- Hej Scarl. - odpowiedzieli.
- Scarlett, jak samopoczucie? - spytał tata.
- Jakoś się trzymam. Wierzę, że będzie dobrze, bo mam was.
Cały ten czas siedzielismy w ciszy. Nie wiem czy po prostu mi nie uwierzyli czy inaczej. Kiedy dojechaliśmy do sądu zostało 30 minut do rozpoczęcia rozprawy. Poszliśmy więc pod salę w której miała się toczyć rozprawa. Siedział już tam James. Przywitaliśmy się z nim i w celu złagodnienia napięcia zaczęlismy rozmawiać o byle czym. Pięć minut przed rozprawą pojawiła się mama. Spojrzała tylko na tatę, a tata na nią, lecz żadne z nich nic nie powiedziało. Nagle wyszła pewna pani na korytarz i wezwała nas na salę. Złapałam Justina mocno za rękę i weszliśmy na salę.
Po dwóch godzinach rozprawa zakończyła się. Wyszłam z sali uśmiechnięta od ucha do ucha! Tak! wygralismy!
- Tato tak się cieszę! - krzyknęłam i rzuciłam się tacie na szyję.
- Ja też się cieszę! Było trudno, ale dzięki Jamesowi wygraliśmy!
W tej chwili z sali wyszedł James.
- James? Skąd ty wiedziałes takie brutalne szczegóły o mojej mamie?
- Scarl, może nie wiedziałas, ale twoja mama często u nas bywała. Wiele razy opowiadała to mojej, ale obie myślały, że ja tego nie słyszę. Dzisiaj się obie przekonały. - odparł.
- Dziękuję ci. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- No dobra a teraz jedziemy wszyscy na lody! - powiedział Justin łapiąc mnie za rękę i w tym samym momencie odciągając od Jamesa. Wszyscy wyszliśmy na świeże powietrze.
- Justin, ty zazdrośniku... - powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Ja?
-No przecież wiem, że zrobiłes to specjalnie.
- No ale co? - na jego twarzy tez pojawił się delikatny uśmiech. W odpowiedzi tylko pocałowałam go mocno w usta, a on od razu odwzajemnił pocałunek.
- Hej wy! Wsiadacie do samochodu, czy mamy jechać na lody bez was?
- No ale to przecież Justim miał kupować, bez niego nie pojedziecie! - odpowiedziałam.
- I właśnie o to chodzi. - powiedział Kenny i wepchnął nas do samochodu. Wszyscy udalismy się do ulubionej kawiarenki mojego taty i tam spędziliśmy cały wieczór.
<tydzień później>
Leżałam sobie na moim łóżku w moim nowym pokoju. Tata kupił dom, niedaleko Justina także byliśmy praktycznie cały czas w kontakcie. Czytałam sobie moją jedną z ulubionych książek. Wtem usłyszałam ciche walenie do szyby. wyszłam szybko na balkon i spojrzałam w dół. Stał tam Justin z koszykiem piknikowym.
- Witam panno Smith. Przybywam w pokojowych zamiarach. - powiedział.
- Zapraszam pana Biebera do siebie. - odpowiedziałam i odebrałam od niego koszyk, po czym sam szybko wspiął się do mojego pokoju. Przywitał mnie buziakiem, słodkim i soczystym.
- Przyniosłem dla pani ulubione nasze przysmaki. Pizza, pomarańcze, truskawki, soczek brzoskwiniowy, lody waniliowe a na deser dwa bilety do Australii. Jedziemy pozwiedzać kangury.
- Haha Justin ty jak zwykle masz dobry humor!
- Scarlett, ale ja mówię poważnie. Jest już po rozprawie, mieszkamy kolo siebie, połowa trasy koncertowej za mną... czas chyba odpocząć. Za tydzień mamy lot. A bilety są tu. - powiedział i podał mi niebieską kopertę. Otworzyłam i nie mogłam uwierzyć moim oczom.
-Matko Justin! Ty mówiłeś naprawdę!
- Jak najbardziej kochanie. - powiedział i zaczął mnie całować po szyi.
- Justin... Ale tata...
- Nie przejmuj się. nie zauważyłaś, że ostatnio strasznie często widujemy go z moją mamą? Dadzą sobie radę...
- No tak... W sumie fakt. No to za tydzień mamy podróż swojego życia! coś jak podróż poslubna - powiedziałam i zaśmiałam się.
- Poślubna może nie, ale po narzeczeńska czemu nie.
- Justin, co masz na myśli?
- To. - powiedział uklęknął przede mną i wyjął granatowe pudełeczko. - Scarlett... wyjdziesz za mnie?
Byłam w szoku. Zaczęłam płakać.
- Tak Justin! Tak! - powiedziałam i padliśmy sobie w ramiona.
_____________________
THE END!
Przepraszam, że aż tak długo nie pisałam, ale szczerze mówiąc mam strasznie dużo nauki. Po za tym, ten rozdział jest ostatni, więc straaaasznie trudny! No i już myślę nad nowym opowiadaniem także tego ;p
Przepraszam jeszcze raz i mam nadzieję, że będziecie chcieli czytać kolejne :)
Do zobaczenia!
@izka__
- Dziękuję Justin. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy... -staliśmy już na drugi dzień w holu. Za 5 minut tata miał iść do pracy. Byłam z niego dumna. Wiedziałam, że teraz to już na pewno zostanę z nim...
- Nie ma sprawy. Wie Pan, że dla mnie Pana córka jest najważniejsza... Chcę być blisko niej. A tylko w taki sposób mogę to jej zapewnić. Oczywiście robię to też dla Pana.
- Dziękuję Justin. Jeszcze raz dziękuję.
W tej chwili wszedł na hol Scooter.
- Witam Was. Cześć Justin.
- Dzień dobry.
- Um... Pan Rayan Smith? - zwrócił się do taty.
- Tak to ja.
- Zapraszam do środka. Powiem Panu co ma Pan robić.
- Powodzenia - szepnęłam i uśmiechnęłam się do taty.
- No... to... mamy troszkę czasu dla siebie -powiedział wolno justin poodchodząc do mnie coraz bliżej.
- No mamy, mamy.... - powiedziałam i dalam mu lekkiego całusa w usta. - To co? idziemy na gofry?
- O niczym nie marzyłem tak dawno jak o gofrach! Mniam! - wybuchneliśmy śmiechem. Wziął mnie za rękę i ruszylismy do drzwi wyjsciowych.
Po srodze rozmawialiśmy co zrobić z Jamesem. Jutro mamy spotkanie. NIe będą to bujki, ani nic takiego. Po prostu w prosty sposób pokażemy, że nie jestem do wzięcia. A swoją drogą gofry były pyszne!
<następnego dnia, spotkanie z Jamesem>
Justin podwiózł mnie do restauracji, w której miałam się spotkać z Jamesem.
- Gotowy? Za 10 minut wchodzisz. Trzymaj się słodki. - powiedziałam i włożyłam moje okulary przeciwsłoneczne. Żwawym krokiem podązyłam do lokalu. Byłam ubrana w zwiewną, letnią sukienkę. Oczywiście buty na koturnie, kapelusz na głowę i torebka.Weszłam do środka. Na początku myślałam, że Jamesa jeszcze nie ma. Ale po chwili odwrócił się do mnie atrakcyjny chłopak. Wcale nie ubrany już w sweterek i w te obciachowe skarpetki. Pomachał mi na powitanie. Taa.. To musiał być on. Podeszłam i usiadłam na przeciwko.
- Cześć Scarlett. - przywitał się.
- Cześć James... Nie poznałam Cię.
- Wiesz, na co dzień nie noszę tych obciachowych ubrań które szykuje mi mama.
- Co? Mama szykuje Ci ubrania? - zaśmiałam się.
- Noo... - on też nie szczędził uśmiechu. Szczerze to on był mega przystojny, jednak dla mnie nie był Justinem. To oczywiste jest. - Tak więc Scarlett... Nie chcę żebyś sobie pomyślała, że jestem jakiś opętany i chcę, żebyś była moją dziewczyną bo tak nie jest. Mam śliczną dziewczynę, której nic nie brakuje. Kocham ją ponad wszystko i nie chcę tej szansy zmarnować przez moją matkę. Nic do Ciebie nie mam, ale nawet jeśli Ty masz coś do mnie, chciałbym, abysmy zostali przyjaciółmi.
- Czekaj... Czyli to Twoja matka na siłę....?
Skinął tylko głową.
- Moja matka ma to samo. chyba się zmówiły. Ja też mam chłopaka i nie chcę być z kimś innym. Przepraszam Cię, że oceniłam Cię po wyglądzie, ale teraz wydajesz mi się wrażliwy, wierny i opiekuńczy. - spojrzałam na zegarek.-A tak właściwie to poznasz mojego chłopaka za równą minutę.
W tej chwili drzwi do lokalu otworzyły się i wszedł przez nie Justin. Od razu do nas podszedł.
- Cześć mała. - powiedział i mnie pocałował w usta. Z niechęcia oderwałam się od niego.
- Just, już nie musisz. Wszystko wyjaśnione. Poznajcie się. James- Justin. Justin- James.
- Cześć stary - powiedział Juju. - Ale jak to wyjaśnione?
- To nasze matki uknuły spisek a tak na prawdę to ja mam dziewczynę, a Scarlett ma chłopaka i chyba zostaniemy przyjaciółmi.
Justin popatrzył się na nas zszokowany. Po chwili powiedział.
- Stary! To chodź na oranżadę! Piwa nie proponuję, bo prowadzę!
wszyscy jak na rozkaz wyszlismy z eleganckiej restauracji i poszliśmy do nadzwyczajnej budki. Wypilismy oranżady i zaczęliśmy się sprzymieżać z dotychczasowym wrogiem.
<miesiąc później - rozprawa sądowa>
Obudziłam się wczesnym rankiem. To był ten dzień. Wstałam z łóżka, poszłam się odświeżyć i zjadłam śniadanie. Po śniadaniu ubrałam się w moją ulubioną czarną sukienkę. Założyłam też do tego malinowy żakiet i malinowe buty na obcasie. Zeszłam na dół.
- Dzisiaj rozprawa. - powiedziała mama. - Wiesz, że będzie James?
- I co w związku z tym? Wiesz, że będzie Justin?
W mamie aż się zagotowało. Zaczęła na mnie wrzeszczeć kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam go i przyłożyłam do ucha.
- Scarl, jestem z twoim tatą i Kennym przed Twoim domem. Czekamy. - to Justin. Rozłączyłam się i włożyłam mojego iPhona to torebki.
- Yyy... taa. To ja lece. Do zobaczenia. - Bez zważania na krzyki mamy wyszłam z domu, trzaskając drzwiami i ruszyłam do samochodu. Usiadłam z tyłu koło Justina.
- Cześć wszystkim - powiedziałam i dałam buziaka Juju.
- Hej Scarl. - odpowiedzieli.
- Scarlett, jak samopoczucie? - spytał tata.
- Jakoś się trzymam. Wierzę, że będzie dobrze, bo mam was.
Cały ten czas siedzielismy w ciszy. Nie wiem czy po prostu mi nie uwierzyli czy inaczej. Kiedy dojechaliśmy do sądu zostało 30 minut do rozpoczęcia rozprawy. Poszliśmy więc pod salę w której miała się toczyć rozprawa. Siedział już tam James. Przywitaliśmy się z nim i w celu złagodnienia napięcia zaczęlismy rozmawiać o byle czym. Pięć minut przed rozprawą pojawiła się mama. Spojrzała tylko na tatę, a tata na nią, lecz żadne z nich nic nie powiedziało. Nagle wyszła pewna pani na korytarz i wezwała nas na salę. Złapałam Justina mocno za rękę i weszliśmy na salę.
Po dwóch godzinach rozprawa zakończyła się. Wyszłam z sali uśmiechnięta od ucha do ucha! Tak! wygralismy!
- Tato tak się cieszę! - krzyknęłam i rzuciłam się tacie na szyję.
- Ja też się cieszę! Było trudno, ale dzięki Jamesowi wygraliśmy!
W tej chwili z sali wyszedł James.
- James? Skąd ty wiedziałes takie brutalne szczegóły o mojej mamie?
- Scarl, może nie wiedziałas, ale twoja mama często u nas bywała. Wiele razy opowiadała to mojej, ale obie myślały, że ja tego nie słyszę. Dzisiaj się obie przekonały. - odparł.
- Dziękuję ci. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- No dobra a teraz jedziemy wszyscy na lody! - powiedział Justin łapiąc mnie za rękę i w tym samym momencie odciągając od Jamesa. Wszyscy wyszliśmy na świeże powietrze.
- Justin, ty zazdrośniku... - powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Ja?
-No przecież wiem, że zrobiłes to specjalnie.
- No ale co? - na jego twarzy tez pojawił się delikatny uśmiech. W odpowiedzi tylko pocałowałam go mocno w usta, a on od razu odwzajemnił pocałunek.
- Hej wy! Wsiadacie do samochodu, czy mamy jechać na lody bez was?
- No ale to przecież Justim miał kupować, bez niego nie pojedziecie! - odpowiedziałam.
- I właśnie o to chodzi. - powiedział Kenny i wepchnął nas do samochodu. Wszyscy udalismy się do ulubionej kawiarenki mojego taty i tam spędziliśmy cały wieczór.
<tydzień później>
Leżałam sobie na moim łóżku w moim nowym pokoju. Tata kupił dom, niedaleko Justina także byliśmy praktycznie cały czas w kontakcie. Czytałam sobie moją jedną z ulubionych książek. Wtem usłyszałam ciche walenie do szyby. wyszłam szybko na balkon i spojrzałam w dół. Stał tam Justin z koszykiem piknikowym.
- Witam panno Smith. Przybywam w pokojowych zamiarach. - powiedział.
- Zapraszam pana Biebera do siebie. - odpowiedziałam i odebrałam od niego koszyk, po czym sam szybko wspiął się do mojego pokoju. Przywitał mnie buziakiem, słodkim i soczystym.
- Przyniosłem dla pani ulubione nasze przysmaki. Pizza, pomarańcze, truskawki, soczek brzoskwiniowy, lody waniliowe a na deser dwa bilety do Australii. Jedziemy pozwiedzać kangury.
- Haha Justin ty jak zwykle masz dobry humor!
- Scarlett, ale ja mówię poważnie. Jest już po rozprawie, mieszkamy kolo siebie, połowa trasy koncertowej za mną... czas chyba odpocząć. Za tydzień mamy lot. A bilety są tu. - powiedział i podał mi niebieską kopertę. Otworzyłam i nie mogłam uwierzyć moim oczom.
-Matko Justin! Ty mówiłeś naprawdę!
- Jak najbardziej kochanie. - powiedział i zaczął mnie całować po szyi.
- Justin... Ale tata...
- Nie przejmuj się. nie zauważyłaś, że ostatnio strasznie często widujemy go z moją mamą? Dadzą sobie radę...
- No tak... W sumie fakt. No to za tydzień mamy podróż swojego życia! coś jak podróż poslubna - powiedziałam i zaśmiałam się.
- Poślubna może nie, ale po narzeczeńska czemu nie.
- Justin, co masz na myśli?
- To. - powiedział uklęknął przede mną i wyjął granatowe pudełeczko. - Scarlett... wyjdziesz za mnie?
Byłam w szoku. Zaczęłam płakać.
- Tak Justin! Tak! - powiedziałam i padliśmy sobie w ramiona.
_____________________
THE END!
Przepraszam, że aż tak długo nie pisałam, ale szczerze mówiąc mam strasznie dużo nauki. Po za tym, ten rozdział jest ostatni, więc straaaasznie trudny! No i już myślę nad nowym opowiadaniem także tego ;p
Przepraszam jeszcze raz i mam nadzieję, że będziecie chcieli czytać kolejne :)
Do zobaczenia!
@izka__
niedziela, 30 grudnia 2012
Liebster Award
Właśnie zostałam nominowana do Liebster Award! Wooo ho! :) Bardzo, ale to bardzo się cieszę i z całego serducha dziękuję Wiktorii, z tego bloga ! ♥
A oto pytania na które muszę odpowiedzieć :
1.Jak masz na imię?
Mam na imię Wiktoria.
2.Ile masz lat?
Mam 14 lat.
3.Ulubiony kolor?
Obecnie mam dużo ulubionych kolorów, jednak myślę, że z pośród nich najbardziej wielbię niebieski, zielony i fioletowy!
4. Należysz do jakiegoś fandomu?
Należę do Beliebers, Directioners, Swifties oraz jestem Potterhead.
5.Co dostałaś pod choinkę?
Uhuhu :) Dostałam tradycyjnie czekoladowego Mikołaja ;) A oprócz tego zegarek ścienny, zapachowe mydełko, zegarek na rękę, 2 książki, perfumy, ręcznie robionego aniołka i 'Igrzyska Śmierci' na DVD ;)
6.Do której klasy chodzisz?
Chodzę do 2 gimnazjum.
7.Ile masz wzrostu?
Około 168.
8.Masz rodzeństwo?
Niestety nie :(
9.Ulubiona piosenka?
Hmm.. Z tym będzie problem, ponieważ mam dużo ulubionych piosenek. Myślę, że do tych co mi sprawiają radość należą na pewno:
- Little Mix: 'DNA' ; 'Wings'
- Justin Bieber: 'As long as you love me'
- Taylor Swift: 'I knew you were trouble'
- One Direction: 'Kiss you'
- The Veronicas: 'Untouched'
- David Guetta i Usher: 'Witout you'
- Nicki Minaj: 'Starships'
- Miranda Cosgrove: 'About you now'
- McFly: 'Love is easy'
- Mrozu: '1000 metrów nad ziemia'
- The Wanted: 'I found you'
- J. Lo 'Dance again'
- Flo Rida 'Whistle'
- Natasha Bedingfield 'Pocketful of sunshine'
- Britney Spears: 'I wanna go'
- Kesha: 'Blow' i 'Die young'
- Jay-Z i Alicia Keys "New York' (tak, wiem to nie jest oryginalny tytuł)
Tak więc dużo tego i jest ich o wiele wiele więcej ;)
10.Jaki masz kolor włosów ?
Myślę, że jest to brązowy ;)
11.Ulubiony zespół?
One Direction, Little Mix, The Veronicas..
Teraz blogi, które ja nominuję do tego wyróżnienia:
1. http://back-into-my-arms.blogspot.com/
2. http://born-to-be-some-body.blog.onet.pl/
3. http://thinkin-about-you-justin.blog.onet.pl/
4. http://jestemalice.blogspot.com/
5. http://never-let-you-goo1.blogspot.com/
6. http://polishselenators.blogspot.com/
7. http://spixworth.blogspot.com/
8. http://bucherwelt.blogspot.com/
9. http://mary-katefashion.blogspot.com/
10. http://maryannfashionn.blogspot.com/
11. http://lonelyladyrauhl2.blogspot.com/
Posiadacze tych blogów wymienionych wyżej mają odpowiedzieć na pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Jaki jest Twój ulubiony film?
4. Od jak dawna blogujesz?
5. Jaki masz model telefonu?
6. Kto jest twoim idolem/idolką?
7. Należysz do jakiegoś fandomu?
8. Co według Ciebie jest najważniejszą rzeczą potrzebną do spełnienia siebie jako dobrego człowieka?
9. Masz ulubioną książkę?
10. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
11. Czym się kierujesz w życiu?
To chyba na tyle :) Kolejny rozdział pojawi się wkrótce!
xoxo ♥
A oto pytania na które muszę odpowiedzieć :
1.Jak masz na imię?
Mam na imię Wiktoria.
2.Ile masz lat?
Mam 14 lat.
3.Ulubiony kolor?
Obecnie mam dużo ulubionych kolorów, jednak myślę, że z pośród nich najbardziej wielbię niebieski, zielony i fioletowy!
4. Należysz do jakiegoś fandomu?
Należę do Beliebers, Directioners, Swifties oraz jestem Potterhead.
5.Co dostałaś pod choinkę?
Uhuhu :) Dostałam tradycyjnie czekoladowego Mikołaja ;) A oprócz tego zegarek ścienny, zapachowe mydełko, zegarek na rękę, 2 książki, perfumy, ręcznie robionego aniołka i 'Igrzyska Śmierci' na DVD ;)
6.Do której klasy chodzisz?
Chodzę do 2 gimnazjum.
7.Ile masz wzrostu?
Około 168.
8.Masz rodzeństwo?
Niestety nie :(
9.Ulubiona piosenka?
Hmm.. Z tym będzie problem, ponieważ mam dużo ulubionych piosenek. Myślę, że do tych co mi sprawiają radość należą na pewno:
- Little Mix: 'DNA' ; 'Wings'
- Justin Bieber: 'As long as you love me'
- Taylor Swift: 'I knew you were trouble'
- One Direction: 'Kiss you'
- The Veronicas: 'Untouched'
- David Guetta i Usher: 'Witout you'
- Nicki Minaj: 'Starships'
- Miranda Cosgrove: 'About you now'
- McFly: 'Love is easy'
- Mrozu: '1000 metrów nad ziemia'
- The Wanted: 'I found you'
- J. Lo 'Dance again'
- Flo Rida 'Whistle'
- Natasha Bedingfield 'Pocketful of sunshine'
- Britney Spears: 'I wanna go'
- Kesha: 'Blow' i 'Die young'
- Jay-Z i Alicia Keys "New York' (tak, wiem to nie jest oryginalny tytuł)
Tak więc dużo tego i jest ich o wiele wiele więcej ;)
10.Jaki masz kolor włosów ?
Myślę, że jest to brązowy ;)
11.Ulubiony zespół?
One Direction, Little Mix, The Veronicas..
Teraz blogi, które ja nominuję do tego wyróżnienia:
1. http://back-into-my-arms.blogspot.com/
2. http://born-to-be-some-body.blog.onet.pl/
3. http://thinkin-about-you-justin.blog.onet.pl/
4. http://jestemalice.blogspot.com/
5. http://never-let-you-goo1.blogspot.com/
6. http://polishselenators.blogspot.com/
7. http://spixworth.blogspot.com/
8. http://bucherwelt.blogspot.com/
9. http://mary-katefashion.blogspot.com/
10. http://maryannfashionn.blogspot.com/
11. http://lonelyladyrauhl2.blogspot.com/
Posiadacze tych blogów wymienionych wyżej mają odpowiedzieć na pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Jaki jest Twój ulubiony film?
4. Od jak dawna blogujesz?
5. Jaki masz model telefonu?
6. Kto jest twoim idolem/idolką?
7. Należysz do jakiegoś fandomu?
8. Co według Ciebie jest najważniejszą rzeczą potrzebną do spełnienia siebie jako dobrego człowieka?
9. Masz ulubioną książkę?
10. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
11. Czym się kierujesz w życiu?
To chyba na tyle :) Kolejny rozdział pojawi się wkrótce!
xoxo ♥
sobota, 3 listopada 2012
Rozdział 15
Wstałam wyspana i wypoczęta. Spojrzałam na zegarek. 7.30. wstałam wykonałam poranną toaletę, ubrałam się i zeszłam na dół. Nikogo nie było w domu. Dobrze się składa nie zamierzałam z nikim gadać. Ani z mamą, ani z Lucasem. Zjadłam śniadanie i miałam iść na górę jak zadzwonił mi telefon.
- Halo?
- Cześć Scarlett
- Tata!
- No część... Jak tam kochanie? Jak się trzymasz z mamą?
- Jakoś... Dzisiaj idę na cały dzień do parku.. Nie zamierzam siedzieć w domu.
- Scarl, dobrze, że się nie załamałaś. Idź, rozerwiesz się.
- Tato?
- Tak słońce?
- A może przyszedłbyś do mnie? Dzisiaj koło 9? Zjemy razem śniadanie...
- Dobry pomysł. Zresztą i tak nie mam nic do roboty.
- Ale w sensie...?
- Powiem ci na miejscu. Do zobaczenia za godzinę!
I się rozłączył. Nie rozumiałam tego zdania... Może dlatego, że nie spałam za dobrze, a może dlatego, że większości nie kumam, ale wydaje mi się, że to coś niedobrego... Poszłam na górę wzięłam torebkę i zapakowałam w nia najważniejsze rzeczy. Telefon, klucze, portfel, koc, książkę, słuchawki, gazetę i okulary przeciwsłoneczne. No i oczywiście sweterek, w razie czego, chociaż zapowiadała się ładna pogoda. Wyszłam z domu i powlekłam się chodnikiem do parku. Pod moim ulubionym drzewkiem rozłożyłam koc, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać.
*Oczami Justina*
Punktualnie o 8.00 byłem w parku. Usiadłem na jednej z ławek i założyłem okulary przeciwsłoneczne, aby mnie nikt nie rozpoznał. Wiedziałem, że Scarlett lubi tu przychodzić i wiedziałem, że ma ulubione drzewko, ale nie wiedziałem które. Czekałem. Obserwowałem każdego, kto przechadzał się w parku. Nagle ujrzałem ją. moje serce zaczęło bić 1000 razy szybciej. Ale czy to na pewno ona? Nie byłem pewny. Zacząłem obserwować tą dziewczynę. Wyjęła koc, usiadła... Wyjęła książkę... 'Zabić drozda'. Chwila... To ona! ciągle mi mówiła, że kocha tą książkę. Wstałem z ławki i wolnym krokiem ruszyłem w jej stronę. Stanąłem przy kocu. Nie poruszyła się. Chrząknąłem.
- Przepraszam, nie wie Pani gdzie jest najbliższa lodziarnia? Chciałem kupić mojej dziewczynie ulubione waniliowe lody...
*Oczami Scarlett*
Matko jedyna... Co mnie obchodzi, że jakiś tam chłopak chce kupić lody swojej dziewczynie... Waniliowe do tego. Stanęły mi łzy w oczach. Przypomniał mi się Justin. I nagle jakbym usłyszała jego głos, taki oryginalny... Otrząsnęłam się i odwróciłam głowę. W tym czasie tajemniczy chłopak zdjął swoje okulary.
- Juuuuuuuuuuuuuustiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiin!!!!!!!!!!!!
Nie wierzyłam własnym oczom! Mój Justin! Rzuciłam mu się na szyję. Z wrażenia zapomniałam, że nie jestem tu sama, ale nie przejmowałam się tym. Tuliłam go do siebie jak długo się dało a on odwzajemniał moje uczucie.
- Mała jak ja cię dawno nie widziałem!
- Justin ale co ty tutaj robisz?
- Mówiłem ci, że Paryż to już zakończony rozdział. Wróciłem do USA i chciałem się z tobą spotkać.
Mam dla ciebie prezent. - wyjął z kieszeni pudełeczko, bardzo ładnie zapakowane. Otworzyłam i zaparło mi dech w piersiach. Była tam piękna srebrna bransoletka. Wziął ją i od razu zapiął mi ją na dłoni.
- Just jest piękna, ale ja dla ciebie nie mam żadnego prezentu.
- Wiem, że nie masz. Nie chcę. Zresztą nie miałaś pojęcia, że przyjadę. - przestał mówić i mocno mnie pocałował. Nie mogłam się mu oprzeć. Jego ciepłe, malinowe usta... Wreszcie sobie coś uświadomiłam. Oderwałam się od Justina i spojrzałam na zegarek. 8.50. Spojrzał się na mnie pytająco.
-Justin chciałbyś poznać mojego tatę? - powiedziałam i wyrwałam się z jego objęć aby popatrzeć się na jego zaskoczony wyraz twarzy.
- Scarlett! - usłyszałam zza pleców.
- Już nie masz wyjścia - powiedziałam cicho i pięknie się uśmiechnęłam do Justina. Ten tylko odwzajemnił mój uśmiech.
-Tata!
-Dzień dobry panu.
-Ym.. tato to jest mój bliski kolega...
-Czyli chłopak? - Przerwał mi w pół zdania.
-Tak. Tak tato, to jest mój chłopak.
-Witaj chłopcze. Rayan Smith. A ty to pewnie Justin. Justin Bieber o ile się nie mylę. Moja córka ciebie wychwala chłopcze..
-Tato.... - powiedziałam z zaciśniętymi zębami i dałam tacie sójkę w bok.
-Tak to ja... Ale, że Scarlett mnie tak wychwala to nie wiedziałem - uśmiechnął się spoglądając na mnie i objął mnie ramieniem.
-Dzieciaki jesteście głodni? Niedaleko znam dobrą knajpkę, w której serwują pyszne śniadania. Na mój koszt.
- No dobrze. - powiedziałam. Szybko spakowaliśmy to co wzięłam i ruszyliśmy w drogę. Uwielbiałam takie spacery, na których można było wypocząć i zrelaksować się przy akompaniamencie ptaków i szumu wiatru. Wreszcie doszliśmy do knajpy. Nazywała się 'Everyday good food'. Dobry tytuł. Zajęliśmy stolik na dworze. Przyszedł kelner, zamówiliśmy to co mieliśmy zamówić i zaczęliśmy rozmawiać.
-Tato opowiadaj co u ciebie.
-U mnie dobrze. Ale widzę, że u was bardzo dobrze - powiedział i posłał nam szeroki uśmiech.
*Oczami taty Scarlett*
-Jasne, że dobrze. Justin koncertuje i właśnie wrócił z Paryża. Kupił mi przepiękny prezent... - mój tok myślenia urwał się w połowie wypowiedzi córki. Cieszyłem się z jej szczęścia. Ale za
razem byłem smutny, że to szczęście ma tak krótko trwać. Nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Wiem, że prawda i tak wyjdzie nie długo na jaw, chociaż to jeszcze nie jest przesądzone. Nie chcę jej psuć tego szczęścia, które przeżywa z tym chłopakiem. To dobry dzieciak idealny dla mojej córki. Jeśli go kocha ja nie widzę w tym związku przeciwności. Wiem jednak że mojej żonie się to nie spodoba.
-Panie Smith?
-Yyyy... Tak Justin? Przepraszam was...
-Tato źle się czujesz?
- Nie, nie ja tylko... Mam wam coś do powiedzenia... Chodzi o to, że...
-O właśnie przyszły moje naleśniki! - powiedziała Scarlett. Odebraliśmy swój posiłek i wróciliśmy do rozmowy.
- No więc chodzi o to, że straciłem pracę. Obawiam się, że przy rozprawie będzie to na korzyść matki. Wiem, że ty Scarl nie chcesz z nią zostać, a Justin by się jej nie spodobał, nie ze względu na to kim jest ale ze względu na wygląd. Jak patrzę na was, nie wyobrażam sobie, gdy nie jesteście razem.
*Oczami Scarlett*
Byłam w szoku.
- ... nie jesteście razem.
- Ja też mam wam coś do powiedzenia. - powiedziałam te słowa z ogromną gulą w gardle. - mamie Just na pewno by się nie spodobał... - opowiedziałam im całą historię z James'em.
- Kochanie dlaczego mi nie powiedziałaś o tym wcześniej? - odezwał się Justin.
- Przepraszam, to zdarzyło się dopiero wczoraj ja o tym zapomniałam...
-Dobra. Nie ważne. Trzeba coś z tym zrobić- powiedział. - Panie Smith niech się pan nie martwi. Porozmawiam z moim menagerem. Myślę, że znalazłaby się dla pana praca. Mam też dobrego adwokata po całej sprawie kiedy chcieli mnie wrobić w dziecko. Na mój koszt.
- Ale Justin tak nie można... - odezwał się Rayan.
- Proszę pana, Scarlett jest dla mnie również ważna jak dla pana. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Niech pan mi pozwoli coś dla niej zrobić.
-Dziękuję Justin. Kiedy już zarobię oddam ci wszystko.
- Niech będzie, że odda mi pan połowę tej sumy. Tak więc dzisiaj zadzwonię do nich, a potem wszystko panu przekażę. Chwileczkę... - powiedział i spojrzał na zegarek, a potem wyjął swój telefon. - Jest już po 9 Scooter już zaczął pracę zadzwonię do niego teraz. - wykręcił numer i przyłożył telefon do ucha.
-Scooter?
- Cześć Justin.
- Mam pewną propozycję. Szukałeś niedawno asystenta czyż nie?
- Tak... Masz coś na myśli?
-Chyba znalazłem kogoś odpowiedniego - powiedział Justin i posłał nam szczery uśmiech.
_______________________________________________________
Witam kochani po długiej przerwie!
Od razu należą się Wam przeprosiny! PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM. Wiem, że nie byłam tu aż od sierpnia, ale jak przyjechałam z Poznania to miałam na głowie tylko szkołę. Dużo osób do mnie pisało z pytaniem czy skończyłam pisać, czy wrócę... Było to miłe i za to Wam dziękuję :) Dziękuję tez za te 25 (!) komentarzy :)
Na powitanie krótki, ale chyba tematyczny rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i że będziecie tu nadal wpadać :)
Miłego czytania, Scarlett :D
- Halo?
- Cześć Scarlett
- Tata!
- No część... Jak tam kochanie? Jak się trzymasz z mamą?
- Jakoś... Dzisiaj idę na cały dzień do parku.. Nie zamierzam siedzieć w domu.
- Scarl, dobrze, że się nie załamałaś. Idź, rozerwiesz się.
- Tato?
- Tak słońce?
- A może przyszedłbyś do mnie? Dzisiaj koło 9? Zjemy razem śniadanie...
- Dobry pomysł. Zresztą i tak nie mam nic do roboty.
- Ale w sensie...?
- Powiem ci na miejscu. Do zobaczenia za godzinę!
I się rozłączył. Nie rozumiałam tego zdania... Może dlatego, że nie spałam za dobrze, a może dlatego, że większości nie kumam, ale wydaje mi się, że to coś niedobrego... Poszłam na górę wzięłam torebkę i zapakowałam w nia najważniejsze rzeczy. Telefon, klucze, portfel, koc, książkę, słuchawki, gazetę i okulary przeciwsłoneczne. No i oczywiście sweterek, w razie czego, chociaż zapowiadała się ładna pogoda. Wyszłam z domu i powlekłam się chodnikiem do parku. Pod moim ulubionym drzewkiem rozłożyłam koc, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać.
*Oczami Justina*
Punktualnie o 8.00 byłem w parku. Usiadłem na jednej z ławek i założyłem okulary przeciwsłoneczne, aby mnie nikt nie rozpoznał. Wiedziałem, że Scarlett lubi tu przychodzić i wiedziałem, że ma ulubione drzewko, ale nie wiedziałem które. Czekałem. Obserwowałem każdego, kto przechadzał się w parku. Nagle ujrzałem ją. moje serce zaczęło bić 1000 razy szybciej. Ale czy to na pewno ona? Nie byłem pewny. Zacząłem obserwować tą dziewczynę. Wyjęła koc, usiadła... Wyjęła książkę... 'Zabić drozda'. Chwila... To ona! ciągle mi mówiła, że kocha tą książkę. Wstałem z ławki i wolnym krokiem ruszyłem w jej stronę. Stanąłem przy kocu. Nie poruszyła się. Chrząknąłem.
- Przepraszam, nie wie Pani gdzie jest najbliższa lodziarnia? Chciałem kupić mojej dziewczynie ulubione waniliowe lody...
*Oczami Scarlett*
Matko jedyna... Co mnie obchodzi, że jakiś tam chłopak chce kupić lody swojej dziewczynie... Waniliowe do tego. Stanęły mi łzy w oczach. Przypomniał mi się Justin. I nagle jakbym usłyszała jego głos, taki oryginalny... Otrząsnęłam się i odwróciłam głowę. W tym czasie tajemniczy chłopak zdjął swoje okulary.
- Juuuuuuuuuuuuuustiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiin!!!!!!!!!!!!
Nie wierzyłam własnym oczom! Mój Justin! Rzuciłam mu się na szyję. Z wrażenia zapomniałam, że nie jestem tu sama, ale nie przejmowałam się tym. Tuliłam go do siebie jak długo się dało a on odwzajemniał moje uczucie.
- Mała jak ja cię dawno nie widziałem!
- Justin ale co ty tutaj robisz?
- Mówiłem ci, że Paryż to już zakończony rozdział. Wróciłem do USA i chciałem się z tobą spotkać.
Mam dla ciebie prezent. - wyjął z kieszeni pudełeczko, bardzo ładnie zapakowane. Otworzyłam i zaparło mi dech w piersiach. Była tam piękna srebrna bransoletka. Wziął ją i od razu zapiął mi ją na dłoni.
- Just jest piękna, ale ja dla ciebie nie mam żadnego prezentu.
- Wiem, że nie masz. Nie chcę. Zresztą nie miałaś pojęcia, że przyjadę. - przestał mówić i mocno mnie pocałował. Nie mogłam się mu oprzeć. Jego ciepłe, malinowe usta... Wreszcie sobie coś uświadomiłam. Oderwałam się od Justina i spojrzałam na zegarek. 8.50. Spojrzał się na mnie pytająco.
-Justin chciałbyś poznać mojego tatę? - powiedziałam i wyrwałam się z jego objęć aby popatrzeć się na jego zaskoczony wyraz twarzy.
- Scarlett! - usłyszałam zza pleców.
- Już nie masz wyjścia - powiedziałam cicho i pięknie się uśmiechnęłam do Justina. Ten tylko odwzajemnił mój uśmiech.
-Tata!
-Dzień dobry panu.
-Ym.. tato to jest mój bliski kolega...
-Czyli chłopak? - Przerwał mi w pół zdania.
-Tak. Tak tato, to jest mój chłopak.
-Witaj chłopcze. Rayan Smith. A ty to pewnie Justin. Justin Bieber o ile się nie mylę. Moja córka ciebie wychwala chłopcze..
-Tato.... - powiedziałam z zaciśniętymi zębami i dałam tacie sójkę w bok.
-Tak to ja... Ale, że Scarlett mnie tak wychwala to nie wiedziałem - uśmiechnął się spoglądając na mnie i objął mnie ramieniem.
-Dzieciaki jesteście głodni? Niedaleko znam dobrą knajpkę, w której serwują pyszne śniadania. Na mój koszt.
- No dobrze. - powiedziałam. Szybko spakowaliśmy to co wzięłam i ruszyliśmy w drogę. Uwielbiałam takie spacery, na których można było wypocząć i zrelaksować się przy akompaniamencie ptaków i szumu wiatru. Wreszcie doszliśmy do knajpy. Nazywała się 'Everyday good food'. Dobry tytuł. Zajęliśmy stolik na dworze. Przyszedł kelner, zamówiliśmy to co mieliśmy zamówić i zaczęliśmy rozmawiać.
-Tato opowiadaj co u ciebie.
-U mnie dobrze. Ale widzę, że u was bardzo dobrze - powiedział i posłał nam szeroki uśmiech.
*Oczami taty Scarlett*
-Jasne, że dobrze. Justin koncertuje i właśnie wrócił z Paryża. Kupił mi przepiękny prezent... - mój tok myślenia urwał się w połowie wypowiedzi córki. Cieszyłem się z jej szczęścia. Ale za
razem byłem smutny, że to szczęście ma tak krótko trwać. Nie wiedziałem jak jej to powiedzieć. Wiem, że prawda i tak wyjdzie nie długo na jaw, chociaż to jeszcze nie jest przesądzone. Nie chcę jej psuć tego szczęścia, które przeżywa z tym chłopakiem. To dobry dzieciak idealny dla mojej córki. Jeśli go kocha ja nie widzę w tym związku przeciwności. Wiem jednak że mojej żonie się to nie spodoba.
-Panie Smith?
-Yyyy... Tak Justin? Przepraszam was...
-Tato źle się czujesz?
- Nie, nie ja tylko... Mam wam coś do powiedzenia... Chodzi o to, że...
-O właśnie przyszły moje naleśniki! - powiedziała Scarlett. Odebraliśmy swój posiłek i wróciliśmy do rozmowy.
- No więc chodzi o to, że straciłem pracę. Obawiam się, że przy rozprawie będzie to na korzyść matki. Wiem, że ty Scarl nie chcesz z nią zostać, a Justin by się jej nie spodobał, nie ze względu na to kim jest ale ze względu na wygląd. Jak patrzę na was, nie wyobrażam sobie, gdy nie jesteście razem.
*Oczami Scarlett*
Byłam w szoku.
- ... nie jesteście razem.
- Ja też mam wam coś do powiedzenia. - powiedziałam te słowa z ogromną gulą w gardle. - mamie Just na pewno by się nie spodobał... - opowiedziałam im całą historię z James'em.
- Kochanie dlaczego mi nie powiedziałaś o tym wcześniej? - odezwał się Justin.
- Przepraszam, to zdarzyło się dopiero wczoraj ja o tym zapomniałam...
-Dobra. Nie ważne. Trzeba coś z tym zrobić- powiedział. - Panie Smith niech się pan nie martwi. Porozmawiam z moim menagerem. Myślę, że znalazłaby się dla pana praca. Mam też dobrego adwokata po całej sprawie kiedy chcieli mnie wrobić w dziecko. Na mój koszt.
- Ale Justin tak nie można... - odezwał się Rayan.
- Proszę pana, Scarlett jest dla mnie również ważna jak dla pana. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Niech pan mi pozwoli coś dla niej zrobić.
-Dziękuję Justin. Kiedy już zarobię oddam ci wszystko.
- Niech będzie, że odda mi pan połowę tej sumy. Tak więc dzisiaj zadzwonię do nich, a potem wszystko panu przekażę. Chwileczkę... - powiedział i spojrzał na zegarek, a potem wyjął swój telefon. - Jest już po 9 Scooter już zaczął pracę zadzwonię do niego teraz. - wykręcił numer i przyłożył telefon do ucha.
-Scooter?
- Cześć Justin.
- Mam pewną propozycję. Szukałeś niedawno asystenta czyż nie?
- Tak... Masz coś na myśli?
-Chyba znalazłem kogoś odpowiedniego - powiedział Justin i posłał nam szczery uśmiech.
_______________________________________________________
Witam kochani po długiej przerwie!
Od razu należą się Wam przeprosiny! PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM. Wiem, że nie byłam tu aż od sierpnia, ale jak przyjechałam z Poznania to miałam na głowie tylko szkołę. Dużo osób do mnie pisało z pytaniem czy skończyłam pisać, czy wrócę... Było to miłe i za to Wam dziękuję :) Dziękuję tez za te 25 (!) komentarzy :)
Na powitanie krótki, ale chyba tematyczny rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, i że będziecie tu nadal wpadać :)
Miłego czytania, Scarlett :D
czwartek, 9 sierpnia 2012
Rozdział 14
Chciałabym, abyście po przeczytaniu rozdziału przeczytali moją opinię pod kreską :) Miłego czytania! :D
____________________________________________________________
Nienawidziłam go za to. Za to co zrobił. Egoista! Nigdy nie pomyślałabym, że mi to zrobi. A jednak. Sąd dokładnego wyroku jeszcze nie wydał. Za miesiąc kolejna rozprawa. Przez ten miesiąc mieszkam u matki. Cholerny Lucas! Nie sądziłam, że nie znam swojego brata. On za 3 tygodnie ma osiemnastkę i będzie sobie mieszkał gdzie chce, a ja? No tak, po co mam mieszkać z ojcem. Nie będę się odzywać do mojego 'brata'. Od razu po rozprawie wbiegłam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Napisałam sms do Justina : 'Super, jestem miesiąc uziemiona u matki. W sierpniu będzie kolejna rozprawa. Życz mi powodzenia. Kocham Cię. ♥'. Po chwili dostałam odpowiedź. "Kochanie, nie martw się już niedługo. Zobaczysz! Też Cię kocham :**". Nie zrozumiałam tego co napisał. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać książkę.
Tydzień później
Nadal nie odzywam się do Lucasa. Tkwię w tym cholernym pokoju. Cały czas gadam z Justinem i z Alyssą. Al dzisiaj wraca. Przynajmniej tyle. Już się nie mogę doczekać! Ale po tym co zrobiłam, wątpię żeby mama wpuściła ją do domu. W sumie, mama wymyśliła jakieś spotkanie u jej przyjaciółki. Musze na to iśc. Jakbym w domu nie mogła zostać. No tak.... Zostanę w domu to ucieknę. Jestem tutaj więziona, a do rozprawy nic nie mogę zrobić. Ma syna w moim wieku. Ble, ble, ble. Nie chcę tam iść. Ale nie mam wyboru. Mieliśmy być u niech na 19. Tak jak przewidywałam, byłyśmy tam wcześniej. Mama zadzwoniła do drzwi. Otworzył nam jakiś starszy mężczyzna.
- Ooo! To pewnie pani Smith! Zapraszam do salonu! Córka już tam czeka. - weszliśmy do salonu w którym czekała jakaś facetka i chłopak. Przystojny był. Miał w sobie to coś. Ale z Justinem się nie równał. Po za tym był w swetrze w serek, na którym miał motylki. Zamurowało mnie całkowicie.
- Scarlett? - czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Tak?
- Odpowiedz na pytanie.
- Yyy... Tak dziękuję. - odpowiedziałam z nadzieją. może to była prawidłowa odpowiedź na pytanie. Jestem nienormalna.
- Słucham? Scarlett dobrze się czujesz?
- Nie za bardzo... Ja... Ja wyjdę na zewnątrz. Przepraszam.
- Ja z nią wyjdę. - powiedział ten chłopak i wyszedł za mną. Gdy byliśmy na dworze zapytał - To była ściema nie?
- Błyskotliwy jesteś.
- Hahah, dzięki.
- Wybacz to nie był komplement - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Po chwili odwróciłam głowę i wróciłam do podstawowej miny.
- Jestem James.
- Scarlett.
- Miło mi cię poznać.
- Taak mi ciebie też. - spojrzałam się na niego. - Ładny sweterek.
- Przestań. Moja matka kazała mi go założyć. Nienawidzę go. Twoja mama też jest taka... hmm... upierdliwa?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Słyszałem co się stało... O tej całej sprawie.
- Nie chcę o tym gadać. - powiedziałam wkurzona. Wstałam i weszłam do domu. Dziwnie się czułam w jeansach i koszuli w tak... bogatym domu. Nie dało się tego opisać. Przez cały ten pobyt siedziałam tam jak na szpilkach. Zadawano mi mnóstwo pytań, na które odpowiadała mama zanim zdążyłam coś powiedzieć. Super, teraz uznają mnie za niemowę albo jakąś głupią. Siedziałam na kanapie, zajmując się sobą. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać z Alyssą. Oczywiście dyskretnie. Poczułam czyjś wzrok na sobie. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak James się na mnie patrzy. Uniosłam brew, jakbym chciała się go zapytać 'Jakiś problem?" On tylko się do mnie uśmiechnął. Nie odwzajemniłam tego. Wróciłam do swoich spraw, jednak czułam że co chwilę na mnie zerka. Wytrzymałam te katusze. Nareszcie miałyśmy się zbierać. Pożegnałam się z panią Lloyd. Do Jamesa nie zamierzałam podchodzić.
- Scarlett? - zaczął.
- Co?
- Mówi się słucham! - poprawiła mnie mama.
- Do zobaczenia - wyszczerzył się w uśmiechu. Ja mu posłałam sztuczny uśmiech.
- O niczym tak nie marzę jak spotkać się z gościem w sweterku w motylki. - mruknęłam pod nosem i wyszłam. Gdy byłyśmy w samochodzie mama zaczęła swoje filozofie.
- Nie podobało mi się to jak się tam zachowywałaś.
- Mhmm... - mruknęłam od niechcenia.
- Spotkasz się jeszcze raz z Jamesem i naprawisz wasze stosunki.
- Cooo? Ja nie będę z nim nic naprawiać! I nie mam zamiaru się z nim spotkać!
- Nie krzycz na mnie - powiedziała spokojnie. - Jak wyszliście umówiliśmy was już.
- Jak mogłaś mi coś takiego zrobić?!
- Powiedziałam nie podnoś na mnie głosu! To dla twojego dobra!
- Ty masz gdzieś moje dobro! Nic o mnie nie wiesz. Nie wiesz, że ja go nie lubię. Nie wiesz nic o moich przyjaciołach. Sama sobie pójdziesz na to spotkanie!
- Zamknij się!
- Słucham? - całkowicie mnie zamurowało. - Nie odzywaj się do mnie! Zobaczysz będę mieszkała z ojcem!
- O nie moja damo! Nie będziesz... - nie słuchałam jej dalej. Włożyłam słuchawki w uszy i utonęłam w muzyce. Przez całą drogę się nie odzywałam. Gdy dojechaliśmy do domu swoim zwyczajem pobiegłam szybko do swojego pokoju. Usiadłam na moim ulubionym, obracanym krześle. Nie było to krzesło takie do biurka ale bardziej do wypoczynku. Ale to nie ważne. Spoglądałam się na nasze zdjęcie. Chciałabym być z nim. Teraz. Chciałabym, żeby on mnie przytulił. Nagle zadzwonił do mnie telefon.
- Hej mała. Wiesz co, siedzę i patrzę na nasze zdjęcie i sobie uświadomiłem, że bardzo za tobą tęsknię.
- Justin nie wiem jak się to nazywa, ale zanim zadzwoniłeś też o tobie myślałam. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Telepatia kochanie, telepatia - zaśmiał się. - Jak ci minął dzień?
- Masakrycznie. Jakieś spotkanie z kimś tam... Ale jutro odreaguję. Idę na cały dzień do parku. Nie będę siedzieć bezczynnie w domu.Wezmę sobie książkę, MP4 i cały dzień sppędzę na trawce, na kocyku w parku.
- W twoim ulubionym parku?
- No a w jakim ciołku? - zaśmiałam się - wiesz że nigdzie indziej nie chodzę.
- A no wiem, wiem.
- Justin, idę spać. Zmęczona jestem. Przepraszam, ale...
- Idź kochanie, rozumiem Cię. Ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Dobranoc. Kocham cię.
- Ja ciebie też Justin. Paa.
Odłożyłam telefon i poszłam wziąć prysznic. Gdy wróciłam do pokoju zastałam w nim Alyssę.
- Al?! - prawie krzyknęłam. Przytuliłam ją jak najmocniej mogłam. - Wróciłaś!
- No - powiedziała wyszczerzając zęby.
- Ale jak tu weszłaś? Wiesz przecież co się dzieje u mnie w domu.
- Wiesz jaka ja jestem - uśmiechnęła się chytrze - Nie ważne. Cieszę się, że już jestem w domu.
- Ja też się ogromnie cieszę, że wróciłaś. Ale powiedz... Jak to było z Mattem?
- W sumie to... To jak wy pojechaliście ja wyszłam na zakupy. Zostawiłam go w domu samego. Myślałam, że mnie kochał... Tak naprawdę we Francji był już dzień po tym jak my przyjechaliśmy. Znalazł sobie inną. Jak wróciłam obściskiwali się na kanapie w salonie bo jak to powiedzieli to "nie mogli bez siebie wytrzymać". Taka cała historia...
- Al.... - powiedziałam i przytuliłam mocno dziewczynę. - A jak Mike?
- Bardzo przeżył rozstanie z Lisą. Powiedzmy, że ona chciała na początku się tylko zabawić, zapomnieć o byłym. Z czasem się w nim bujnęła, ale wiedziała, że nigdy nie będą mogli być razem ze względu na kilometry, dlatego powiedziała mu to stanowczo. Znowu się załamał...
- Scarlett! Dlaczego ty jeszcze nie śpisz? I z kim ty tam gadasz?!
- Al idź! Szybko! Idzie tu! - wyskoczyła szybko przez okno a ja zgasiłam światło i weszłam do łóżka. Zamknęłam oczy i udawałam, że śpię. Nie wiem kiedy usnęłam. Mama chyba była jeszcze w pokoju.
(oczami Justina)
- Justin, idę spać. Zmęczona jestem. Przepraszam, ale...
- Idź kochanie, rozumiem Cię. Ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Dobranoc. Kocham cię.
- Ja ciebie też Justin. Paa.
Dla mnie ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Ostatni wywiad w paryskim radiu, podróż z Francji do USA, zmiana czasu, przywitanie się z dalszą rodziną, przyjaciółmi i jeszcze przez cały dzień niańczenie Jazzy i Jaxo. Nie żebym miał coś przeciwko, ale czasami te dzieciaki doprowadzają mnie do szału. Wiem, że Scarl nic nie wie o moim powrocie. Mama chciała napisać, ale uprzedziłem wszystkich, żeby tego nie robili. Ze względu na sytuację rodzinną Scarlett, to bardzo dobrze się składa, że jutro idzie do tego parku. Już nie mogę doczekać się jej miny. Codziennie słucham naszej piosenki i patrzę na to zdjęcie. Chciałbym już ją mieć tutaj, przy sobie, ale musi to zaczekać do jutra.
___________________________________________________________
Dobra. Wiem, że krótki. Wiem, że za mało opisane, ale nie umiem jakoś tego pogodzić. Lubię jak wszystko dzieje się po kolei i jest ułożone xd Wiem, że to głupie ale taki mam charakter xD Przepraszam z góry za błędy i ogólnie za rozdział. Chciałabym, żebyście pisali w komentarzach naprawdę co myślicie o rozdziałach :)) Pod rozdziałem 13 był komentarz o tym, że za bardzo słodzę. Zgadzam się. Ale robię teraz wszystko co w mojej mocy, bym nie przesadzała. Dlatego też myślę już nad nowym opowiadaniem i chciałabym, abyście zagłosowali w ankiecie, czy chcecie opowiadanie, czy nie. I czy wgl mi się opłaca pisać xD I napiszcie przy okazji w komentarzu czy nadal chcecie z Justinem, czy z kimś innym albo coś :)
Następny rozdział będzie za 18 komentarzy :D Dacie radę! :D
Dziękuję za komentarze w poprzedniej notce, za wszystkie opinię na temat bloga i za wszystkie wejścia. Dziękuję i obiecuję że się poprawię :D
Całusy! :*
@viktoriaa_m
____________________________________________________________
Nienawidziłam go za to. Za to co zrobił. Egoista! Nigdy nie pomyślałabym, że mi to zrobi. A jednak. Sąd dokładnego wyroku jeszcze nie wydał. Za miesiąc kolejna rozprawa. Przez ten miesiąc mieszkam u matki. Cholerny Lucas! Nie sądziłam, że nie znam swojego brata. On za 3 tygodnie ma osiemnastkę i będzie sobie mieszkał gdzie chce, a ja? No tak, po co mam mieszkać z ojcem. Nie będę się odzywać do mojego 'brata'. Od razu po rozprawie wbiegłam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Napisałam sms do Justina : 'Super, jestem miesiąc uziemiona u matki. W sierpniu będzie kolejna rozprawa. Życz mi powodzenia. Kocham Cię. ♥'. Po chwili dostałam odpowiedź. "Kochanie, nie martw się już niedługo. Zobaczysz! Też Cię kocham :**". Nie zrozumiałam tego co napisał. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać książkę.
Tydzień później
Nadal nie odzywam się do Lucasa. Tkwię w tym cholernym pokoju. Cały czas gadam z Justinem i z Alyssą. Al dzisiaj wraca. Przynajmniej tyle. Już się nie mogę doczekać! Ale po tym co zrobiłam, wątpię żeby mama wpuściła ją do domu. W sumie, mama wymyśliła jakieś spotkanie u jej przyjaciółki. Musze na to iśc. Jakbym w domu nie mogła zostać. No tak.... Zostanę w domu to ucieknę. Jestem tutaj więziona, a do rozprawy nic nie mogę zrobić. Ma syna w moim wieku. Ble, ble, ble. Nie chcę tam iść. Ale nie mam wyboru. Mieliśmy być u niech na 19. Tak jak przewidywałam, byłyśmy tam wcześniej. Mama zadzwoniła do drzwi. Otworzył nam jakiś starszy mężczyzna.
- Ooo! To pewnie pani Smith! Zapraszam do salonu! Córka już tam czeka. - weszliśmy do salonu w którym czekała jakaś facetka i chłopak. Przystojny był. Miał w sobie to coś. Ale z Justinem się nie równał. Po za tym był w swetrze w serek, na którym miał motylki. Zamurowało mnie całkowicie.
- Scarlett? - czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Tak?
- Odpowiedz na pytanie.
- Yyy... Tak dziękuję. - odpowiedziałam z nadzieją. może to była prawidłowa odpowiedź na pytanie. Jestem nienormalna.
- Słucham? Scarlett dobrze się czujesz?
- Nie za bardzo... Ja... Ja wyjdę na zewnątrz. Przepraszam.
- Ja z nią wyjdę. - powiedział ten chłopak i wyszedł za mną. Gdy byliśmy na dworze zapytał - To była ściema nie?
- Błyskotliwy jesteś.
- Hahah, dzięki.
- Wybacz to nie był komplement - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Po chwili odwróciłam głowę i wróciłam do podstawowej miny.
- Jestem James.
- Scarlett.
- Miło mi cię poznać.
- Taak mi ciebie też. - spojrzałam się na niego. - Ładny sweterek.
- Przestań. Moja matka kazała mi go założyć. Nienawidzę go. Twoja mama też jest taka... hmm... upierdliwa?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Słyszałem co się stało... O tej całej sprawie.
- Nie chcę o tym gadać. - powiedziałam wkurzona. Wstałam i weszłam do domu. Dziwnie się czułam w jeansach i koszuli w tak... bogatym domu. Nie dało się tego opisać. Przez cały ten pobyt siedziałam tam jak na szpilkach. Zadawano mi mnóstwo pytań, na które odpowiadała mama zanim zdążyłam coś powiedzieć. Super, teraz uznają mnie za niemowę albo jakąś głupią. Siedziałam na kanapie, zajmując się sobą. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać z Alyssą. Oczywiście dyskretnie. Poczułam czyjś wzrok na sobie. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak James się na mnie patrzy. Uniosłam brew, jakbym chciała się go zapytać 'Jakiś problem?" On tylko się do mnie uśmiechnął. Nie odwzajemniłam tego. Wróciłam do swoich spraw, jednak czułam że co chwilę na mnie zerka. Wytrzymałam te katusze. Nareszcie miałyśmy się zbierać. Pożegnałam się z panią Lloyd. Do Jamesa nie zamierzałam podchodzić.
- Scarlett? - zaczął.
- Co?
- Mówi się słucham! - poprawiła mnie mama.
- Do zobaczenia - wyszczerzył się w uśmiechu. Ja mu posłałam sztuczny uśmiech.
- O niczym tak nie marzę jak spotkać się z gościem w sweterku w motylki. - mruknęłam pod nosem i wyszłam. Gdy byłyśmy w samochodzie mama zaczęła swoje filozofie.
- Nie podobało mi się to jak się tam zachowywałaś.
- Mhmm... - mruknęłam od niechcenia.
- Spotkasz się jeszcze raz z Jamesem i naprawisz wasze stosunki.
- Cooo? Ja nie będę z nim nic naprawiać! I nie mam zamiaru się z nim spotkać!
- Nie krzycz na mnie - powiedziała spokojnie. - Jak wyszliście umówiliśmy was już.
- Jak mogłaś mi coś takiego zrobić?!
- Powiedziałam nie podnoś na mnie głosu! To dla twojego dobra!
- Ty masz gdzieś moje dobro! Nic o mnie nie wiesz. Nie wiesz, że ja go nie lubię. Nie wiesz nic o moich przyjaciołach. Sama sobie pójdziesz na to spotkanie!
- Zamknij się!
- Słucham? - całkowicie mnie zamurowało. - Nie odzywaj się do mnie! Zobaczysz będę mieszkała z ojcem!
- O nie moja damo! Nie będziesz... - nie słuchałam jej dalej. Włożyłam słuchawki w uszy i utonęłam w muzyce. Przez całą drogę się nie odzywałam. Gdy dojechaliśmy do domu swoim zwyczajem pobiegłam szybko do swojego pokoju. Usiadłam na moim ulubionym, obracanym krześle. Nie było to krzesło takie do biurka ale bardziej do wypoczynku. Ale to nie ważne. Spoglądałam się na nasze zdjęcie. Chciałabym być z nim. Teraz. Chciałabym, żeby on mnie przytulił. Nagle zadzwonił do mnie telefon.
- Hej mała. Wiesz co, siedzę i patrzę na nasze zdjęcie i sobie uświadomiłem, że bardzo za tobą tęsknię.
- Justin nie wiem jak się to nazywa, ale zanim zadzwoniłeś też o tobie myślałam. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Telepatia kochanie, telepatia - zaśmiał się. - Jak ci minął dzień?
- Masakrycznie. Jakieś spotkanie z kimś tam... Ale jutro odreaguję. Idę na cały dzień do parku. Nie będę siedzieć bezczynnie w domu.Wezmę sobie książkę, MP4 i cały dzień sppędzę na trawce, na kocyku w parku.
- W twoim ulubionym parku?
- No a w jakim ciołku? - zaśmiałam się - wiesz że nigdzie indziej nie chodzę.
- A no wiem, wiem.
- Justin, idę spać. Zmęczona jestem. Przepraszam, ale...
- Idź kochanie, rozumiem Cię. Ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Dobranoc. Kocham cię.
- Ja ciebie też Justin. Paa.
Odłożyłam telefon i poszłam wziąć prysznic. Gdy wróciłam do pokoju zastałam w nim Alyssę.
- Al?! - prawie krzyknęłam. Przytuliłam ją jak najmocniej mogłam. - Wróciłaś!
- No - powiedziała wyszczerzając zęby.
- Ale jak tu weszłaś? Wiesz przecież co się dzieje u mnie w domu.
- Wiesz jaka ja jestem - uśmiechnęła się chytrze - Nie ważne. Cieszę się, że już jestem w domu.
- Ja też się ogromnie cieszę, że wróciłaś. Ale powiedz... Jak to było z Mattem?
- W sumie to... To jak wy pojechaliście ja wyszłam na zakupy. Zostawiłam go w domu samego. Myślałam, że mnie kochał... Tak naprawdę we Francji był już dzień po tym jak my przyjechaliśmy. Znalazł sobie inną. Jak wróciłam obściskiwali się na kanapie w salonie bo jak to powiedzieli to "nie mogli bez siebie wytrzymać". Taka cała historia...
- Al.... - powiedziałam i przytuliłam mocno dziewczynę. - A jak Mike?
- Bardzo przeżył rozstanie z Lisą. Powiedzmy, że ona chciała na początku się tylko zabawić, zapomnieć o byłym. Z czasem się w nim bujnęła, ale wiedziała, że nigdy nie będą mogli być razem ze względu na kilometry, dlatego powiedziała mu to stanowczo. Znowu się załamał...
- Scarlett! Dlaczego ty jeszcze nie śpisz? I z kim ty tam gadasz?!
- Al idź! Szybko! Idzie tu! - wyskoczyła szybko przez okno a ja zgasiłam światło i weszłam do łóżka. Zamknęłam oczy i udawałam, że śpię. Nie wiem kiedy usnęłam. Mama chyba była jeszcze w pokoju.
(oczami Justina)
- Justin, idę spać. Zmęczona jestem. Przepraszam, ale...
- Idź kochanie, rozumiem Cię. Ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Dobranoc. Kocham cię.
- Ja ciebie też Justin. Paa.
Dla mnie ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Ostatni wywiad w paryskim radiu, podróż z Francji do USA, zmiana czasu, przywitanie się z dalszą rodziną, przyjaciółmi i jeszcze przez cały dzień niańczenie Jazzy i Jaxo. Nie żebym miał coś przeciwko, ale czasami te dzieciaki doprowadzają mnie do szału. Wiem, że Scarl nic nie wie o moim powrocie. Mama chciała napisać, ale uprzedziłem wszystkich, żeby tego nie robili. Ze względu na sytuację rodzinną Scarlett, to bardzo dobrze się składa, że jutro idzie do tego parku. Już nie mogę doczekać się jej miny. Codziennie słucham naszej piosenki i patrzę na to zdjęcie. Chciałbym już ją mieć tutaj, przy sobie, ale musi to zaczekać do jutra.
___________________________________________________________
Dobra. Wiem, że krótki. Wiem, że za mało opisane, ale nie umiem jakoś tego pogodzić. Lubię jak wszystko dzieje się po kolei i jest ułożone xd Wiem, że to głupie ale taki mam charakter xD Przepraszam z góry za błędy i ogólnie za rozdział. Chciałabym, żebyście pisali w komentarzach naprawdę co myślicie o rozdziałach :)) Pod rozdziałem 13 był komentarz o tym, że za bardzo słodzę. Zgadzam się. Ale robię teraz wszystko co w mojej mocy, bym nie przesadzała. Dlatego też myślę już nad nowym opowiadaniem i chciałabym, abyście zagłosowali w ankiecie, czy chcecie opowiadanie, czy nie. I czy wgl mi się opłaca pisać xD I napiszcie przy okazji w komentarzu czy nadal chcecie z Justinem, czy z kimś innym albo coś :)
Następny rozdział będzie za 18 komentarzy :D Dacie radę! :D
Dziękuję za komentarze w poprzedniej notce, za wszystkie opinię na temat bloga i za wszystkie wejścia. Dziękuję i obiecuję że się poprawię :D
Całusy! :*
@viktoriaa_m
sobota, 4 sierpnia 2012
Rozdział 13
Lot był wyczerpujący. Kiedy stanęłam na lądzie czułam się dobrze, lecz nie na tyle, by wracać autobusem. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała niemal natychmiast. Całą drogę milczałam, mimo, że kierowca próbował mnie zagadywać.
- Coś marnie panienka wygląda. - stwierdził.
- Niestety.
- Jak ma panienka na imię?
- Scarlett.
- Miło mi panienkę poznać. Jestem Kyle.
- Mi pana też.
- Daj spokój Scarlett, mówmy sobie po imieniu! Co cię gryzie tam od środka? - wiem, co myślicie. Pedofil, zboczeniec albo coś w tym stylu. muszę was zdziwić. Kyle, to porządny facet w podeszłym wieku, który dorabia sobie na taksówce. Znałam go z opowieści innych, lecz nie miałam przyjemności go poznać, aż do dzisiaj.
- Od czego tu by zacząć... Okłamałam własną matkę, wyjechałam do Paryża za zgodą taty, poznałam miłość własnego życia. Ojciec postawił się po latach matce, ściągnęli mnie z wakacji, toczy się sprawa rozwodowa. Nie wiem u kogo zamieszkam z moim bratem. Jeśli u matki nigdy nie spotkam mojego chłopaka, a jeśli u ojca to będzie okey. Tyle że matka ma większe szanse na wygranie procesu. to tak w skrócie.
- Nie za ciekawie Scarlett. Widzę, że jesteś rozbita, ale nie przejmuj się. Wszystko się ułoży. - poszperał w kieszeni i wyjął wizytówkę. - Masz. Gdybyś potrzebowała dobrej rady, albo chociaż taxi to dzwoń. Do usług. - powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech i podziękowałam. Gdy dojechaliśmy na miejsce wysiadłam z samochodu i dałam przez szybę pieniądze Kaylowi.
- O nie panienko. Nie przyjmę tych pieniędzy.
- Proszę pana...
- Kyle jestem. Nie i koniec.
- To może złotówkę na szczęście. - nie czekając na odpowiedź podałam mu pieniążka. Podziękowałam i pożegnałam się z kierowcą.
Stałam przed swoim domem, kiedy przyszedł mi sms. "Dojechałaś już do domu? Strasznie za tobą tęsknię. Justin". Odpisałam szybko na sms'a i wolno poszłam w stronę domu. Zanim zdążyłam otworzyć drzwi, zrobiła za mnie moja mama.
- No tak. Wraca córka marnotrawna. Do domu w tej chwili! I nie słyszę żadnych tłumaczeń! Szlaban!
- Już nie długo.
- Co takiego?
- Chcę zamieszkać z tatą.
- Nie. Nie pozwolę na to. Ty i Lucas zostajecie u mnie. Koniec kropka!
- Nie zabronisz nam...
- Owszem zabronię! Nie będziesz mi tu rządziła! - zaczęła dalej nawijać, lecz ja już jej nie słuchałam. Rzuciłam bagaż do mojego pokoju i pobiegłam do Lucasa.
-Lucas! - rzuciłam się mu na szyję.
- Cześć Scarlett. Zobaczysz wydostaniemy się stąd. Nie ma innej możliwości. - powiedział i uściskał mnie mocno.
- Ale jeśli nie?
- Ja mam osiemnastkę za 3 tygodnie więc ze mną nie problem, ale ty masz za rok więc, więc będzie trudno. No ale opowiadaj jak było w Paryżu.
- Myślę, że doskonale wiesz jak było. - spojrzałam na gazetę leżącą obok. Na okładce byłam ja i Justin.
- Tak wiem... Tak tylko chciałem się spytać.
- No a jak było tutaj? Co robiłeś?
- No więc jak jeszcze mama tak bardzo nie zwariowała, prawie cały czas siedziałem u taty. Myśleliśmy cały czas nad tym co zrobić by z nim zamieszkać. Nasze szanse są równie duże co i mamy. Tyle że matka się dowiedziała i było jedno wielkie zamieszanie. Młoda?
- No?
- Weź się połóż co? Nie za fajnie wyglądasz.
- Dobra idę. I dzięki za komplement. - spojrzałam się na niego i powlekłam się do drzwi.
- Będzie dobrze.
- A kiedy właściwie jest ta sprawa? - spytałam.
- Jutro... - powiedział niepewnie. wyszłam za drzwi i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam rozpakowywać torby. Pierwsze co wyjęłam to było zdjęcie... Rozejrzałam się po pokoju. Na przeciwko łóżka, na ścianie był wielki napis 'Believe in your dreams'. Zeszłam szybko po schodach, do komórki pod schodami. wyjęłam gwoździk i wzięłam młotek. Pobiegłam szybko na górę i zajęłam się przywieszaniem obrazu. Po skończeniu 'pracy' oceniłam efekt. Ozdobiłam ścianę również innymi napisami i poprzyklejałam zdjęcia z Paryża. Uśmiechnęłam się na ten widok. Wróciłam do rozpakowywania torby. Pomyślałam, że to co się stało w Paryżu było najwspanialsze co mi się przytrafiło i nigdy nie będę tego żałować. Dlatego jeśli ktoś o tym wspomnie nie będę płakać. Wiem, że Justin by nie chciał. Rozpakowałam się i rzuciłam się na moje wielkie łóżko. Nie wiem kiedy zasnęłam, ale śniło mi się coś miłego.
***
Obudził mnie jak zawsze mój budzik. Wyłączyłam go i zamierzałam dalej iść spać, lecz zadzwonił mój telefon. Zaspana spojrzałam na wyświetlacz. Justin.
- Haloo?
- Oj mała obudziłem cię?
- Tak ale uwielbiam słuchać twojego głosu o poranku. - powiedziałam uśmiechając się.
- Hahaha, ja twojego też. Jak tam mała?
- A jak ma być? Dzisiaj jest sprawa...
- Tęsknię za tobą wiesz?
- Ja za tobą też, to oczywiste! Jak ci idą koncerty? - spytałam.
- W przyszłym tygodniu wracam do USA.
- Już? Super! Tak się cieszę, że ci dobrze idzie! - niemal wykrzyknęłam.
- A ja mam nadzieję, że ci dobrze pójdzie na sprawie.
- Wiesz, że na pewno! Kocham Cię Justin.
- Ja Ciebie też mała.
- Justin...?
- Noo?
- Muszę iść... Lucas zrobił naleśniki...
- Kim kochanie jest Lucas?
- Hahahaha, Justin! Lucas to mój brat! Mówiłam ci!
- A tak tak... No to leć mała! Smacznego. Kocham Cię!
- Ja ciebie też Just! Paaa.
Skończyłam rozmawiać i zeszłam do kuchni.
- Gdzie mama?
- Wyszła. Jogging - powiedział i przewrócił oczami.
- To dobrze... - wzięłam naleśnika i usiadłam przy stole. Gdy zjadłam poszłam się ubrać i wziąć prysznic. Następnie rozkoszowałam się chwilami spokoju gdy z salonu doszedł krzyk.
- Scarlett, Lucas do mnie natychmiast! - powlokłam się na dół, po czym usiadłam na kanapie. 2 minuty potem przyszedł mój brat.
- Co jest? - spytał. Matka zaczęła o dziwo spokojnie.
- Dzisiaj jest rozprawa. Wiecie, że będziecie wzywani na salę, dlatego chcę was uświadomić co macie mówić. Macie powiedzieć, że ze mną jest wam najlepiej jak z nikim innym...
- Chyba my wiemy co mamy mówić, a na pewno nie to.
- Słucham? - spytała się z niedowierzeniem.
- Mamo, ja... Ja może bym i tak powiedziała, gdyby było tak jak dawniej. Gdybyś tak dużo nie pracowała, zajęła się nami. Gdybyś wiedziała choć troszkę o nas, ale praca całkiem zajęła ci głowę. Przez nią rozwiodłaś się z tatą i przez nią teraz o nas walczyć... Jaa... ja chyba będę za tym byśmy mieszkali u taty...
- Ja też. Scarlett ma rację.
- Praca mi nic nie zrobiła! Jestem taka jak zawsze, a wy macie powiedzieć to co wam karzę!
- Tak? To ciekawe dlaczego babcia z dziadkiem się do ciebie nie odzywa..- powiedziałam i wstałam z kanapy. Założyłam jeansową kurtkę i trampki. Byłam już przy wyjściu gdy usłyszałam głos mamy.
- Scarlett! Wracaj tu! - nie posłuchałam. Wyszłam. Wyszłam na spacer i siedziałam w parku do tej pory dopóki nie zbliżała się godzina rozprawy. Nie wiem co Lucas zrobi, ale ja wiem jedno. Ja chcę mieszkać z tatą.
***
Rozprawa ciągnęła się niemiłosiernie. Czekaliśmy z Lucasem przed salą sądową. Wreszcie wywołali brata. Poszedł bez słowa, lecz wiem, że był zdenerwowany. Myślałam że to będzie trwać wieki. Wreszcie mnie wywołali. Wzięłam głęboki oddech i weszłam chwiejnym krokiem na salę. Podeszłam we wskazane miejsce.
- Proszę podejść do barierki i proszę się przedstawić. - powiedziała sędzia.
- Nazywam się Scarlett Smith, mieszkam w Bakersfield i tam chodzę do liceum. Mam 17 lat.
- Jak mam rozumieć jesteś spokrewniona z oboma stronami postępowania?
- Tak.
- Pouczam cię, aby twoje zeznania były zgodne z prawdą, inaczej grozi ci odpowiedzialność karna rozumiesz?
- Tak wysoki sądzie.
- A więc co wiesz o rozwodzie twoich rodziców?
- Wysoki sądzie wiem tyle, że rozwiedli się podczas mojego pobytu w Paryżu. Byłam tam na wakacjach, kiedy to się stało, jednak myślę, że tata planował to od dawna. Mama często chodziła zapracowana. Kiedyś była inna. Interesowała się mną i bratem, chodziła z nami na zakupy a jak byliśmy mali to się z nami bawiła. Odkąd mama dostała drugi etat tata zaczął nas wychowywać. Dla mamy liczyła się tylko nauka i nic więcej. Często mieliśmy zakazy, nie mogliśmy wychodzić do przyjaciół. Powodem było to, że nie siedzieliśmy przy książkach 24 godziny na dobę. Mama chciała żebyśmy oboje poszli na studia prawnicze, chociaż my mamy inne pasje. Tata długo tego nie wytrzymał i złożył pozew.
- Dobrze. Tyle wystarczy w tej sprawie. Jeszcze mam do ciebie jedno pytanie. A właściwie dwa. Skoro mówisz tak o swojej mamie kto cię puścił na wakacje do Europy?
- Tata. Mama od tego czasu się w ogóle ze mną nie kontaktowała.
- I jeszcze jedno. Z kim chciałabyś zamieszkać? - myślałam długo. Zawahałam się przez chwilę po czym odzyskałam głos.
- Najbardziej... Najbardziej bym chciała zamieszkać z obojgiem rodziców. Żeby było tak jak dawniej. Ale jeśli mama nie chce się zmienić to jasne że z tatą. Z tatą jest inaczej. - zerknęłam na tatę a on posłał mi uśmiech w stylu 'było dobrze'.
- Możesz usiąść - usiadłam na miejsce -Wysoki sąd zamyka rozprawę. Wynik zostanie ogłoszony po naradzie.
Czekaliśmy na sali na sąd. Wszyscy. Matka posyłała mi wściekłe spojrzenia. Lucas miał grobową minę. Nie wiem co mówił, ale się dowiem. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie.
- Proszę wstać sąd idzie. - 'Nareszcie' pomyślałam. Lecz jeszcze bardziej zaczęłam się denerwować. Nie wiedziałam co będzie dalej.
_____________________
Trzynastka za nami! Moim zdaniem najgorszy rozdział ale dobra xD To tyle co do rozdziału. Wszystkim ogólnie bardzo dziękuję za aż 19 (!) komentarzy pod dwunastym : ) Wiem, że niektórzy tego rozdziału nie mogli się doczekać a więc przepraszam że tak długo to trwało xD
Następny rozdział będzie jak będzie tutaj... 17 komentarzy :D Daliście radę wcześniej to i teraz dacie! ♥ Wierzę w Was :D
Dzięki za wejścia i za komentarze :D Trzymajcie się!
@viktoriaa_m
- Coś marnie panienka wygląda. - stwierdził.
- Niestety.
- Jak ma panienka na imię?
- Scarlett.
- Miło mi panienkę poznać. Jestem Kyle.
- Mi pana też.
- Daj spokój Scarlett, mówmy sobie po imieniu! Co cię gryzie tam od środka? - wiem, co myślicie. Pedofil, zboczeniec albo coś w tym stylu. muszę was zdziwić. Kyle, to porządny facet w podeszłym wieku, który dorabia sobie na taksówce. Znałam go z opowieści innych, lecz nie miałam przyjemności go poznać, aż do dzisiaj.
- Od czego tu by zacząć... Okłamałam własną matkę, wyjechałam do Paryża za zgodą taty, poznałam miłość własnego życia. Ojciec postawił się po latach matce, ściągnęli mnie z wakacji, toczy się sprawa rozwodowa. Nie wiem u kogo zamieszkam z moim bratem. Jeśli u matki nigdy nie spotkam mojego chłopaka, a jeśli u ojca to będzie okey. Tyle że matka ma większe szanse na wygranie procesu. to tak w skrócie.
- Nie za ciekawie Scarlett. Widzę, że jesteś rozbita, ale nie przejmuj się. Wszystko się ułoży. - poszperał w kieszeni i wyjął wizytówkę. - Masz. Gdybyś potrzebowała dobrej rady, albo chociaż taxi to dzwoń. Do usług. - powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech i podziękowałam. Gdy dojechaliśmy na miejsce wysiadłam z samochodu i dałam przez szybę pieniądze Kaylowi.
- O nie panienko. Nie przyjmę tych pieniędzy.
- Proszę pana...
- Kyle jestem. Nie i koniec.
- To może złotówkę na szczęście. - nie czekając na odpowiedź podałam mu pieniążka. Podziękowałam i pożegnałam się z kierowcą.
Stałam przed swoim domem, kiedy przyszedł mi sms. "Dojechałaś już do domu? Strasznie za tobą tęsknię. Justin". Odpisałam szybko na sms'a i wolno poszłam w stronę domu. Zanim zdążyłam otworzyć drzwi, zrobiła za mnie moja mama.
- No tak. Wraca córka marnotrawna. Do domu w tej chwili! I nie słyszę żadnych tłumaczeń! Szlaban!
- Już nie długo.
- Co takiego?
- Chcę zamieszkać z tatą.
- Nie. Nie pozwolę na to. Ty i Lucas zostajecie u mnie. Koniec kropka!
- Nie zabronisz nam...
- Owszem zabronię! Nie będziesz mi tu rządziła! - zaczęła dalej nawijać, lecz ja już jej nie słuchałam. Rzuciłam bagaż do mojego pokoju i pobiegłam do Lucasa.
-Lucas! - rzuciłam się mu na szyję.
- Cześć Scarlett. Zobaczysz wydostaniemy się stąd. Nie ma innej możliwości. - powiedział i uściskał mnie mocno.
- Ale jeśli nie?
- Ja mam osiemnastkę za 3 tygodnie więc ze mną nie problem, ale ty masz za rok więc, więc będzie trudno. No ale opowiadaj jak było w Paryżu.
- Myślę, że doskonale wiesz jak było. - spojrzałam na gazetę leżącą obok. Na okładce byłam ja i Justin.
- Tak wiem... Tak tylko chciałem się spytać.
- No a jak było tutaj? Co robiłeś?
- No więc jak jeszcze mama tak bardzo nie zwariowała, prawie cały czas siedziałem u taty. Myśleliśmy cały czas nad tym co zrobić by z nim zamieszkać. Nasze szanse są równie duże co i mamy. Tyle że matka się dowiedziała i było jedno wielkie zamieszanie. Młoda?
- No?
- Weź się połóż co? Nie za fajnie wyglądasz.
- Dobra idę. I dzięki za komplement. - spojrzałam się na niego i powlekłam się do drzwi.
- Będzie dobrze.
- A kiedy właściwie jest ta sprawa? - spytałam.
- Jutro... - powiedział niepewnie. wyszłam za drzwi i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam rozpakowywać torby. Pierwsze co wyjęłam to było zdjęcie... Rozejrzałam się po pokoju. Na przeciwko łóżka, na ścianie był wielki napis 'Believe in your dreams'. Zeszłam szybko po schodach, do komórki pod schodami. wyjęłam gwoździk i wzięłam młotek. Pobiegłam szybko na górę i zajęłam się przywieszaniem obrazu. Po skończeniu 'pracy' oceniłam efekt. Ozdobiłam ścianę również innymi napisami i poprzyklejałam zdjęcia z Paryża. Uśmiechnęłam się na ten widok. Wróciłam do rozpakowywania torby. Pomyślałam, że to co się stało w Paryżu było najwspanialsze co mi się przytrafiło i nigdy nie będę tego żałować. Dlatego jeśli ktoś o tym wspomnie nie będę płakać. Wiem, że Justin by nie chciał. Rozpakowałam się i rzuciłam się na moje wielkie łóżko. Nie wiem kiedy zasnęłam, ale śniło mi się coś miłego.
***
Obudził mnie jak zawsze mój budzik. Wyłączyłam go i zamierzałam dalej iść spać, lecz zadzwonił mój telefon. Zaspana spojrzałam na wyświetlacz. Justin.
- Haloo?
- Oj mała obudziłem cię?
- Tak ale uwielbiam słuchać twojego głosu o poranku. - powiedziałam uśmiechając się.
- Hahaha, ja twojego też. Jak tam mała?
- A jak ma być? Dzisiaj jest sprawa...
- Tęsknię za tobą wiesz?
- Ja za tobą też, to oczywiste! Jak ci idą koncerty? - spytałam.
- W przyszłym tygodniu wracam do USA.
- Już? Super! Tak się cieszę, że ci dobrze idzie! - niemal wykrzyknęłam.
- A ja mam nadzieję, że ci dobrze pójdzie na sprawie.
- Wiesz, że na pewno! Kocham Cię Justin.
- Ja Ciebie też mała.
- Justin...?
- Noo?
- Muszę iść... Lucas zrobił naleśniki...
- Kim kochanie jest Lucas?
- Hahahaha, Justin! Lucas to mój brat! Mówiłam ci!
- A tak tak... No to leć mała! Smacznego. Kocham Cię!
- Ja ciebie też Just! Paaa.
Skończyłam rozmawiać i zeszłam do kuchni.
- Gdzie mama?
- Wyszła. Jogging - powiedział i przewrócił oczami.
- To dobrze... - wzięłam naleśnika i usiadłam przy stole. Gdy zjadłam poszłam się ubrać i wziąć prysznic. Następnie rozkoszowałam się chwilami spokoju gdy z salonu doszedł krzyk.
- Scarlett, Lucas do mnie natychmiast! - powlokłam się na dół, po czym usiadłam na kanapie. 2 minuty potem przyszedł mój brat.
- Co jest? - spytał. Matka zaczęła o dziwo spokojnie.
- Dzisiaj jest rozprawa. Wiecie, że będziecie wzywani na salę, dlatego chcę was uświadomić co macie mówić. Macie powiedzieć, że ze mną jest wam najlepiej jak z nikim innym...
- Chyba my wiemy co mamy mówić, a na pewno nie to.
- Słucham? - spytała się z niedowierzeniem.
- Mamo, ja... Ja może bym i tak powiedziała, gdyby było tak jak dawniej. Gdybyś tak dużo nie pracowała, zajęła się nami. Gdybyś wiedziała choć troszkę o nas, ale praca całkiem zajęła ci głowę. Przez nią rozwiodłaś się z tatą i przez nią teraz o nas walczyć... Jaa... ja chyba będę za tym byśmy mieszkali u taty...
- Ja też. Scarlett ma rację.
- Praca mi nic nie zrobiła! Jestem taka jak zawsze, a wy macie powiedzieć to co wam karzę!
- Tak? To ciekawe dlaczego babcia z dziadkiem się do ciebie nie odzywa..- powiedziałam i wstałam z kanapy. Założyłam jeansową kurtkę i trampki. Byłam już przy wyjściu gdy usłyszałam głos mamy.
- Scarlett! Wracaj tu! - nie posłuchałam. Wyszłam. Wyszłam na spacer i siedziałam w parku do tej pory dopóki nie zbliżała się godzina rozprawy. Nie wiem co Lucas zrobi, ale ja wiem jedno. Ja chcę mieszkać z tatą.
***
Rozprawa ciągnęła się niemiłosiernie. Czekaliśmy z Lucasem przed salą sądową. Wreszcie wywołali brata. Poszedł bez słowa, lecz wiem, że był zdenerwowany. Myślałam że to będzie trwać wieki. Wreszcie mnie wywołali. Wzięłam głęboki oddech i weszłam chwiejnym krokiem na salę. Podeszłam we wskazane miejsce.
- Proszę podejść do barierki i proszę się przedstawić. - powiedziała sędzia.
- Nazywam się Scarlett Smith, mieszkam w Bakersfield i tam chodzę do liceum. Mam 17 lat.
- Jak mam rozumieć jesteś spokrewniona z oboma stronami postępowania?
- Tak.
- Pouczam cię, aby twoje zeznania były zgodne z prawdą, inaczej grozi ci odpowiedzialność karna rozumiesz?
- Tak wysoki sądzie.
- A więc co wiesz o rozwodzie twoich rodziców?
- Wysoki sądzie wiem tyle, że rozwiedli się podczas mojego pobytu w Paryżu. Byłam tam na wakacjach, kiedy to się stało, jednak myślę, że tata planował to od dawna. Mama często chodziła zapracowana. Kiedyś była inna. Interesowała się mną i bratem, chodziła z nami na zakupy a jak byliśmy mali to się z nami bawiła. Odkąd mama dostała drugi etat tata zaczął nas wychowywać. Dla mamy liczyła się tylko nauka i nic więcej. Często mieliśmy zakazy, nie mogliśmy wychodzić do przyjaciół. Powodem było to, że nie siedzieliśmy przy książkach 24 godziny na dobę. Mama chciała żebyśmy oboje poszli na studia prawnicze, chociaż my mamy inne pasje. Tata długo tego nie wytrzymał i złożył pozew.
- Dobrze. Tyle wystarczy w tej sprawie. Jeszcze mam do ciebie jedno pytanie. A właściwie dwa. Skoro mówisz tak o swojej mamie kto cię puścił na wakacje do Europy?
- Tata. Mama od tego czasu się w ogóle ze mną nie kontaktowała.
- I jeszcze jedno. Z kim chciałabyś zamieszkać? - myślałam długo. Zawahałam się przez chwilę po czym odzyskałam głos.
- Najbardziej... Najbardziej bym chciała zamieszkać z obojgiem rodziców. Żeby było tak jak dawniej. Ale jeśli mama nie chce się zmienić to jasne że z tatą. Z tatą jest inaczej. - zerknęłam na tatę a on posłał mi uśmiech w stylu 'było dobrze'.
- Możesz usiąść - usiadłam na miejsce -Wysoki sąd zamyka rozprawę. Wynik zostanie ogłoszony po naradzie.
Czekaliśmy na sali na sąd. Wszyscy. Matka posyłała mi wściekłe spojrzenia. Lucas miał grobową minę. Nie wiem co mówił, ale się dowiem. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie.
- Proszę wstać sąd idzie. - 'Nareszcie' pomyślałam. Lecz jeszcze bardziej zaczęłam się denerwować. Nie wiedziałam co będzie dalej.
_____________________
Trzynastka za nami! Moim zdaniem najgorszy rozdział ale dobra xD To tyle co do rozdziału. Wszystkim ogólnie bardzo dziękuję za aż 19 (!) komentarzy pod dwunastym : ) Wiem, że niektórzy tego rozdziału nie mogli się doczekać a więc przepraszam że tak długo to trwało xD
Następny rozdział będzie jak będzie tutaj... 17 komentarzy :D Daliście radę wcześniej to i teraz dacie! ♥ Wierzę w Was :D
Dzięki za wejścia i za komentarze :D Trzymajcie się!
@viktoriaa_m
środa, 25 lipca 2012
Rozdział 12
Na początku chciałabym wszystkich poprosić, abyście zagłosowali w ankiecie, która się znajduje po lewej stronie :D A teraz miłego czytania :D
_______________________________________________________________________
Odłożyłam telefon ze łzami w oczach.
- Kochanie co się stało? - ja tylko na te słowa wtuliłam się w ramiona Justina i zaczęłam szlochać. Nic nie mówił. Czekał na odpowiednią chwilę. W końcu się zmotywowałam.
- Wyjeżdżam. Mama wyrzuciła ojca z domu jak dostała pozew rozwodowy. Mieszka na razie u mojego wujka, ale zaskarża ojca, że przejmie opiekę nade mną i Lucasem. Dzwonił prawnik taty. Jutro ja i Lucas mamy stawić się w Californi. Justin wiesz co to znaczy? Ja wyjeżdżam! - znowu się rozszlochałam tylko, że głośniej. - Mama wysyła groźby pod adresem taty i Lucasa. Mnie nie ma w kraju więc jeszcze mnie oszczędza... - wybełkotałam.
- Scarlett, będzie dobrze skarbie zobaczysz.
- Nic nie będzie dobrze! Jestem w miescie miłości, z tobą, osobą którą naprawdę kocham i nie chcę się rozstawać, jutro mam wyjechać i już tu nie wrócę. W dodatku matce coś odwaliło i chce mnie zabrać, co będzie oznaczało koniec spotkań z tobą, Alyssą i Mike'm! To jest koszmar! A po za tym stracę osobę, którą kocham. Ciebie. - mówiąc to nadal szlochałam.
- Nigdy mnie nie stracisz. - powiedział przez zaciśnięte zęby chłopak. - Nigdy. Jutro jadę z tobą.
- Nie możesz. Matka by szału dostała i wykorzystała to przeciwko tacie. Po za tym jutro masz bardzo ważny wywiad Justin. Nie możesz zrezygnować. - powiedziałam i pocałowałam go w czoło.
- Przyjadę do ciebie jak będę najszybciej mógł. Nigdy cię nie opuszczę. O której wyjeżdżasz?
- O 12. W samo południe. Twój wywiad będę oglądała w samolocie. - pokiwał smutno głową a z jego oczu poleciały pojedyncze łzy.
- Skarbie, nie płacz. Wystarczy że ja płaczę. Nigdy nie zapomnę naszego spotkania i tego co nas spotkało w Paryżu. Cieszę się, że cię spotkałam i nigdy nie będę żałowała tego co przeszliśmy. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. - powiedziałam.
- Ja też Cię kocham i nie pozwolę żeby ktoś cię skrzywdził. Zawsze będziesz bezpieczna. - objął mnie i położyliśmy się na łóżku.
- All along in my room Waiting for your phone call to come soon - zaczął nucić. Zamknęłam oczy. - For you, oh, I would walk a thousand miles To be in your arms holding my heart ,Oh I, oh I, I love you And everything's gonna be alright, be alright. - nie wiem kiedy zasnęłam.
***
Obudził mnie delikatny pocałunek w policzek. Otworzyłam powoli oczy. Byłam nadal wtulona w Justina.
- Kochanie... - powiedział powoli Justin. - wybacz, że cię budzę.... Nie chciałem tego, bo tak słodko wyglądasz kiedy śpisz - w tym momencie złożył pocałunek na moich ustach. Delikatny, taki jak lubię. - ale chyba musisz się pakować... Jest 7 godzina, a za 5 godzin wylatujesz... - zrobił bardzo smutną minę. Nie widziałam u niego jeszcze takiej. Był zamyślony, a jednocześnie stłumiony, jakby zaraz miał wybuchnąć płaczem, ale powstrzymywał się tylko dla mnie bym ja się nie rozkleiła. Przytuliłam się mocno do niego.
- Dziękuję.
- Mała za co mi dziękujesz?
- Za chwile spędzone z tobą. Nigdy ich nie zapomnę. - pocałowałam go lekko. - Just, jak chcesz to jeszcze śpi ja idę się zbierać.
Wstałam z łóżka a on za mną.
- W żadnym wypadku. miałbym stracić chwile spędzone z Tobą? Nie. Chodź spakujemy cię. - powiedział i wziął mnie za rękę. Kiedy już w pełni był przygotowany mój bagaż podróżny i podręczny, Justin wyniósł je do salonu, w którym siedziała Alyssa z Mike'm. Pewnie już wrócił. Może i wyglądam na egoistkę, ale w tym momencie nawet mnie nie obchodziło co zaszło między Mike'm a Lissą.
- Wyjeżdżacie gdzieś? - nie wytrzymałam. Rozbeczałam się i szybko pobiegłam do łazienki. Wyjeżdżacie. Razem. Nie. To mnie bolało. nie chciałam zostawiać tu tak ważnego dla mnie. Tak wiem. Po co beczę? Przecież na pewno się spotkamy. No właśnie nie jestem tego taka pewna. Nie powiedziałam Justinowi wszystkiego. Nie chciałam go martwić, albo miałam może jednak troszkę nadziei, że się uda wygrać proces tacie. Podobno mama wygrywa. Zależy teraz wszystko od nas. Jeden zły krok... Nie chce o tym myśleć. Ogarnęłam się. Justin ma rację. Każda chwila spędzona z nim jest warta miliony. Wyszłam z łazienki. Chyba tłumaczył dlaczego wyjeżdżam. Nie zdążyłam nic powiedzieć. Alyssa podeszła do mnie i przytuliła mnie najmocniej jak umiała. Odwzajemniłam uścisk.
- Al...- zaczęłam zachrypniętym głosem. - Gdzie jest Matt?
- Matt? To kompletny cham. My mieliśmy tutaj szczęśliwe wakacje a on... On... - nie chcę o tym mówić. Kazałam mu się wynosić. Zresztą ty jesteś najważniejsza w tej chwili. Ty i Justin.
- Alyssa, pozwól że wezmę Scarlett na spacer. - spojrzałam się na Justina podejrzliwie. Wziął mnie za rękę i wyszliśmy z budynku.
- Justin, gdzie idziemy?
- W miejsce, którego nie zdążyłem ci pokazać.
Po jakimś czasie doszliśmy do wielkiego budynku. Była to arena. Wielka. Weszliśmy do środka. Dziwnym trafem Just miał do tego klucze. Spojrzałam się na niego, a on zaczął mi wszystko tłumaczyć.
- To jest scena, na której zagrałem swój pierwszy koncert w Paryżu. Scena, która dla mnie wiele znaczy. Pierwszy koncert w Europie. Za tydzień mam zagrać tu kolejny koncert, a mam klucze dlatego, że wiedzą jakie to miejsce jest dla mnie ważne. Ufają mi. Musiałem ci to pokazać. Czułem taką potrzebę. Chciałem, żebyś wiedziała co dla mnie jest ważne. - wziął mnie za rękę i poszliśmy na scenę. Usiedliśmy na samym środku. Objął mnie ręką a ja położyłam głowę na jego ramieniu. Siedzieliśmy tak w ciszy. Rozkoszowaliśmy się sobą. Te chwile były dla mnie cenne jak nie wiem co. Justin zaczął śpiewać Overboard. Ja do niego dołączyłam.
- Mała mam pomysł. Tylko trzeba szybko to zrealizować. - powiedział kiedy kończyliśmy.
- Noo?
- Ile ci zostało do odlotu? - spojrzałam na zegarek.
- Ymm... 4 godziny.
- Chodź. Byle szybko. - powiedział uśmiechnął się w swoim stylu. W moim ulubionym stylu. W tym łobuzerskim... Pocałował mnie szybko w usta i pobiegliśmy do wyjścia. Wsiedliśmy w pierwszą lepszą taksówkę. Just podał adres i pojechaliśmy na miejsce. Był to zwyczajny budynek. O dziwo Just i do tego miał klucze. Weszliśmy do środka i od razu skierowaliśmy się do pokoju o dziwnych drzwiach. Weszliśmy. Oniemiałam. Było to studio muzyczne.
- To będzie prezent. Ode mnie. - powiedział. Objął mnie w pasie i mocno do siebie przycisnął, a nasze usta się spotkały.
- Kocham Cię Justin ale mamy jeden problem. Nie umiem śpiewać.
- Jak ty nie umiesz śpiewać to ja nie jestem sławny - powiedział ze śmiechem chłopak. Podszedł do sprzętu i wszystko nastawił. Po chwili weszliśmy za szklane drzwi. Zaczęła lecieć piosenka. Rozpoznałam ją. Oczywiście Overboard. Po chwili dołączył do mnie Justin. Kiedy skończyliśmy poszliśmy odsłuchać. Wyszło bardzo dobrze. Przynajmniej głos Justina.
- Kochanie... To niesamowite...
- Taaak... Masz niesamowity głos Scarl... - powiedział. Chciałam mu coś odpowiedzieć ale zamknął moje usta swoimi. Mogłoby to trwać w nieskończoność. Oderwał się ode mnie. Wziął pudełeczko na płytę z półeczki. Zgrał naszą piosenkę na płytkę i włożył do pudełeczka. Wyjął swojego iPhona.
- Chodź mała zrobimy sobie zdjęcia. - Stanęliśmy obok siebie i wyszczerzyliśmy się w uśmiechu. Na następnym mocno się przytuliliśmy do siebie, a na jeszcze innym Justin pocałował mnie w czoło. Oboje mieliśmy wtedy zamknięte oczy. Na okładkę płyty wybraliśmy takie, najmniej 'nasze' abyśmy mieli troszkę prywatności. Wydrukowała je specjalna drukarka. Justin zrobił jeszcze egzemplarz dla siebie i mieliśmy nasze 'demo'. Stwierdziłam, że to śmiesznie brzmi.
- A teraz idziemy wywołać te zdjęcia. - powiedział z uśmiechem Justin. Wyszliśmy, pozamykaliśmy i przeszliśmy się do najbliższej galerii. Cały czas trzymaliśmy się za ręce. Kiedy weszliśmy do budynku, każdy pokazywał na nas palcami, lecz nikt do nas nie podszedł. Poszliśmy wywołać zdjęcia. Zdziwiłam się gdy Justin wziął dwa zdjęcia, na którym mnie całował w czoło w ciut większym rozmiarze. Po chwili przekonałam się dlaczego. Kupił też dwie wielkie antyramy, w które oprawiliśmy zdjęcia. Wyszliśmy ze sklepu, podziękowaliśmy i stanęliśmy na środku korytarza w galerii.
- Just, dziękuję ci.
- Nie dziękuj. Obiecaj mi tylko że powiesisz sobie to zdjęcie na ścianie. Ja to samo zrobię z moim. Codziennie będziemy na siebie patrzeć. Codziennie będziemy wiedzieć że się jeszcze spotkamy.
- Obiecuję. - przytuliłam go mocno i ruszyliśmy na jakieś dalsze zakupy. - Just... wejdziemy tu?
Uwagę przykuła mi pewna bluzka. Weszłam do sklepu, a mój chłopak za mną. Wzięłam bluzkę i poszłam od razu do przymierzalni.
- I jak?- zapytałam się Justina gdy już miałam bluzkę na sobie. Ten tylko parsknął śmiechem.
- Kochanie, przecież ja wiem, że mnie kochasz. - powiedział po czym mnie mocno do siebie przytulił. Bluzka była fioletowa z napisem "I ♥ JB".
- Wiem, że wiesz, ale ją kupię i założę na lotnisko. - powiedziałam. Przebrałam się i od razu poszłam z Justinem do kasy. Sprzedawczyni gdy tylko zobaczyła Justina i koszulkę którą kupiłam patrzyła się na nas jak na idiotów, ale nic nie powiedziała. Ja powstrzymałam się ledwo od śmiechu, ale gdy tylko wyszliśmy ze sklepu, śmiało nim wybuchnęłam, a Justin zrobił to samo.
- Ty widziałaś jej minę? - spytał ze śmiechem. Ja potwierdziłam to ruchem głowy.
- Chodź wracajmy. Mało czasu zostało. - wróciliśmy do hotelu. Przebrałam się szybko w nową bluzkę. Założyłam do tego czarne trampki, i jasne rurki. Do pokoju wszedł Justin.
- Masz kochanie. - po czym założył mi swoją full cap. Ja wyjęłam z szuflady mały prezent dla niego.
- Pamiętaj o mnie. - powiedziałam i dałam mu ozdobioną ramkę z moim zdjęciem. Przytulił mnie jak najmocniej umiał.
- Dziękuję skarbie. Chyba musimy już jechać. Zadzwonię po Kenny'ego.
- Ja w tym czasie poszłam pożegnać się z moimi przyjaciółmi. To było dość łatwe. Wiedziałam, że za tydzień zobaczę się z nimi. Wreszcie wyszliśmy na zewnątrz. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na lotnisko. Cały czas trzymaliśmy się za ręce. Niestety nadszedł koniec drogi. Byliśmy na lotnisku. Poleciały mi łzy z oczu. Justin momentalnie mnie przytulił.
- Nie płacz. Zobaczymy się jeszcze. - powiedział po czym wyszliśmy z samochodu. Kenny szedł za nami z bagażem. Czas było się rozstać. Pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na szyję Kenny'emu.
- Dziękuję Kenny. Jesteś wielki. - powiedziałam a on mnie uścisnął.
- Maleńka, jeszcze się spotkamy - rzucił na pożegnanie. Pobiegłam do Justina. ryczałam już jak nie wiem co. Justinowi też poleciały łzy z oczu. Przytulaliśmy się ponad 5 minut.
- Kocham Cie Justin.
- Ja ciebie też mała.
Pocałował mnie. Tak jeszcze nigdy mnie nie całował. Zachłannie namiętnie ale delikatnie. Nagle usłyszałam głos, który mówił żeby się stawić na odprawę. Przytuliłam jeszcze raz Justina.
- Muszę iść. Źle wyszło... To bardzo boli... Ale wierzę że się jeszcze spotkamy.
- Ja też. To będzie szybciej niż myślisz.
- Pa Justin. - pocałowałam go, po czym ruszyłam na odprawę. Beczałam. Zjawili się paparazzi, ale miałam ich gdzieś. niech robią zdjęcia. Już mi jest wszystko obojętne.
(oczami Justina)
Scarlett szła na odprawę. Z moich oczu płynęły łzy. Scarl miała rację. To trudne. Zobaczyłem jak nagle z nikąd wyłaniają się paparazzi. Chciałem biec do mojej Scarlett, ale powstrzymał mnie Kenny.
- Nie Justin. - złapał mnie za ramię. - Nie, to nic nie da. Będzie jeszcze bardziej płakać.
Miał rację. Odeszliśmy w ciszy do samochodu. Może nie zupełnie w ciszy. Wszędzie rozbrzmiewały dźwięki fleszy aparatów. Cały świat będzie widział jak ronię łzy. Ale w słusznej sprawie. Każdy by się tak zachował.
(oczami Scarlett)
Weszłam do samolotu.Usiadłam na swoje miejsce.
- Życzy sobie pani coś do picia?
- Nie dziękuję.
Założyłam czapkę od Justina i włączyłam moją MP4. Włączyłam odtwarzanie. Usłyszałam Time of our lives
Tyrone Wells'a. Piękna piosenka. Uroniłam łzy, ale to już nie było to co wcześniej. Płakałam, bo byłam szczęśliwa. Spotkało mnie coś, co nie spotyka każdego. To były najwspanialsze wakacje, które jeszcze trwają. Wykorzystam je dobrze. Najlepiej byłoby z nim, ale będzie dobrze. Poradzę sobie. Wiem, że on mnie wspiera.
________________________________
Z góry przepraszam za błędy!
Przepraszam, że tak krótko, ale nie wiedziałam w którym momencie przerwać. Mam nadzieję że się spodoba. Trochę smutny, wiem. Tak więc dziękuję za wszystkie wejścia, komentarze i obserwatorów :D Dziękuję Wszystkim co wyrażają opinię na temat bloga, w szczególności @Dzowit :) Jej bloga znajdziecie także po lewo w rubryce "linki".
Chciałabym aby pod tym postem było 15 komentarzy. Wiem, że to wiele, ale chcę zobaczyć czy ktoś to czyta ; ) Następny rozdział dodam kiedy spełnicie moją prośbę : )
Dziękuję jeszcze raz :)
@viktoriaa_m
_______________________________________________________________________
Odłożyłam telefon ze łzami w oczach.
- Kochanie co się stało? - ja tylko na te słowa wtuliłam się w ramiona Justina i zaczęłam szlochać. Nic nie mówił. Czekał na odpowiednią chwilę. W końcu się zmotywowałam.
- Wyjeżdżam. Mama wyrzuciła ojca z domu jak dostała pozew rozwodowy. Mieszka na razie u mojego wujka, ale zaskarża ojca, że przejmie opiekę nade mną i Lucasem. Dzwonił prawnik taty. Jutro ja i Lucas mamy stawić się w Californi. Justin wiesz co to znaczy? Ja wyjeżdżam! - znowu się rozszlochałam tylko, że głośniej. - Mama wysyła groźby pod adresem taty i Lucasa. Mnie nie ma w kraju więc jeszcze mnie oszczędza... - wybełkotałam.
- Scarlett, będzie dobrze skarbie zobaczysz.
- Nic nie będzie dobrze! Jestem w miescie miłości, z tobą, osobą którą naprawdę kocham i nie chcę się rozstawać, jutro mam wyjechać i już tu nie wrócę. W dodatku matce coś odwaliło i chce mnie zabrać, co będzie oznaczało koniec spotkań z tobą, Alyssą i Mike'm! To jest koszmar! A po za tym stracę osobę, którą kocham. Ciebie. - mówiąc to nadal szlochałam.
- Nigdy mnie nie stracisz. - powiedział przez zaciśnięte zęby chłopak. - Nigdy. Jutro jadę z tobą.
- Nie możesz. Matka by szału dostała i wykorzystała to przeciwko tacie. Po za tym jutro masz bardzo ważny wywiad Justin. Nie możesz zrezygnować. - powiedziałam i pocałowałam go w czoło.
- Przyjadę do ciebie jak będę najszybciej mógł. Nigdy cię nie opuszczę. O której wyjeżdżasz?
- O 12. W samo południe. Twój wywiad będę oglądała w samolocie. - pokiwał smutno głową a z jego oczu poleciały pojedyncze łzy.
- Skarbie, nie płacz. Wystarczy że ja płaczę. Nigdy nie zapomnę naszego spotkania i tego co nas spotkało w Paryżu. Cieszę się, że cię spotkałam i nigdy nie będę żałowała tego co przeszliśmy. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. - powiedziałam.
- Ja też Cię kocham i nie pozwolę żeby ktoś cię skrzywdził. Zawsze będziesz bezpieczna. - objął mnie i położyliśmy się na łóżku.
- All along in my room Waiting for your phone call to come soon - zaczął nucić. Zamknęłam oczy. - For you, oh, I would walk a thousand miles To be in your arms holding my heart ,Oh I, oh I, I love you And everything's gonna be alright, be alright. - nie wiem kiedy zasnęłam.
***
Obudził mnie delikatny pocałunek w policzek. Otworzyłam powoli oczy. Byłam nadal wtulona w Justina.
- Kochanie... - powiedział powoli Justin. - wybacz, że cię budzę.... Nie chciałem tego, bo tak słodko wyglądasz kiedy śpisz - w tym momencie złożył pocałunek na moich ustach. Delikatny, taki jak lubię. - ale chyba musisz się pakować... Jest 7 godzina, a za 5 godzin wylatujesz... - zrobił bardzo smutną minę. Nie widziałam u niego jeszcze takiej. Był zamyślony, a jednocześnie stłumiony, jakby zaraz miał wybuchnąć płaczem, ale powstrzymywał się tylko dla mnie bym ja się nie rozkleiła. Przytuliłam się mocno do niego.
- Dziękuję.
- Mała za co mi dziękujesz?
- Za chwile spędzone z tobą. Nigdy ich nie zapomnę. - pocałowałam go lekko. - Just, jak chcesz to jeszcze śpi ja idę się zbierać.
Wstałam z łóżka a on za mną.
- W żadnym wypadku. miałbym stracić chwile spędzone z Tobą? Nie. Chodź spakujemy cię. - powiedział i wziął mnie za rękę. Kiedy już w pełni był przygotowany mój bagaż podróżny i podręczny, Justin wyniósł je do salonu, w którym siedziała Alyssa z Mike'm. Pewnie już wrócił. Może i wyglądam na egoistkę, ale w tym momencie nawet mnie nie obchodziło co zaszło między Mike'm a Lissą.
- Wyjeżdżacie gdzieś? - nie wytrzymałam. Rozbeczałam się i szybko pobiegłam do łazienki. Wyjeżdżacie. Razem. Nie. To mnie bolało. nie chciałam zostawiać tu tak ważnego dla mnie. Tak wiem. Po co beczę? Przecież na pewno się spotkamy. No właśnie nie jestem tego taka pewna. Nie powiedziałam Justinowi wszystkiego. Nie chciałam go martwić, albo miałam może jednak troszkę nadziei, że się uda wygrać proces tacie. Podobno mama wygrywa. Zależy teraz wszystko od nas. Jeden zły krok... Nie chce o tym myśleć. Ogarnęłam się. Justin ma rację. Każda chwila spędzona z nim jest warta miliony. Wyszłam z łazienki. Chyba tłumaczył dlaczego wyjeżdżam. Nie zdążyłam nic powiedzieć. Alyssa podeszła do mnie i przytuliła mnie najmocniej jak umiała. Odwzajemniłam uścisk.
- Al...- zaczęłam zachrypniętym głosem. - Gdzie jest Matt?
- Matt? To kompletny cham. My mieliśmy tutaj szczęśliwe wakacje a on... On... - nie chcę o tym mówić. Kazałam mu się wynosić. Zresztą ty jesteś najważniejsza w tej chwili. Ty i Justin.
- Alyssa, pozwól że wezmę Scarlett na spacer. - spojrzałam się na Justina podejrzliwie. Wziął mnie za rękę i wyszliśmy z budynku.
- Justin, gdzie idziemy?
- W miejsce, którego nie zdążyłem ci pokazać.
Po jakimś czasie doszliśmy do wielkiego budynku. Była to arena. Wielka. Weszliśmy do środka. Dziwnym trafem Just miał do tego klucze. Spojrzałam się na niego, a on zaczął mi wszystko tłumaczyć.
- To jest scena, na której zagrałem swój pierwszy koncert w Paryżu. Scena, która dla mnie wiele znaczy. Pierwszy koncert w Europie. Za tydzień mam zagrać tu kolejny koncert, a mam klucze dlatego, że wiedzą jakie to miejsce jest dla mnie ważne. Ufają mi. Musiałem ci to pokazać. Czułem taką potrzebę. Chciałem, żebyś wiedziała co dla mnie jest ważne. - wziął mnie za rękę i poszliśmy na scenę. Usiedliśmy na samym środku. Objął mnie ręką a ja położyłam głowę na jego ramieniu. Siedzieliśmy tak w ciszy. Rozkoszowaliśmy się sobą. Te chwile były dla mnie cenne jak nie wiem co. Justin zaczął śpiewać Overboard. Ja do niego dołączyłam.
- Mała mam pomysł. Tylko trzeba szybko to zrealizować. - powiedział kiedy kończyliśmy.
- Noo?
- Ile ci zostało do odlotu? - spojrzałam na zegarek.
- Ymm... 4 godziny.
- Chodź. Byle szybko. - powiedział uśmiechnął się w swoim stylu. W moim ulubionym stylu. W tym łobuzerskim... Pocałował mnie szybko w usta i pobiegliśmy do wyjścia. Wsiedliśmy w pierwszą lepszą taksówkę. Just podał adres i pojechaliśmy na miejsce. Był to zwyczajny budynek. O dziwo Just i do tego miał klucze. Weszliśmy do środka i od razu skierowaliśmy się do pokoju o dziwnych drzwiach. Weszliśmy. Oniemiałam. Było to studio muzyczne.
- To będzie prezent. Ode mnie. - powiedział. Objął mnie w pasie i mocno do siebie przycisnął, a nasze usta się spotkały.
- Kocham Cię Justin ale mamy jeden problem. Nie umiem śpiewać.
- Jak ty nie umiesz śpiewać to ja nie jestem sławny - powiedział ze śmiechem chłopak. Podszedł do sprzętu i wszystko nastawił. Po chwili weszliśmy za szklane drzwi. Zaczęła lecieć piosenka. Rozpoznałam ją. Oczywiście Overboard. Po chwili dołączył do mnie Justin. Kiedy skończyliśmy poszliśmy odsłuchać. Wyszło bardzo dobrze. Przynajmniej głos Justina.
- Kochanie... To niesamowite...
- Taaak... Masz niesamowity głos Scarl... - powiedział. Chciałam mu coś odpowiedzieć ale zamknął moje usta swoimi. Mogłoby to trwać w nieskończoność. Oderwał się ode mnie. Wziął pudełeczko na płytę z półeczki. Zgrał naszą piosenkę na płytkę i włożył do pudełeczka. Wyjął swojego iPhona.
- Chodź mała zrobimy sobie zdjęcia. - Stanęliśmy obok siebie i wyszczerzyliśmy się w uśmiechu. Na następnym mocno się przytuliliśmy do siebie, a na jeszcze innym Justin pocałował mnie w czoło. Oboje mieliśmy wtedy zamknięte oczy. Na okładkę płyty wybraliśmy takie, najmniej 'nasze' abyśmy mieli troszkę prywatności. Wydrukowała je specjalna drukarka. Justin zrobił jeszcze egzemplarz dla siebie i mieliśmy nasze 'demo'. Stwierdziłam, że to śmiesznie brzmi.
- A teraz idziemy wywołać te zdjęcia. - powiedział z uśmiechem Justin. Wyszliśmy, pozamykaliśmy i przeszliśmy się do najbliższej galerii. Cały czas trzymaliśmy się za ręce. Kiedy weszliśmy do budynku, każdy pokazywał na nas palcami, lecz nikt do nas nie podszedł. Poszliśmy wywołać zdjęcia. Zdziwiłam się gdy Justin wziął dwa zdjęcia, na którym mnie całował w czoło w ciut większym rozmiarze. Po chwili przekonałam się dlaczego. Kupił też dwie wielkie antyramy, w które oprawiliśmy zdjęcia. Wyszliśmy ze sklepu, podziękowaliśmy i stanęliśmy na środku korytarza w galerii.
- Just, dziękuję ci.
- Nie dziękuj. Obiecaj mi tylko że powiesisz sobie to zdjęcie na ścianie. Ja to samo zrobię z moim. Codziennie będziemy na siebie patrzeć. Codziennie będziemy wiedzieć że się jeszcze spotkamy.
- Obiecuję. - przytuliłam go mocno i ruszyliśmy na jakieś dalsze zakupy. - Just... wejdziemy tu?
Uwagę przykuła mi pewna bluzka. Weszłam do sklepu, a mój chłopak za mną. Wzięłam bluzkę i poszłam od razu do przymierzalni.
- I jak?- zapytałam się Justina gdy już miałam bluzkę na sobie. Ten tylko parsknął śmiechem.
- Kochanie, przecież ja wiem, że mnie kochasz. - powiedział po czym mnie mocno do siebie przytulił. Bluzka była fioletowa z napisem "I ♥ JB".
- Wiem, że wiesz, ale ją kupię i założę na lotnisko. - powiedziałam. Przebrałam się i od razu poszłam z Justinem do kasy. Sprzedawczyni gdy tylko zobaczyła Justina i koszulkę którą kupiłam patrzyła się na nas jak na idiotów, ale nic nie powiedziała. Ja powstrzymałam się ledwo od śmiechu, ale gdy tylko wyszliśmy ze sklepu, śmiało nim wybuchnęłam, a Justin zrobił to samo.
- Ty widziałaś jej minę? - spytał ze śmiechem. Ja potwierdziłam to ruchem głowy.
- Chodź wracajmy. Mało czasu zostało. - wróciliśmy do hotelu. Przebrałam się szybko w nową bluzkę. Założyłam do tego czarne trampki, i jasne rurki. Do pokoju wszedł Justin.
- Masz kochanie. - po czym założył mi swoją full cap. Ja wyjęłam z szuflady mały prezent dla niego.
- Pamiętaj o mnie. - powiedziałam i dałam mu ozdobioną ramkę z moim zdjęciem. Przytulił mnie jak najmocniej umiał.
- Dziękuję skarbie. Chyba musimy już jechać. Zadzwonię po Kenny'ego.
- Ja w tym czasie poszłam pożegnać się z moimi przyjaciółmi. To było dość łatwe. Wiedziałam, że za tydzień zobaczę się z nimi. Wreszcie wyszliśmy na zewnątrz. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na lotnisko. Cały czas trzymaliśmy się za ręce. Niestety nadszedł koniec drogi. Byliśmy na lotnisku. Poleciały mi łzy z oczu. Justin momentalnie mnie przytulił.
- Nie płacz. Zobaczymy się jeszcze. - powiedział po czym wyszliśmy z samochodu. Kenny szedł za nami z bagażem. Czas było się rozstać. Pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na szyję Kenny'emu.
- Dziękuję Kenny. Jesteś wielki. - powiedziałam a on mnie uścisnął.
- Maleńka, jeszcze się spotkamy - rzucił na pożegnanie. Pobiegłam do Justina. ryczałam już jak nie wiem co. Justinowi też poleciały łzy z oczu. Przytulaliśmy się ponad 5 minut.
- Kocham Cie Justin.
- Ja ciebie też mała.
Pocałował mnie. Tak jeszcze nigdy mnie nie całował. Zachłannie namiętnie ale delikatnie. Nagle usłyszałam głos, który mówił żeby się stawić na odprawę. Przytuliłam jeszcze raz Justina.
- Muszę iść. Źle wyszło... To bardzo boli... Ale wierzę że się jeszcze spotkamy.
- Ja też. To będzie szybciej niż myślisz.
- Pa Justin. - pocałowałam go, po czym ruszyłam na odprawę. Beczałam. Zjawili się paparazzi, ale miałam ich gdzieś. niech robią zdjęcia. Już mi jest wszystko obojętne.
(oczami Justina)
Scarlett szła na odprawę. Z moich oczu płynęły łzy. Scarl miała rację. To trudne. Zobaczyłem jak nagle z nikąd wyłaniają się paparazzi. Chciałem biec do mojej Scarlett, ale powstrzymał mnie Kenny.
- Nie Justin. - złapał mnie za ramię. - Nie, to nic nie da. Będzie jeszcze bardziej płakać.
Miał rację. Odeszliśmy w ciszy do samochodu. Może nie zupełnie w ciszy. Wszędzie rozbrzmiewały dźwięki fleszy aparatów. Cały świat będzie widział jak ronię łzy. Ale w słusznej sprawie. Każdy by się tak zachował.
(oczami Scarlett)
Weszłam do samolotu.Usiadłam na swoje miejsce.
- Życzy sobie pani coś do picia?
- Nie dziękuję.
Założyłam czapkę od Justina i włączyłam moją MP4. Włączyłam odtwarzanie. Usłyszałam Time of our lives
Tyrone Wells'a. Piękna piosenka. Uroniłam łzy, ale to już nie było to co wcześniej. Płakałam, bo byłam szczęśliwa. Spotkało mnie coś, co nie spotyka każdego. To były najwspanialsze wakacje, które jeszcze trwają. Wykorzystam je dobrze. Najlepiej byłoby z nim, ale będzie dobrze. Poradzę sobie. Wiem, że on mnie wspiera.
________________________________
Z góry przepraszam za błędy!
Przepraszam, że tak krótko, ale nie wiedziałam w którym momencie przerwać. Mam nadzieję że się spodoba. Trochę smutny, wiem. Tak więc dziękuję za wszystkie wejścia, komentarze i obserwatorów :D Dziękuję Wszystkim co wyrażają opinię na temat bloga, w szczególności @Dzowit :) Jej bloga znajdziecie także po lewo w rubryce "linki".
Chciałabym aby pod tym postem było 15 komentarzy. Wiem, że to wiele, ale chcę zobaczyć czy ktoś to czyta ; ) Następny rozdział dodam kiedy spełnicie moją prośbę : )
Dziękuję jeszcze raz :)
@viktoriaa_m
Subskrybuj:
Posty (Atom)






